Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2013

"52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" - Jesssica Brody


Znacie bajkę o Kopciuszku? 

To teraz przygotujcie się ,aby usłyszeć tą historię od tyłu...

Lexington Larrabee to dziewczyna ,której niczego nigdy nie brakuje. Rzucanie komórkami oraz wjeżdżanie autem w sklep to jej ulubione dyscypliny. Nastolatka jest znana z tego ,że jest znana. Gdyby nie fakt ,że jej ojciec jest miliarderem ,szum wokół jej osoby byłby nieuzasadniony.Dzień jej 18-tych urodzin jest dla niej wyjątkowy. Chyba nie każdy może dostać w prezencie od taty czek na 25 milionów dolarów. Lex jeszcze nie zdaje sobie sprawy ,że nie będzie żadnego ALE...

 Tata przygotował dla niej cudowną niespodziankę. Aby uzyskać dostęp do pieniędzy będzie musiała wykonać przez rok pięćdziesiąt dwie  nisko opłacane prace.  Jako bonus dostaje także nadzór wyjątkowo upierdliwego pracownika - Luke`a. Szok ,niedowierzanie - te reakcje utwierdziły osoby z jej otoczenia ,że mają do czynienia z rozpieszczonym dzieciakiem.

Jak poradzi sobie z wyznaczonymi zadaniami?
Czy czegoś się nauczy?

Zawsze ciekawiło mnie , jak czują się celebryci? Czy popularność sprawia im tyle przyjemności ,co mi chwila spokoju z książką w ręku? Lektura "52 powodów dla których nienawidzę mojego ojca" rozwiała moje wątpliwości. 

Człowiek jest istotą dualną ,ponieważ jego osobowość kształtuje wiele czynników. Wspomnienia z dzieciństwa ,relacje z rodziną i możliwość wzorowania się na kimś bardziej doświadczonym sprawiają ,że stajemy się wartościowymi ludźmi. Co się dzieje kiedy zabraknie jednego z tych czynników? Stajemy się zagubieni ,a wręcz bezsilni. Tak samo jak opisana wyżej bohaterka książki. 

Co z tego ,że mamy pieniądze ,skoro nie umiemy rozmawiać ze swoimi bliskimi albo po prostu nie mamy ku temu okazji? Interesy ,podróże ,pośpiech - tym oto sposobem znajdziemy się w śmiercionośnej pętli. Dlatego w pewnym sensie potrafię zrozumieć Lexington. Pamiętam ,że wielokrotnie podkreślała ,że najbardziej w jej życiu przeszkadzało jej to ,że nikt nie chciał poświęcić jej dobrowolnie swojego czasu. Wszyscy byli opłacani przez jej ojca. Obracała się w towarzystwie niań ,kamerdynerów ,szoferów ,rzeczników prasowych ,ale gdzie w tym wszystkim była rodzina? Nic dziwnego ,że w chwili kiedy ojciec nagle zaczyna czegoś od niej wymagać ,ona czuje się rozgoryczona i zdruzgotana. 25 milionów było w jej umyśle rekompensatą za wieloletnią samotność w rezydencji pozornie zamieszkanej przez klan Larrabee.

Opisy pracy Lex były najzabawniejszą częścią książki ,która przysporzyła mi dużo okazji do śmiechu. Konfrontacja z odkurzaczem jest dla mnie prawdziwą bombą! Trudno uwierzyć ,że dorosła dziewczyna nie umiała włączyć ,a co dopiero odkurzać! Przy niej to nawet ja okazałam się perfekcyjną panią domu ;)

"Aby książka miała smaczek musi się w niej znaleźć przystojny chłopaczek..." W tym aspekcie chyba nikt nie będzie zawiedziony. Chociaż początkowo Luke-stażysta przypomina nieśmiałego nerda ,który fanatycznie wielki ojca Lex ,ale w gruncie rzeczy jest bardzo przydatny. Dlaczego to piszę? Ponieważ to właśnie dzięki niemu (i jego motywujących gadkach) zaczyna myśleć ,że praca zlecona jej przez ojca ma wyższy cel.

"52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" to książka ,którą pochłania się w jeden dzień.  Nie spodziewałam się ,że Jessica Brody okaże się tak zdolną debiutantką. To właśnie jej lekkość pisania sprawia ,że oczy biegną po kolejnych zdania ,żeby dowiedzieć się tego co będzie dalej.

