Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2013

"Las Zębów i Rąk" - Carrie Ryan




Las Zębów i Rąk #1 


W zasadzie na tę książkę miałam ochotę już od premiery (20.04.2011), i byłam bardzo ciekawa jej treści, jednak wbrew moim oczekiwaniom okazała się książką nawet poniżej normy. Czytałam ją jako mbook, i jestem świadoma, że lekko zniekształca to ogólny schemat książki, ale biorąc pod uwagę wszystkie aspekty to i tak ta lektura była sporym rozczarowaniem.

Sama fabuła nie jest tragiczna. Mimo, że motyw żywych trupów jest dość powszechny, to tutaj poznajemy bardziej złożony ich obraz. Znaczy same Zombie są tacy jak zawsze (z wyjątkami), ale reszta wykreowanego świata jest bardzo oryginalna. Dobra, za dużo to my tego światka nie poznajemy, przynajmniej w tej części, ponieważ wiemy mniej więcej tyle co mieszkańcy jednej (uważanej za jedyną istniejącą) z wiosek. A wiedzą oni niewiele. Są zamknięci za ogrodzeniem, które teoretycznie powinno dawać im poczucie bezpieczeństwa. Jednak w rzeczywistości wszyscy niespokojnie kręcili się wokoło, w oczekiwaniu na śmierć. W tej osadzie panują osobliwe reguły, i czytając tę książkę na pewno będziecie doskonale zorientowani, gdyż akurat ten wątek idealnie jest skonstruowany. W każdym razie, naszą główną bohaterką jest Mara, która jest, według mnie, bardzo chaotyczna. Raz bardzo spokojna, wręcz mimozowata a za kilka stron lata z siekierą i zabija wszystko co się rusza. Jednak nie jest cnotliwa, nie użala się nad sobą i swoim losem, co jest miłą odmianą z tych wszelakich paranormalnych romansach. Wątek miłosny też w tej książce znajdziecie. Jednak uważam, że autorka nie podeszła do tego dojrzale. Mimo, że są poruszane tematy poważne, to miałam poczucie, że ta miłość jest jakaś naciągana. Być może myślę o tym w niepoprawny sposób, ale odczuć nie zmienię. 

Wszystko w tej "oazie spokoju" toczy się dobrze, aż do pewnego dnia, gdy codzienność przestaje mieć rację bytu. Mara ma tylko jedno marzenie, jeden cel - dotrzeć do oceanu, o którym tak wiele słyszała, gdy była mała. Nikt w osadzie nie ma dowodów, że ogromny zbiornik wodny, ze słoną wodą, zwany oceanem, istnieje. Wszyscy mówią, że to jakiś wymysł. Jednakże Mara w to wierzy i wyrusza na poszukiwanie. Ona sama nie była przekonana co do realności oceanu, aż do czasu, gdy w ich wiosce znalazła się nowa dziewczyna. Jak tam dotarła jeśli ich wioskę otaczają same lasy, siatka i Nieuświęceni? 

Stylu pisania autorki nie będę komentować, bo sama nie jestem pisarką, a wiem, że to nie jest prosta sprawa. Ale było to jakieś jałowe. Nie jestem pewna czy to wina pani Ryan czy tłumacza, ale czytało mi się ją średnio. Ogólnie to po prostu czegoś mi w niej zabrakło. Ale muszę przyznać, że akcja w książce toczy się przemyślanie, autorka rzeczywiście ma pomysł na całą sagę. Jednak nie jestem przekonana czy mam ochotę czytać dalsze losy bohaterów, jakoś mnie poirytował "Las Zębów...". Więc jeśli musicie ją przeczytać to trudno, lecz jeśli nie jesteście przekonani to właściwie wam nie polecam. 



Liczba stron: 350



Seria Las Zębów i Rąk jest trylogią, więc pozostałe dwie części to:



PREMIERA: ??.03.2012r.


czwartek, 11 lipca 2013

"Podzieleni" - Neal Shusterman

„(…) skoro ich własnym rodzicom nie zależało na nich wystarczająco mocno, żeby ich zatrzymać, to kto będzie chciał ich w niebie?”
Świat zmienia się, bo ludzie się zmieniają. Nigdy nie uzyska się konsensusu, jeżeli dwie strony konfliktu mają zbyt wielką dumę i zbyt wielką wiarę w swoje ideały. Jednak świat się zmienił. W obecnych czasach kłócimy się o możliwość aborcji, debatujemy o znaczeniu życia, wciąż szukamy nowych rozwiązań dla niechcianych dzieci. Kto wie? Może za kilkanaście lat świat będzie wyglądał tak, jak w "Podzielonych"...

