Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 czerwca 2014

"Alicja w krainie Zombi" - Gena Showalter

Kroniki Białego Królika #1

Pewnie zastanawiacie się ile wspólnego mają Zombie z historią Alicji w krainie czarów. Mogę wam powiedzieć, że generalnie wyrazistych powiązań jest niewiele. "Alicja w krainie czarów" zawsze mnie w pewien sposób intrygowała ale i przerażała. Pamiętam, że jako dziecko oglądałam film bardzo często, i za każdym razem moje serce dostawało fioła. Byłam zakochana w tej historii, uwielbiałam każdy jej fragment, ale siedziałam wbita w fotel i nienawidziłam siebie, że znów dałam się ponieść wyobraźni. Wszystko było takie tajemnicze i mroczne, akcja posuwała się powolnymi suwami, specjalnie aby mój żołądek fikał koziołki, ale z drugiej strony Alicja wciąż biegła, i biegła, i biegła.. aby spotkać co rusz nowe istoty tego niesamowitego świata.

Nasza Alicja nie biegła za królikiem, nie była ciekawa tego świata, ale siłą została do niego wciągnięta. Miała kochającą się rodzinę, nieco odstającą od innych, jednak byli dla niej wszystkim, a potem w jednej minucie utraciła to. I co dostała w zamian? Dar widzenia potworów, zwanych Zombie. Nie myślcie sobie, że to namacalne, zimne i ohydne, ruszające się mięso (ja tak początkowo myślałam). Zombie w tej odsłonie są złymi duszami (również mało atrakcyjnymi, ale bez przesady), które tylko nieliczni mogą zobaczyć. Na Alicji ciąży odpowiedzialność, którą na szczęście nie musi dźwigać sama.

Sama postać Alicji bardzo mi się podoba, jest jedną z tych bohaterek, które wydają się kruche, ale mają ten wewnętrzny ogień. Nie jestem pewna, czy jest to postać jakich wiele. Ma swoistą naturę. Łatwo mogłam nawiązać z nią emocjonalny kontakt, chociaż czasem jej kreacja wydawała mi się kopią innych postaci. Chociaż, czy na prawdę aż tak się od siebie różnimy? Nasi bohaterowie też mają prawo być do siebie podobni. Ale to temat na inną rozmowę. Co do innych postaci, to też nie mam do czego się przyczepić. Są na prawdę fajni, tacy wyraziści. Serio, nic do zarzucenia nie mam. Najbardziej polubiłam Kat, przyjaciółkę Alicji, mistrzynię ciętej riposty i prawdziwą kompankę życia - sama mogłabym mieć taką przyjaciółkę. No i Cole.. nie można się oprzeć jego fiołkowym oczom. Warte grzechu. Cóż mogę powiedzieć, mam słabość do takich męskich postaci. 

Alicja musi podjąć walkę z Zombie, bo skoro już je widzi, to stanowią dla niej jeszcze większe zagrożenie. Początkowo ukrywa ten fakt, nazwałabym to fazą zaprzeczenia. A kiedy zbliża się do Cola i jego przyjaciół odkrywa, że nie jest to jedynie jej tajemnica. Temu wszystkiego towarzyszy uczucie grozy i napięcie wiszące w powietrzu. Przy samych postaciach Alicji i Cola wyczuwałam zmysłowość oraz jakby wagę ich postaci. Takie lekkie napięcie, że Alicja jest ważna, że nie bez przyczyny jest inna. Choć z drugiej strony sama Alicja bez reszty bohaterów byłaby niczym, chodzi mi o to, że nie przysłaniała innych, tylko z nimi współgrała. Bardzo mi się to podobało. I co więcej, nie uważam tej książki za romans! Fakt, występuje bardzo silny wątek romantyczny, jednak to jest takie naturalne, że aż niewyczuwalne. Przechodziły mnie dreszcze i chciałam więcej scen Alicji i Cola, ale to chyba nie o tym ma być ta lektura. Moim zdaniem nie jest jedną z tych płytkich książek, tylko ma poruszać serce na wielu płaszczyznach.