Bohaterowie książki są tak skrajni i ludzcy ,że można się z nimi utożsamiać.Psychika postaci jej bardzo złożona. Chwilami zachowuje się nieodpowiedzialnie ,by za moment popisać się wielką dojrzałością i zaskoczyć czytelnika. Historia posiada niesamowity morał co ostatnimi czasy trzeba podkreślać! Dodatkowym atutem jest dla mnie piękna szata graficzna. Co kilka rozdziałów zamieszczone są screeny sprawozdań z pracy Lex ,które są jak wisienka na torcie w porównaniu do całości tekstu. 


Moja ocena: 5/6

niedziela, 7 lipca 2013

"Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy" - Janet Evanovich


Kobieta to synonim delikatności ,piękna i spokoju ,ale czy aby na pewno?

Stephenie Plum znalazła się na życiowym zakręcie. Ta atrakcyjna kobieta po zwolnieniu z posady sprzedawcy bielizny nie ma środków do życia. Jest ambitna ,więc stara się sama uporać z narastającymi długami i dołującym ją  światełkiem w lodówce. Jej mieszkanie zieje pustkami ,ponieważ zastawiła w lombardzie wszystko co miało jakąkolwiek wartość. Dotychczas zajmowała się dorywczymi zleceniami ,ale gdy zaproponowano jej posadę Łowcy nagród ,nie wahała się ani chwili...

Jej pierwsze zlecenie dotyczy niejakiego Joe Morellego -policjanta ,który dopuścił się morderstwa. Zadanie polega na tym ,aby doprowadzić go na komisariat policji ,ponieważ sam oskarżony po wyjściu z aresztu "zapomniał" o pierwszym terminie rozprawy.

Vincent Plum to jej kuzyn  i zarazem szef biura poręczeń. Od początku był sceptycznie nastawiony co do Stephenie. Gdyby nie fakt ,że jego kuzynka wie co nie co o jego upodobaniach erotycznych to na pewno ,by jej nie zatrudnił. 

Jakie erotyczne upodobania ma Vincent Plum? ~ dodała Sandra podczas korekty. To jest ten wątek, który definitywnie przekonuje mnie do lektury tej książki. Agata, kiedy mogę pożyczyć? <3

Jak sobie poradzi?
Czy uda jej się zaistnieć w tak brutalnym i bezwzględnym świecie?

Przeważnie kiedy jestem w Empiku to zwracam uwagę tylko na regały z książkami. Gazety kojarzą mi się raczej z marnotrawieniem pieniędzy ,ale dzięki facebook`owi dowiedziałam się o bardzo interesującej akcji. Otóż do Glamour dołączono pierwszą część Stephenie Plum! Dodatkowo jest szansa ,aby wygrać dożywotni abonament na książki z tej serii. Czy to nie wspaniała wiadomość? Więcej informacji na ten temat można uzyskać na facebook`u. Zdjęcie na górze  jest dołączone do mojego zgłoszenia ,więc trzymajcie za mnie kciuki ;)


Mimo tego ,że byłam nastawiona na coś zupełnie innego to muszę przyznać ,że się nie zawiodłam. Tytuł sugerował coś podchodzącego pod poradnik lub słabe romansidło.

Opis na okładce nigdy by mnie nie zachęcił do przeczytania tej książki ,ale na szczęście moja intuicja mnie nie zawiodła. Sugerując się nim trofiłam na nową dla mnie autorkę - Janet Evanovich ,która  po mistrzowsku splotła wątki kryminalne ,sensacyjne i humorystyczne. Zagłębiając się w stronice książki miałam wrażenie ,że razem ze Stephenie łapię Morellego i innych NS-ów. Czasami jej zlecenia były tak absurdalne ,że podziwiam ją za wytrwałość i upór w dążeniu do wyznaczonego celu.  Jedyną denerwującą mnie cechą głównej bohaterki jest jej zbyt wielka łatwowierność i naiwność. Jak  można przypuszczać ,że latanie z bronią w ręku w poszukiwaniu przestępców może być łatwym zarobkiem?



Wątek pościgu ma duże znaczenie ,a właściwie czy to pościg ,skoro zbieg co chwila pojawia się przed nosem Łowczyni ,by ją zirytować i znika?


Tymczasem na horyzoncie pojawia się osoba ,która chce za wszelką cenę zaszkodzić bohaterce. Śliweczka po długiej batalii przezwycięży swoje słabości i da mu radę ,ale niesmak tych wydarzeń i tak pozostaje.