Proces podzielenia to jedyne sensowne rozwiązanie problemów. Za co można zostać Podzielonym? Za sprawianie problemów wychowawczych - jak Connor. Kiedy mieszka się w sierocińcu i ma się jedynie przeciętne zdolności - jak Risa - również zakańcza się swój normalny żywot. A dlaczego by nie zrobić z tego pewnego święta, i nie poddawać podzieleniu co dziesiąte dziecko w rodzinie? No pewnie, bo każdy powód jest dobry, aby zostać Podzielonym. 

Connor i Risa nie chcą umierać. Mówi się, że po podzieleniu człowiek nadal żyje, wciąż świadomość funkcjonuje w jego częściach ciała, ale kto to wie na pewno? Bo podzielenie nie jest niczym innym jak rozdzieleniem ciała na podsystemy, potem zamieniane na produkty zastępcze. Gdy twoje oczy nie są już tak sprawne jak kiedyś możesz je wymienić, za drobną opłatą, na lepsze i młodsze. Jednak czy można kogoś tak po prostu rozczłonkować nie uśmiercając go? Mówią, że własnie na tym to polega.. 

Connor powoduje wypadek na autostradzie, a tym samym daje szanse ucieczki Risie, która była przewożona do ośrodka gdzie odbywa się podzielenie. Chłopak ucieka się do drastycznych środków, bierze zakładnika, Levi'ego - dziesięciorodnego. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo poirytowany był Levi. Miał zostać złożony w ofierze, przez podzielenie, a tu nagle zjawia się jakiś agresywny chłopak i zabiera go gdzieś w las. Losy tej trójki zostały połączone, i mimo, że na ich drodze będzie wiele przeciwności to nie da się tak łatwo rozdzielić czegoś co zostało tak fundamentalnie połączone.

Risa i Connor będą próbowali przetrwać, a Levi zrobi wszystko aby od nich uciec. Będą to na prawdę interesujące zmagania.
Nie są jedynymi Podzielonymi, którym udało się zwiać. Gdzie się podziewają w takim razie? Na pustyni. I tam własnie podświadomie zmierzają nasi bohaterowie. Bo ich głównym celem jest przeżyć do osiemnastych urodzin. Wtedy odzyskają wolność i bezpieczeństwo.

Ta książka coś w sobie ma. Niewątpliwie jest oryginalna. I stawia sprawę jasno, że świat jest brutalny bo ludzie takim go czynią. Opisy są w porządku, a bohaterów bardzo polubiłam. Sama treść tej książki jest nieprzewidywalna i z ogromną przyjemnością czyta się o przygodach tej trójki. Jest też wprowadzony wątek romantyczny, ale jest wyważony i jest go niewiele, tylko żeby bohaterom żyło się lepiej, i żeby nadać fabule trochę napięcia. W trakcie poznajemy też innych wartościowych bohaterów, co jest fajne, bo autor stara się abyśmy dobrze poznali społeczność tego świata a nie ograniczali się do głównych bohaterów. Neal odwalił kawał dobrej roboty w przedstawieniu praw tam rządzących, całej polityki, skutków i przyczyn, jednym słowem, podstawa jest skonstruowana na pięć. Ale coś mi tu nie gra. Wydaje mi się, że to przez styl jakim pisze autor. Niby dotyka poważnej problematyki, i samo myślenie jest dobre. Sprawia, że Czytelnik zastanawia się nad samą istotą życia. Autor zmusza Czytelnika do refleksji. Ale sądzę, że za mało w tym wszystkim dojrzałości. Odniosłam wrażenie, że miała być to książka przeznaczona dla młodzieży, o podłożu fantastycznym. Jednak ja czytając tę książkę szukałam poważnych przemyśleń, a otrzymywałam jedynie wstępy do fantastycznych zdarzeń. Czy liczyłam na obyczajówkę? - nie. Ale autor wybrał tak wspaniały temat, tak dobrze do tego podszedł, że wolałabym aby to w całości była wnikająca do serca, wzruszająca historia, a nie jakich gniot dla nastolatków. Szkoda, że taki potencjał się zmarnował. Nie mniej jednak jest to dobra książka. Mają powstać następne części, których jestem ciekawa i które z pewnością przeczytam.


Strony: 445


wtorek, 9 lipca 2013

[Przedpremierowo] "Moja siostra mieszka na kominku" - Annabel Pitcher


Życie Jamiego zmieniło się bezpowrotnie 9 września ,kiedy jego starsza siostra Rose padła ofiarą ataku terrorystycznego. Od tego chwili minęło już sporo czasu... Jamie ma dziesięć lat i obserwuje zachowanie swoich bliskich. Wszyscy są smutni ,ale chłopiec nie rozumie dlaczego. Zdaje sobie sprawę ,że to przykre ,iż jego siostra odeszła. Nie pamięta Rose i ma dosyć ciągłego opowiadania w kółko historii jaką byłą idealną córką i zachowywania się tak jakby ona w tej chwili żyła. Z jego zdaniem zgadza się jego starsza siostra Jes ,dla której zmarła była bliźniaczką. Ona z kolei ma za złe ,że patrząc na nią wszyscy tak na prawdę widzą tylko Rose zamiast niej.