Muszę powiedzieć, że pióro autorki mnie zaskoczyło. Owszem tak jak przypuszczałam było prosto, z pewnością nie dla wyrafinowanych czytelników, jednak poczułam w tym magię. Tak jakby Gena Showalter w słowa tchnęła swoją duszę i serce. Nie było bezpośredniości tylko delikatność i wyważenie. Przynajmniej takie odczucia mi towarzyszyły. Pochłonęłam ją w jeden dzień, co dziwniejsze, było upalnie i słonecznie a ja leżąc na sofie po prostu wchłaniałam każdą stronę. A od razu po skończeniu byłam szczęśliwa, wzburzona i marzyłam o kolejnej części. 

Bardzo podobały mi się jedynie subtelne powiązania z "Alicją w krainie czarów". Można zauważyć, że była ona jedynie inspiracją. Byłabym zawiedziona gdyby dzieło Geny okazało się kolejną odsłoną tej historii. Dzięki Bogu. Alicja Bell podąża za chmurką, której kontury przypominają królika. Banalne, ale i urocze. Jej młodsza siostra jest takim "dobrym duchem" tej powieści, nie zżyłam się nią zbyt dobrze, a nawet wydała mi się zbyt dojrzała jak na swój wiek. Ale czuję, że ma jakąś "misję", i w przyszłych częściach będzie stanowiła ważny element. 

Liczę na to, że w dalszych częściach zostanie zachowana ta cudowna, wszechogarniająca magia i że stopniowo będziemy odkrywać więcej powiązań do Krainy Czarów. Otwarcie "Alicji w krainie Zombie" jest tak skok do dziury za białym królikiem. Nie wiadomo co nas tam czeka, ale jest to obietnica podróży. A ta tułaczka podrażni wasze zmysły, puści wodze wyobraźni i otworzy wrota ku przygodzie. 

Kroniki Białego Królika #2

Kroniki Białego Królika #3

poniedziałek, 16 września 2013

"Krwiopijcy" - Christopher Moore

A love story #1

Raz, dwa, trzy - dziś wampirem zostaniesz TY! 

Od razu takie sformułowanie przychodzi mi na myśl, kiedy wspominam Krwiopijców. A historia owa, z nieprzeciętnym poczuciem humoru, opowiada o osamotnieniu , wielkiej woli przetrwania oraz pasji odkrywania nowych rzeczy. 

Gdy nastaje noc, Jody się budzi. Jest przykryta śmietnikiem i niewiele pamięta z poprzedniej nocy. Jest kobietą inteligentną, dlatego nie wpada w panikę, tylko szuka logicznego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. W zasadzie mogłaby zapomnieć o tym incydencie, gdyby nie to, że czuje głód. Zmieniła się także fizycznie - jest silna, piękniejsza natomiast jej słuch i wzrok stały się czulsze. 


2 + 2 = 4   a Jody stała się wampirem. 

Jej stwórca uważa, że jest wyjątkowo pojętną uczennicą, i być może uda jej się przeżyć. Obserwuje ją. Naprawdę jest szczerze zaintrygowany. Czy wreszcie, po tylu latach, będzie mógł liczyć na kogoś takiego jak on sam? A może jego okaz woli żyć na własną rękę? 

Jody wcale się nad tym nie zastanawia. To jej new start, odrodzenie. A ta młoda dama nie ma zamiaru poddać się tak szybko. Musi znaleźć swój sposób na życie.. a tak się składa, że taki jeden bardzo chce jej pomóc. Przezabawna była jego mina, kiedy Jody oznajmiła mu, iż jest wampirem. 

On - początkujący pisarz, pracujący w sklepie na nocną zmianę, grający zamrożonymi kurczakami w kręgle, ma ambicję, aby sprawdzić wszystkie istniejące mity na temat wampirów. 
Ona - Wampir. 

Ilość śmiesznych tekstów jest ogromna, sam pomysł na fabułę idealny, wykonanie niczego sobie, po prostu cudowna komedia. W bohaterach zakochałam się od pierwszego wejrzenia w kartki, są wyraziści i ekspresywni, mają masę uroku i zostali wykreowani w bardzo inteligentny sposób. Przede wszystkim główni bohaterowie, czyli Jody i Tommy, znajdują się w takim położeniu, że muszą zacząć na sobie polegać.  To nie jest proste, ale obydwoje mają pasję i determinację, te charaktery dopełniają się w każdym calu. Łączą ich silne więzi i dziki seks. Także ten związek nie może tak łatwo się zakończyć. 

Można by odnieść wrażenie, że jest to parodia żywota wampirów. Ja tak nie uważam, jak dla mnie to po prostu odmienny punkt widzenia. Historia opowiedziana z dystansem, jakby kontratak na resztę poważnych utworów o dzieciach nocy. Tak własnie to postrzegam. 

Co by nie było,  Love Story to seria, także następne dwie części to: 

       






wtorek, 13 sierpnia 2013

"Las Zębów i Rąk" - Carrie Ryan




Las Zębów i Rąk #1 


W zasadzie na tę książkę miałam ochotę już od premiery (20.04.2011), i byłam bardzo ciekawa jej treści, jednak wbrew moim oczekiwaniom okazała się książką nawet poniżej normy. Czytałam ją jako mbook, i jestem świadoma, że lekko zniekształca to ogólny schemat książki, ale biorąc pod uwagę wszystkie aspekty to i tak ta lektura była sporym rozczarowaniem.

Sama fabuła nie jest tragiczna. Mimo, że motyw żywych trupów jest dość powszechny, to tutaj poznajemy bardziej złożony ich obraz. Znaczy same Zombie są tacy jak zawsze (z wyjątkami), ale reszta wykreowanego świata jest bardzo oryginalna. Dobra, za dużo to my tego światka nie poznajemy, przynajmniej w tej części, ponieważ wiemy mniej więcej tyle co mieszkańcy jednej (uważanej za jedyną istniejącą) z wiosek. A wiedzą oni niewiele. Są zamknięci za ogrodzeniem, które teoretycznie powinno dawać im poczucie bezpieczeństwa. Jednak w rzeczywistości wszyscy niespokojnie kręcili się wokoło, w oczekiwaniu na śmierć. W tej osadzie panują osobliwe reguły, i czytając tę książkę na pewno będziecie doskonale zorientowani, gdyż akurat ten wątek idealnie jest skonstruowany. W każdym razie, naszą główną bohaterką jest Mara, która jest, według mnie, bardzo chaotyczna. Raz bardzo spokojna, wręcz mimozowata a za kilka stron lata z siekierą i zabija wszystko co się rusza. Jednak nie jest cnotliwa, nie użala się nad sobą i swoim losem, co jest miłą odmianą z tych wszelakich paranormalnych romansach. Wątek miłosny też w tej książce znajdziecie. Jednak uważam, że autorka nie podeszła do tego dojrzale. Mimo, że są poruszane tematy poważne, to miałam poczucie, że ta miłość jest jakaś naciągana. Być może myślę o tym w niepoprawny sposób, ale odczuć nie zmienię. 

Wszystko w tej "oazie spokoju" toczy się dobrze, aż do pewnego dnia, gdy codzienność przestaje mieć rację bytu. Mara ma tylko jedno marzenie, jeden cel - dotrzeć do oceanu, o którym tak wiele słyszała, gdy była mała. Nikt w osadzie nie ma dowodów, że ogromny zbiornik wodny, ze słoną wodą, zwany oceanem, istnieje. Wszyscy mówią, że to jakiś wymysł. Jednakże Mara w to wierzy i wyrusza na poszukiwanie. Ona sama nie była przekonana co do realności oceanu, aż do czasu, gdy w ich wiosce znalazła się nowa dziewczyna. Jak tam dotarła jeśli ich wioskę otaczają same lasy, siatka i Nieuświęceni? 