Co prawda spodziewałam się zupełnie innego zakończenia ,ale cóż...Nie można mieć wszystkiego czego się pragnie.
Mam nadzieję ,że skuszę się na dalsze czytanie tego cyklu. Z tego co wiem ma powstać około osiemnastu tomów ,wow. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić tyle książek na mojej małej półce...
Książka jak najbardziej w moim guście. Jest wprost idealna na plażowanie lub relaks na działce. Trudno mnie rozśmieszyć ,ale postać babci Mazurowej sprawiła ,że w niektórych momentach płakałam ze śmiechu! Strzelanie do kurczaka i cięte riposty sprawiły ,że ta starsza pani zyskała największą dozę mojej sympatii. Jestem ciekawa czy w kolejnych częściach tej opowieści pojawi się coś więcej o tej urokliwej starszej pani.


Źródło: dodatek do Glamour
Strony: 343

Moja ocena: 4+/6

czwartek, 27 czerwca 2013

"Homo bimbrownikus" Andrzej Pilipiuk


Zasady zasadami ,ale ja nigdy nie przeczytam  książek Pilipiuka po kolei...
Szósta część przygód Jakuba Wędrowycza zawiera tylko cztery teksty tj:

"Ostatnia misja Jakuba"
"Cyrograf"
 "Ochwat"
"Homo bimbrownikus"

Do pierwszych trzech tekstów nie mam żadnych zastrzeżeń. Są zwięzłe ,zabawne i pokazują starego ,dobrego Jakuba. Problemy zaczynają się dopiero w ostatnim opowiadaniu. W zasadzie nawet nie wiem czy powinnam je tak nazwać ,bo jest na to za długie. Z drugiej strony na powieść też się nie nadaje. Panie Andrzeju ,skąd ten innowacyjny pomysł? Przyznam szczerze, że w moich odczuciach zupełnie nietrafiony. My, czytelnicy kupiliśmy tę książkę w przeświadczeniu ,że znajdziemy w niej wiele krótkich opowiadań ,a nie jedno ,które ciągnie się w nieskończoność. Gdyby jeszcze ten pomysł był nie wiadomo jak dobry ,ale nie oszukujmy się - był bardzo przeciętny. 


„Wrócę na wieś i będę żył spokojnie. Skombinuje się jakiś zasiłek, może będzie nudno, ale bezpiecznie. Żadnych inkwizytorów, żadnych pogańskich kapłanek, żadnych szalonych dziadków...”


W "Homo bimbrownikusie" Wędrowycz schodzi na dalszy plan. Głównym bohaterem jest Radek Orangut przedtawiciel rasy homo sapiens fossilis. Młody chłopak z Dębinki ,wyrusza na podbój stolicy ,by jako jedyny z wioski kontynuować swoją edukację i uzyskać średnie wykształcenie. Po dotarciu do stolicy młodzieniec orientuje się ,że to tylko sprawnie przeprowadzona przez jego dziadka intryga. Pic na wodę. Chodziło tylko o to ,żeby sprowadzić go do siebie. Staruszek ma chytry plan. Chce zrobić ze swojego wnuka szamana i z jego pomocą wezwać Wielkiego Mywu, czyli wielkiego boga pod postacią niedźwiedzia. Motyw prosty ,ale gorzej z wykonaniem. Wszytko było dla mnie za bardzo pogmatwane. Zamiast zrobić z tego interesującą i w miarę zwięzłą opowieść autor pisał go przeciągając niczym flaki z olejem! (np.w kółko wałkowanie tego samego lub wymyślanie tak absurdalnych zwrotów akcji ,że moim zdaniem lepiej porzucić czytanie tego tekstu na "wieczne nigdy").

Jeżeli i tak jesteście zainteresowani i podejmiecie się tego wyzwania to jestem pełna podziwu.
Osobiście nie powrócę do tego tomu ,bo za bardzo się namęczyłam ,by przez niego przebrnąć. Z reguły pochłaniam książkę w maksymalnie 3 dni. Tym razem zajęło mi to tydzień. To chyba mówi samo za siebie...

Jedną z nielicznych rzeczy jaka przypadła mi do gustu to przykuwające wzrok ilustracje. W poprzedniej części też się pojawiły ,ale tym razem te wydają mi się o wiele lepsze.