Dzieci starają się być wyrozumiałe ,ale nie mogą się pogodzić z faktem ,że ich matka porzuca ich dla  faceta z grupy wsparcia. Oliwy do ognia dodaje także ojciec ,który nie radząc sobie z domowymi obowiązkami zaczyna zapijać smutki i przesypiać na kanapie całe dnie.

Gdyby jeszcze mieszkali tam gdzie wcześniej ,ale przeprowadzają się kawał drogi od Londynu... Jamie trafia do nowej szkoły ,w której zaprzyjaźnia się z tajemniczą dziewczynką o imieniu Sonya. Ona jest dla niego oparciem w trudnych chwilach ,a zarazem motywuje go do zmiany nastawienia wobec kolegów ze szkoły. Wszystko byłoby piękne gdyby nie fakt ,że ojciec przez pół życia wpaja mu nienawiść do muzułmanów...

Jak poradzą sobie Jamie i Sonia?

Czy dadzą radę zmienić coś w postrzeganiu dorosłych?

Co się stanie z bliskimi Jamiego?

Po lekturze mogę z całą pewnością stwierdzić ,że Annabel Pitcher to dobrze zapowiadająca się pisarka. Swoim talentem i drobiazgowością przewyższa wielu autorów goszczących obecnie na listach bestsellerów. "Moja siostra mieszka na kominku" to jej debiut ,ale w niedalekiej przyszłości doczekamy się Polskich wydań jej dwóch kolejnych książek ("Ketchup Clouds" oraz "The Puppet Masters").



"Moja siostra mieszka na kominku" to jedna z najlepszych książek jakie udało mi się przeczytać. To wprost niewiarygodne ile rzeczy mi uświadomiła! Przez cały dzień nie mogłam jej odłożyć na półkę ,ponieważ byłam tak poruszona jej treścią ,że musiałam się dowiedzieć co będzie dalej. Tematyka książki wymaga skupienia i spokoju. Powieść wywierała na mnie bardzo skrajne uczucia i emocje. Były momenty kiedy płakałam oraz takie kiedy nie mogłam opanować śmiechu. 

Świat oczami małego dziecka przeważnie często jest wesoły ,beztroski ,a wręcz bajkowy. Niestety tym razem Jamie przedstawi nam gorzką prawdę na temat tego jak wygląda jego sytuacja rodzinna. Miałam łzy w oczach czytając fragmenty książki ,w których ten mały ,bezbronny chłopiec musiał ukrywać to ,że jego najlepszym wakacyjnym wspomnieniem jest oglądanie bajki z siostrą. Zamiast tego snuł wymyślone historie wycieczek z rodzicami i bliźniaczkami.

Lubię czytać coś co wyzwala we mnie lawinę niekontrolowanych myśli. Tym razem zadawałam sobie pytania:

Sytuacja ,sytuacją ,ale gdzie w tym momencie była ich dalsza rodzina ,znajomi i sąsiedzi?

 Dlaczego w domach dotkniętych tragedią taką jak śmierć lub choroba bliskiej osoby ,nagle wszyscy znikają? 

Przecież takie osoby z pewnością potrzebują dodatkowego wsparcia ,rozmowy albo po prostu obecności kogoś bliskiego. Nikt niczym się od nich nie zarazi ,ani tym bardziej nie zostanie przez tych ludzi skrzywdzony. Wręcz przeciwnie ,zyska ich ogromny szacunek i wdzięczność. Kiedy ktoś ma jakiś problem ,jego odruchem jest szukanie pomocy ,ale komu ma się wygadać? Obcym ludziom ,którzy go nie znają i nie rozumieją?
Żałoba nie oznacza nieustannego smutku. Nie jest to także obowiązek nieustannego żalu i rozpamiętywania dawnych czasów ,jak to jest interpretowane przez inne osoby niezmagające się z takimi problemami.

"Moja siostra mieszka na kominku" to piękna ,życiowa i wzruszająca książka. Jest diamentem pośród kiczu i tandety dostępnej ostatnimi czasy na rynku wydawniczym.  Jest szczera i sprawia ,że czytelnik zapamięta ją na długi czas. Każdy bez względu na wiek znajdzie w niej coś co go zainteresuje. Są w niej obecne wątki: rasizmu ,bólu ,cierpienia ,przyjaźni oraz dojrzewania.

Polecam tę książkę każdemu kto uważa się za osobę pełną wrażliwości i empatii lub ceni książkę Alice Sebold - "Nostalgia Anioła".

Zagraniczne okładki:




Moja ocena: 6+/6

Źródło: egzemplarz recenzencki


Za egzemplarz recenzencki uśmiecham się do wydawnictwa: