Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 września 2014

"Śmierć letnią porą" - Mons Kallentoft

 Komisarz Malin Fors #2

Lato się skończyło, a dni są coraz zimniejsze i krótsze. Troszeczkę tęsknimy za tym ciepłem, prawda? Nie przesadzajmy, bo zima jeszcze nas nie zastała, aczkolwiek ten kto zaczął szkołę lub powrócił do pracy po urlopie wie o czym mówię. Tęsknota się zaczęła. Natomiast jeśli chcecie na trochę przedłużyć i zatrzymać te chwile to może przeczytacie "śmierć letnią porą"? Nie będzie tam widoków rodem z Barcelony czy coś, ale upał z pewnością poczujecie. 

I tym razem Kallentoft daje nam dawkę przesyconych, przytłaczająco dokładnych opisów. Nic w tym złego, ma to swój urok. Szczególnie przydatne, jeśli chcemy poznać główną bohaterkę Malin, jej przyjaciół no i cóż.. ofiary. Wyjątkowo upalne lato daje we znaki, a okres sielanki zakłóca wałęsająca się naga, zgwałcona dziewczynka. Nic nie pamięta - ale może i lepiej. Prawdziwe piekło rozpoczyna się, gdy ofiarami ataków stają się inne młode dziewczyny. Porwania, zabójstwa, gwałty.. nie ma schematu. Jak można się domyśleć rozprzestrzenia się niepokój, ludzie zatrzymują córki w domu, ale to nie wystarczy. Nigdy nie wystarcza. A Malin ma osobiste motywacje by złapać oprawcę. W końcu jej córka może znaleźć się w niebezpieczeństwie...


Ta część jest bardzo podobna do jedynki (RECENZJA) . Istnieje dużo nawiązań do tej części, co mnie cieszy. Znaczy, czasem się wspomina o osobach z jedynki. Opisy są bogate, i intrygujące, ale za dużo w tym filozofii przez co po pewnym czasie ma się serdecznie ich dosyć. Fabuła jest dobra, ale dość przewidywalna. A dobry kryminał na końcówce powinien przyprawiać nas o zawał serca. 


Nie wiem co Mons robi (pewnie to przez opisy) ale strasznie lubię tych bohaterów. Każdy ma wyraźną sylwetkę, i do każdego mam inny stosunek. Podoba mi się też pociągnięty wątek życia prywatnego pani komisarz. Jest to ciekawe, i nie przyćmiewa śledztwa. 


Nie wiem czy wspominałam o tym w recenzji pierwszej części, ale teraz dość uważnie przyglądałam się sprawie kontaktu Malin ze zmarłymi. Znaczy, to trochę tak, że w akcję utworu są wstawione myśli, refleksje duchów. Czasem tylko opisują co czuli gdy umierali, jak to wyglądało z ich punktu widzenia i jak mają się teraz, już po śmierci. A niekiedy starają się doradzać Malin. Wiadomo, że ich nie usłyszy, ale to ciekawe bo mam wrażenie, że ci zmarli bardzo liczą na pomoc w złapaniu ich mordercy. I nie mogą zaznać spokoju, póki Malin nie rozwiąże sprawy. Jest to strasznie wciągające, choć przyznam, że czasem nie miałam już sił tego czytać, po tych całych opisach, zbędnych elementach mój mózg się wyłączał. Można to zaliczyć do dość dużego mankamentu tej książki. 


Taaak, mam radę. Jeśli ktoś nie lubi soczystych opisów, dużej dawki prywaty w kryminałach, i lekkiej przewidywalności to niech nawet nie tyka tej serii. Aczkolwiek jest to naprawdę intrygująca pozycja, niestandardowy kryminał, bo ma w sobie dużo innych motywów. Może trochę przypomina obyczajówkę.. nieważne. Miłego czytania!

Ps. Kompletnie teraz z Agatą nie mamy czasu, przez co leciutko zaniedbałyśmy bloga, ale z przykrością musimy stwierdzić, że na jakiś czas tak pozostanie. :c
Pozdrawiamy! 

sobota, 5 lipca 2014

"Ofiara w środku zimy" - Mons Kallentoft

Komisarz Malin Fors #1

W kryminałach kolejność nie ma znaczenia? Bullshit, dla mnie ma. Każda sprawa jest inna, fakt, ale nie tylko morderstwo się liczy, a co z bohaterami? Bohaterów trzeba poznać od początku do końca, inaczej ich obraz się rozmaże i pozostaną jedynie jako imiona na papierze. Dlatego jeśli ktoś chce poznać komisarz Malin Fors, niech zacznie od "Ofiary w środku zimy", you`re welcome.  