Strony:  357
Moja ocena: 3+/6

poniedziałek, 24 czerwca 2013

"Zagadka Kuby Rozpruwacza" - Andrzej Pilipiuk



„Egzorcysta postawił na stół flaszkę śliwowicy.Wypili,zakąsili,chlapnęli na drugą nogę, bo po pierwszym się przecież nie zakąsza... Potem wypili trzeciego, bo Boh trojcu lubit, potem czwartego bo chata ma cztery kąty, a koń cztery kopyta. Potem po piątym, bo ręka ma pięć palców, a czołg czterech pancernych i psa, potem po szóstym, bo tydzień dawniej miał sześć dni roboczych, potem po siódmym, bo jednak siedem dni w tygodniu było, a skarb zawsze leży siedem kroków od miejsca, gdzie się go szuka..."”

Wstyd mi się przyznać ,ale to moje pierwsze zetknięcie z książkami Andrzeja Pilipiuka. Nie czytałam go wcześniej ,bo byłam zmęczona ciągłym widokiem jego nazwiska w Empiku ,Matrasie i na wszystkich listach bestsellerów jakie widziałam. Co prawda w domu stoją jego książki ,ale nic mnie wcześniej do nich nie ciągnęło. Może to wszystko przez to ,że jak coś zaczyna się podobać mojemu tacie to automatycznie uważam to za wieeeeeelkie nudy.

Jakub Wędrowycz to osoba kultowa. Chyba nie ma takiej osoby ,która nie znałaby tej postaci. Słyszałam o tym osobniku dużo wcześniej niż go poznałam dzięki "Zagadce Kuby Rozpruwacza". Zaczynanie cyklu od czwartej części z reguły nie jest dobre ,ale w tym przypadku nie ma to większego znaczenia. Pomysły ,przygody i wielce absurdalna filozofia życiowa tego szanownego obywatela przypadły do mojego gustu na tyle ,że moja Jakubowa przygoda na pewno się tak szybko nie skończy...

Książka jest pełna wszelakiego absurdu ,nonsensu i bezsensu (,ale w dobrym tego słowa znaczeniu). Miłośnicy czarnego humoru i sarkazmu nie będą chcieli rozstawać się z tym bohaterem ani na chwilę. Bezczelność ,bezkompromisowość i pewność siebie egzorcysty sprawia ,że nie sposób go nie polubić. 

Finezja i polot autora są widoczne na każdej stronie "Zagadki Kuby Rozpruwacza".Pilipiuk nie boi się wymyślić swojej alternatywnej wersji "Przygód Sherlock`a Holmes`a". Mimo tego ,że wszystko obraca się wokół bimbru ,klinów i śliwowic, to nie sposób się nudzić. Poleje się krew ,flaki oraz inne płyny ustrojowe...

Jakub i Semen starają się być medialni i "na czasie".Nie zawsze im to oczywiście wychodzi ;) . Wędrowycz jako najznamienitszy egzorcysta i łowca wampirów ,nie boi się żadnej zjawy ani sprawy. Wielokrotnie zostaje wprowadzony w błąd przez co wynikają pasma nieoczekiwanych zdarzeń. Dla tego osobnika nie ma czegoś takiego jak półśrodki. Trzeba zabić ,dobić i przyklepać drania!!! 

Każde opowiadanie jest inne i zaskakujące. Nigdy nie wiadomo co się zdarzy za kilka stron. Teksty nie są zbyt długie ,ale to dla mnie zaleta. Gdyby ciągnęły się przez nie wiadomo ile stron to czytanie by mnie męczyło.

Podsumowując "Zagadka Kuby Rozpruwacza" to przyjemna i pełna zwrotów akcji lektura. Co prawda nie można brać na serio wszystkiego co jest w niej powiedziane ,ale i tak warto się z nią zapoznać. Przygotujcie się na przeogromną dawkę śmiechu ;) Polecam na odstresowanie się!

Moją przygodę oceniam na: 5/6

P.S. Tu mam dla Was link do filmiku na youtubie ,który ostatnio bardzo mi się spodobał ;) 



Z niecierpliwością czekamy na premierę ;)

niedziela, 7 kwietnia 2013

"Zawód wiedźma tom 2' - Olga Gromyko + wyniki rozdawajki!!