Stylu pisania autorki nie będę komentować, bo sama nie jestem pisarką, a wiem, że to nie jest prosta sprawa. Ale było to jakieś jałowe. Nie jestem pewna czy to wina pani Ryan czy tłumacza, ale czytało mi się ją średnio. Ogólnie to po prostu czegoś mi w niej zabrakło. Ale muszę przyznać, że akcja w książce toczy się przemyślanie, autorka rzeczywiście ma pomysł na całą sagę. Jednak nie jestem przekonana czy mam ochotę czytać dalsze losy bohaterów, jakoś mnie poirytował "Las Zębów...". Więc jeśli musicie ją przeczytać to trudno, lecz jeśli nie jesteście przekonani to właściwie wam nie polecam. 



Liczba stron: 350



Seria Las Zębów i Rąk jest trylogią, więc pozostałe dwie części to:



PREMIERA: ??.03.2012r.


piątek, 21 grudnia 2012

,,Dziedzictwo mroku"- Bree Despain

"Dziedzictwo mroku"

Strony: 400
Okładka: miękka ze skrzydełkami lub twarda
Rok wydania: 2010

Kupiłam tę książkę w  trakcie przedświątecznych zakupów w Biedronce. Przekonała mnie jej cena ,bo tylko 14,99 . Gdyby nie to ,w życiu bym po nią nie sięgnęła. I chyba podjęłam złą decyzję.


Książka opowiada o Grace Divine. Nastolatce ,której ojciec jest pastorem. Razem z rodzeństwem jest wychowywana na przykładnych obywateli bezinteresownie pomagającym innym ludziom. Grace chodzi na zajęcia sztuki ,na których pewnego dnia spotyka przyjaciela z dzieciństwa. W tym momencie zaczynają w niej kiełkować wątpliwości odnośnie wydarzeń sprzed trzech lat. 

Dlaczego Daniel  zniknął na trzy lata i pojawił się dopiero teraz?
Czemu jej brat zaczyna dziwnie się zachowywać?

Grace się zmienia. Przestaje być bezmyślną maszyną bez duszy i charakteru. Fascynacja Davidem jest dla niej motywem do działania i poznania sekretów rujnujących stopniowo jej rodzinę. Przez cały czas pragnie poznać prawdę ,ale nie zdaje sobie sprawy jaką poniesie za nią cenę. Czy ktokolwiek spodziewałby się  ,że Wasz chłopak jest wilkołakiem? W mieście dzieją się straszne rzeczy. Zaginiona i zabita nastolatka ,zamarznięta starsza pani (,która dla wszystkich była niesamowitym wsparciem) to tylko początek rozlewu krwi. Grace musi zaufać David`owi ,że to nie jego sprawka.

Kto jest bestią i  dlaczego krzywdzi ludzi?

Powiem szczerze. Zamysł nawet interesujący ,ale gorzej z wykonaniem. Już na "dzień dobry" denerwowały mnie nagłówki pojawiające się na każdej stronie np. Po szkole , Później ,Przy szafce. Moim zdaniem to było niepotrzebne i rujnowało nastrój książki. Zamiast pisać wprost autorka mogła naprowadzać czytelnika na to gdzie i kiedy dzieją się przedstawione w powieści sytuacje. Na początku myślałam ,że to żart. "Dziedzictwo mroku" zbierało bardzo pozytywne opinie wśród moich koleżanek. Potem zrozumiałam ,że jednak nie.

Akcja jest rozwleczona. Nie wiem jak wy ,ale ja wolę by w książce działo się coś ciekawego. Tutaj cokolwiek takiego pojawiło się  dopiero pod koniec.

 Historia nic nie wnosi do mojego życia. Nie ma żadnego problemu ,nad którym mogłabym rozmyślać po ukończeniu lektury. Może moja opinia jest zbyt sroga ,ale ostatnio jestem bezlitosna w stosunku do tego co czytam. W pewien sposób czuję się także odpowiedzialna za to co ewentualnie przeczytacie po mojej rekomendacji.

Wątpię czy dokończę czytanie tej serii. Ewentualnie pożyczę od kogoś dalsze części. Na pewno ich nie kupię.

Moja ocena 3-/6

poniedziałek, 10 grudnia 2012

„Gdzie indziej” Gabrielle Zevin


„Gdzie indziej” Gabrielle Zevin


Oprawa : miękka
Rok wydania: 2010
Liczba stron : 246

Przykro mi, ale nie spotkało mnie nic szczególnego...Jestem tylko dziewczyną, która zapomniała spojrzeć w obie strony, zanim przeszła na drugą stronę ulicy

Taki opis znajdujemy na tylnej stronie okładki książki. Częściowo się z tym zgadzam - bohaterką jest zwyczajna dziewczyna, która ginie poprzez własną nieuwagę, wpadając pod koła samochodu.  Niestety sprawca ucieka z miejsca zdarzenia. Można by pomyśleć, że takie niebezpieczeństwa spotykają ludzi codziennie na całym świecie.

Liz (dla nauczycieli Elizabeth, dla rodziny Lizzie – chyba że coś przeskrobała-
 a dla reszty świata po 
prostu Liz)


Jednak Liz jest osobą wyjątkową. Nie zgadzam się z tym, że jest tylko dziewczyną. Nie potrafię powiedzieć, za co dokładnie polubiłam główną bohaterkę ale bardzo przypadła mi do gustu.


Książka opowiada o 
„życiu po życiu”. Autorka puściła wodze fantazji ukazując czytelnikowi jaka jest jej wizja miejsca, w które udajemy się po śmierci. Nie ma tam nieba ani piekła, jest po prostu „gdzie indziej”. Miejsce, gdzie ludzie młodnieją, mają szansę na prowadzenie normalnego życia zanim osiągną etap niemowlęcy i wrócą z powrotem na ziemię - rodząc się na nowo.


Byłam zachwycona pomysłem autorki na to, że po śmierci spotkamy się z naszymi zwierzętami, a do tego  będziemy mogli się z nimi porozumieć i zobaczyć, jak różne mają poglądy na świat. Naszych podopiecznych również będą obowiązywać prawa będące w 
„gdzie indziej”, one również będą młodnieć i wracać na ziemię,a podczas pobytu w tym miejscu będą szczęśliwe i beztroskie.Gdy Liz w końcu orientuje się, że jest martwa, jest zła z tego powodu. Jest załamana utratą życia : 

Nigdy nie pójdę na studia, nie wyjdę za mąż, nie będę miała większych piersi, nie zamieszkam sama, nie zakocham się, nie dostanę prawa jazdy ani nic?!  To się nie mieści w głowie! (...)
 Mam piętnaście lat i jestem martwa. 
Martwa! ” 


Towarzyszy jej babcia Betty, która wprawdzie wygląda jak jej matka - w wyniku odmładzania. Cały czas motywuje ją do zmiany nastawienia i wspiera, pokazując zalety życia w „gdzie indziej”.
Liz znajduje sobie zajęcie, wydawać by się mogło niegroźne, mianowicie obserwuje swoją rodzinę, ich codzienne życie na ziemi. W tym celu udaje się na TW - Tarasy Widokowe. Jej wizyty w TW stają się coraz częstsze aż w końcu staje się od nich uzależniona - tak jak inni ludzie tam przebywający.

Czy Liz w końcu pogodzi się ze śmiercią ?
Czy odnajdzie swoje miejsce w „gdzie indziej” ?

Oczywiście, odpowiedzi na te i wiele więcej pytań odnajdziecie po przeczytaniu „Gdzie indziej” ;)



Książka mnie zafascynowała, zaczęłam bardziej myśleć o tematyce śmierci, jednak zmieniłam do niej nastawienie. Bardzo podoba mi się wizja nieba zaprezentowanego przez Zevin. Pod koniec czytania książki autorka podaje nam słowa, które zapadły mi w pamięć i które są pewnym rodzajem motta : 

„ Dobre rzeczy dzieją się nawet wtedy, gdy przytrafiają się nam rzeczy złe ”


Myślę, że powinno być znacznie więcej książek o takiej tematyce - z pewnością pochłonęłabym je wszystkie. Powieści nie mam nic do zarzucenia. Autorka oczarowała mnie swoimi oryginalnymi pomysłami i prostotą pióra. Zevin pokazuje, jak dużą moc ma wyobraźnia.