"Zawód wiedźma tom 2 " - Olga Gromyko


Strony: 310
Źródło: biblioteka (nieźle się za nią nalatałam)


Jak mówi stare przysłowie, gdzie mag nie może, tam... magiczkę pośle. Zasada ta obowiązuje także w drugim tomie opowieści o W.Rednej - nie takiej znowu wrednej - adeptce VIII roku Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa..Jej “wiedźmowatość” ma niezwykły talent do magii, nieprzeciętną intuicję i wściekłą inteligencję. Zawsze czyta cudzą korespondencję. Wiedzy tajemnej używa z wielkim hukiem. Widywana jest wyłącznie w złym i podejrzanym towarzystwie. Ostatnio: trolla-najemnika, w bagnie z zombie, u oszalałego nekromanty, wśród szumowin-wałdaków. Typowa kobieta, ze słabością do czarusia typu “blond Bond”. Idzie za nim na koniec świata, choć wie, że to...wampir. Jak każdy facet?Wygrała już bitwę z arcymagiem, który zabrał spokój Dogewie, krainie wampirów. Przed nią prawdziwa wojna. Nie dane jej spokojne zdobywanie dyplomu. Od momentu, gdy władca Dogewy przybywa do Starminu na turniej łuczniczy, wypadki toczą się z prędkością lawiny...

Po przeczytaniu pierwszej części przygód tej szanownej pani postanowiłam ,że poruszę niebo i ziemię ,ale dostanę w swoje ręce "Zawód Wiedźmę tom 2". Jeździłam jak szalona po Gdańskich bibliotekach i dopiero w piątej z kolei udało mi się ją wypożyczyć. Szkoda ,że Fabryka Słów nie przewiduje w najbliższym czasie dodruku tej powieści. Może jakaś petycja ,albo akcja podobna do tej z ratowaniem Świata Książki przyspieszyłaby ten proces? Muszę powiedzieć ,że nie sądziłam ,że przypadnie mi do gustu bardziej niż pierwsza część ,ale tak oto się stało. Dobra ,dobra przechodzę do meritum i opowiem Wam co nowego miało miejsce w tym tomie. Otóż z ogromną ciekawością śledziłam dziesiątki zwrotów akcji ,sytuacji sprawiających ,że tarzałam się po ziemi ze śmiechu i tych ,przy których myślałam: "Ty idioto!!!! Powiedz jej wszystko ,a nie tak pierdzielisz nie od rzeczy!". No ,ale to bardzo dobrze ,że książka sprawiła ,iż żywo zainteresowałam się relacjami pomiędzy bohaterami ,których (chodzi mi o relacje) porównując do poprzedniej części było stosunkowo mało. Ciągle działo się coś zaskakującego - z ciętymi ripostami trolla na czele. Czasami nawet był bardziej zażarty i wkurzający niż sama Wohla ,więc SZACUN... Dawno tak się nie uśmiałam ;) Bardzo dobrze czytało się ich konfrontacje i kłótnie. Rzadko kto odważyłby się powiedzieć do niej dziewko ,niunia ,piękna (lub coś w ten deseń).


Przyznaję z bólem serca: czuję w kościach ,że znajdzie się tutaj wątek miłosny ,a było tak fajnie... No ,ale trudno...


Co do głównego wątku czyli motywu zawodów łuczniczych i dziwnego zainteresowania Lena nagrodą... Gromyko mnie tutaj zapętliła. Za cholerę nie domyśliłabym się dlaczego tak było i jakie to niosło za sobą konsekwencje! Z wielką ulgą przeczytałam wyjaśnienie tego wątku. W sumie wracałam do tego tekstu z dwa ,trzy razy. Bycie skrupulatną kiedyś mnie zgubi...

Motyw z czytaniem cudzych listów był przekomiczny. Ogólnie rzecz biorąc jest to najlżejsza ,najśmieszniejsza i najbardziej wciągająca książka jaką przeczytałam ostatnimi czasy. Tym razem okładka nie jest taka paszczurna i pewnie zachęciła więcej osób ,żeby sięgnęły po tę książkę.

Moja ocena: 5/6  -------> Widzicie? Jest progres! Aż strach się bać co będzie w przypadku 3 części!!


Korzystając z tego ,że miałam chwilę czasu postanowiłam wylosować szczęśliwca ,który dostanie w swoje łapki "Dziedzictwo mroku". A oto on: 

Leger


Serdecznie gratulujemy!!!  Już wysyłam do Cb email`a! (Przypominam ,że na podanie swoich danych masz 5 dni. W innym przypadku nagroda zostanie oddana innej osobie spośród ,tych które się wcześniej zgłosiły).

wtorek, 2 kwietnia 2013

"Zawód: Wiedźma" - Olga Gromyko

"Zawód: Wiedźma" - Olga Gromyko


Strony: 292
Źródło: antykwariat (20 zł)
Okładka: miękka

Dlaczego mistrz wrzuca młodziutką magiczkę na głęboką wodę zagadki, która przed nią pochłonęła 13 ofiar, w tym... kilku magów z doświadczeniem?
Bo ma talent. Bo jest wystarczająco wścibska i ciekawska, a dwutomowa podróż w jej towarzystwie przekonuje, że to świetny kompan i - wbrew pozorom - nielichy przeciwnik.
Taka jest rudowłosa Wolha Redna, jedyna kobieta na typowo męskim wydziale magii Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. 
Postrach strzyg, gwiazda magii praktycznej, autorka rewolucyjnych tez obalających wiekowe mity o wampirach (w tym bzdury o czosnku), niestrudzona badaczka obyczajów i życia codziennego krwiopijczej społeczności . 
Gdy przekracza granicę lasu osik oddzielających inne krainy od Dogewy, ojczyzny wampirów, przez myśl nam nie przejdzie, że wysłano ją z poselstwem niemalże dyplomatycznym...



Moja przygoda z W.Redną jest wbrew pozorom jednym wielkim przypadkiem ciekawości ,za którą moim zdaniem prędzej czy później trafię do piekła. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam ,ale jak zobaczyłam tę szkaradną okładkę to musiałam sprawdzić dlaczego ktoś w pelni rozumu (przynajmniej tak zakładałam) skrzywdził tak tę książkę.



Na początku świat Wohli zdawał mi się zbyt odległy. Nie umiałam się odnaleźć w krainie pełnej potworów ,rozbójników i brutalności. Z biegiem rozdziałów zrozumiałam ,że w tym tkwi wyjątkowość tej książki. Sam wybór głównej bohaterki czyli niezależnej ,charyzmatycznej ,pewnej siebie i ekstrawaganckiej kobiety-wiedźmy to dosyć ryzykowny pomysł. Jej zachowanie ,styl bycia był bardzo odmienny od norm panujących w jej czasach ,przez co wielokrotnie była narażona na gniew i utarczki z innymi.Wohla wbrew pozorom potrafiła być także bardzo delikatna i kobieca (oczywiście tylko kiedy chciała). Kiedy wyruszyła na misję do Dogewy nie zdawała sobie sprawy jak ta podróż wpłynie na jej życie...



Po pierwsze: Rozwiązała problem tajemniczego potwora o zdecydowanie specyficznych gustach kulinarnych ,który pożarł wielu magów ,zielarzy i innego "magicznego tałatajstwa".

Po drugie: Zaplusowała swoim profesorom i podreperować swoją opinię ,by później bez problemów oddawać się uwielbianym przez siebie niewybrednym kawałom na kolegach i wykładowcach.

Po trzecie: Napisała pracę zaliczeniową. W sumie nie wiedziała na początku na jaki temat ,ale potem ją olśniło.

Po czwarte i najważniejsze: Bliżej poznała tajemniczego Lena ,do czego za żadne skarby ,by się otwarcie nie przyznała...

Wielkim atutem ".... . Wiedźmy" jest to ,że o dziwo nie ma w niej wątku romantycznego. Oczywiste jest ,iż można przypuszczać ,że pojawi się w następnych częściach ,ale szczerze w to wątpię. W tej książce nie ma miejsca na łzawe dialogi i inne przesłodzone historie. Sama kreacja postaci sprawia ,że na takie rzeczy nie zwraca się uwagi.

Wraz z biegiem stron udało mi się poznać wiele nowych słów np.wiorsta. Mnogość szybko rozwijającej się akcji (może czasami trochę przewidywalnej) sprawiła ,że w ogólnym zestawieniu uważam ,że na czytaniu "Zawodu: Wiedźmy" spędziłam miły wieczór. Nie żałuję ani minuty ,bo dzięki tej książce bardziej wciągnęłam się w świat fantastyki. Wcześniej za bardzo nie miałam z nią styczności ,bo czytałam tylko przygody Flossi Naren ,ale zawsze to jakiś początek.

Mam nadzieję ,że moje gatunkowe nawrócenie przypadło Wam do gustu i sprawiło ,że z wielką chęcią zapoznacie się z książką Olgi Gromyko.

P.S. Na początku wspominałam ,że okładka jest strasznie paszczurna... Teraz tak nie uważam. Grafika w stu procentach odzwierciedla wygląd i stylistykę Wohli ,a małe szczegóły zaczynają być zauważalne dopiero po zapoznaniu się z całością książki. (Dopiero po kupieniu zauważyłam ,z którego palca unosi się płomień)

Moja ocena: 4+/6