W mojej ocenie: 6/6 :)



sobota, 8 grudnia 2012

„Zawsze przy mnie stój” Carolyn Jess-Cooke


„Zawsze przy mnie stój”
                             Carolyn Jess-Cooke


Oprawa : miękka
Rok wydania: 2011
Liczba stron : 310

„Obok nas istnieje świat, którego nie dostrzegamy. Ktoś w każdej sekundzie walczy o Twoją duszę. Zamknij oczy i poczuj dotyk Anioła” 

Książkę kupiłam dokładnie rok temu w empiku. Szukałam czegoś na prezent pod choinkę. Nurkując między regałami zapełnionymi książkami aż przystanęłam, gdy zobaczyłam okładkę „Zawsze przy mnie stój” . Wzięłam ją do ręki..i wtedy się zaczęło. Nie mogłam się oderwać. Czytałam ją przez godzinę w empiku aż w końcu zdecydowałam, że jednak muszę iść do domu. Oczywiście ją kupiłam.

Główną bohaterką książki jest Margot, która staje się Aniołem Stróżem samej siebie i zmienia swoje imię na Ruth. Wraca na ziemię aby przeżyć całe swoje minione życie z punktu widzenia Anioła. Musi czuwać nad Margot, nad dzieckiem którym kiedyś była. Jest świadoma każdej rzeczy jaka się wydarzy, a większość z nich będzie okropna, dlatego Ruth pragnie zmienić swoją przeszłość. Zmienić każdą złą decyzję jaką podjęła i których żałuje. 
Czy aby osiągnąć swój cel będzie skłonna zawrzeć pakt z diabłem ?
Dowiecie się tego po przeczytaniu książki ; )

Jak już wspominałam na początku, od książki nie można się oderwać. Miała być prezentem pod choinkę, lecz zanim się nim stała była już przeze mnie przeczytana. Autorka pisze niesamowicie obrazowo i płynnie. Nie było ani jednego momentu, w którym odczuwałam znudzenie albo chciałam przerzucić parę stron dalej (co niekiedy zdarza mi się przy niektórych książkach).

 Muszę też zaznaczyć, że nie jest to książka do poczytania "przy herbatce". Jest to trudna, pełna sprzecznych emocji powieść, w której bezsilność małej dziewczynki chwyci każdego czytelnika za serce. Podczas czytania czułam wszystko to, czego doświadczała Margot i byłam zdruzgotana jej przeżyciami. Musiałam robić sobie od niej przerwy (chociaż z wielkim trudem) bo opisywane przez autorkę zdarzenia były tak niewiarygodne i wręcz okropne. Carolyn zawarła w swoim bestsellerze okrutną prawdę niesprawiedliwego świata, który nas otacza. Są również momenty ulgi, powodzenia,gdy Margot udaje się podjąć decyzję, z której jest zadowolona. 

Książka podsuwa również pytanie w pewnej kwestii :
Czy Anioły Stróże rzeczywiście istnieją?Osobiście, wierzę w prawdziwość tego zdania, ponieważ chciałabym aby tak było, aby był ktoś tak niezwykły kto mógłby strzec mnie od niewłaściwych wyborów i zachęcać do podejmowania tych dobrych.

„Zawsze przy mnie stój” cały czas trzyma czytelnika w napięciu. Zagłębiając się coraz dalej w książkę napływa do nas coraz więcej informacji, nie w sposób jest przewidzieć co będzie dalej, autorka zaskakuje czytelnika na każdej stronie. W kategorii dałam kilka różnych rodzajów, ponieważ nie mogłam się zdecydować na jedno określenie. Książka jest po prostu arcydziełem.


W mojej ocenie : 6/6
Nie zmieniłabym niczego, poleciłabym każdemu, przeczytałabym ją jeszcze raz :)