Linköping. (Ktoś jeszcze ma ochotę zapytać skandynawskich autorów czy mają specjalne sposoby jak wymówić a przede wszystkim zapamiętać te nazwy?) Czas: Luty. Już dawno nie było tak zimno. Trzy warstwy ubrań to stanowczo za mało. Jeśli komuś marzy się zespolić lampę uliczną z językiem to ten czas i to miejsce byłyby idealne. Malin Fors jest bystra, zawzięta i ma trzynastoletnią córkę, Tove (dla mnie już zawsze pozostanie Love, zgubna gra słów; 1:0 dla Kallentoft'a). Z pewnością polubiłam Malin, za charakter. Ta kobieta jest taka naturalna i nieporadna, że czułabym się źle nie lubiąc jej. Fakt, nie nadaje się na matkę (jest beznadziejna w tej roli) jednak jako policjantka całkiem, całkiem sobie radzi.

Przyznam się, że kryminały mnie intrygują. Czasem sprawa sama się rozwiązuje a niekiedy zamyka się ją w pudle, by uzyskała przydomek "przedawnione". Jednak morderstwo to morderstwo. Ktoś stracił życie. Ktoś zabił. To ogromna odpowiedzialność dowieść prawdy. To ostatnia chwila by tchnąć w to martwe ciało pozostałości życia. By samo opowiedziało swoją historię, i było zapamiętane jako człowiek, a nie kupa mięsa. Malin Fors jest policjantką, która odkrywa wszystkie karty, aby dowiedzieć się kto jest mordercą. 

Kompletne pustkowie. Dziesiątki stopni na minusie. Trup. Na drzewie. Ten mężczyzna, gruby, nielubiany, poniżany, bez rodziny.. ma historię. A Malin jest jedynym wolnym słuchaczem. Czas zacząć wykład. 

Ta sprawa otworzy wiele drzwi, poruszy niejeden wątek, a na końcu i tak nie będziecie zaskoczeni. Szczerze mówiąc, już w połowie wiedziałam kto jest winny. Do końca nie domyśliłam się dlaczego, nie znałam całej historii ,ale wiedziałam kto zabił człowieka z drzewa. Ale jest coś jeszcze. Kobieta zgwałcona w lesie. Jej losy to właściwie jeden z głównych wątków. I jak, jak można rozbudzić rządzę wiedzy a na końcu zostawić nas z niczym?! Wciąż nie wiem kto ją zgwałcił. Rozumiem, może sami mamy do tego dojść, może nie, ale to mnie tak dręczy, że wykrzyczałabym to pytanie Kallentoft'owi prosto w twarz i nikt by mnie nie powstrzymał. Tak się nie robi. Za to go pokochałam. Potrafi stworzyć niesamowitą aurę. Przeniósł mnie tam. Przez te kilka godzin byłam Malin Fors i szukałam odpowiedzi. I wcale nie przeszkadzało mi, że wiem kto zabił. Malin też to wiedziała. Ważne były pytania, na które nie znałam odpowiedzi.

Podobał mi się klimat tej powieści, nie mroczny, bardziej śnieżno biały. Tak jak jest tą porą roku: biało, zimno, i pusto. Nikt nie wychodzi z domu. Opisy były dobre, bez zbędnych epitetów, nie za dużo, nie za mało. I to co odróżnia ten kryminał od reszty to życie prywatne pani komisarz. Znaczy, ona właściwie każdą wolną chwilę oddawała na poczet śledztwa, jednak bardzo dobrze została opisana jej relacja z córką. I nie tylko jej, bo przecież nie pracowała sama. Jej koledzy i koleżanki z pracy też mają życia, i fajnie, że je poznaliśmy. Chociaż jak na mój gust mogłoby być o tym trochę więcej napisane. 

Przymknęłam oko na zbytnią szczegółowość. Niektóre rzeczy były zbyt dokładnie opisane, szczególnie, że nie wnosiły nic do sprawy. Fajne są takie tropy, które się sprawdza, ale na końcu i tak okazują się ślepym zaułkiem. Ale, na Boga, za dużo tego było. Za dużo. Nie zaprzątałam sobie głowy zapamiętywaniem tych pobocznych elementów. 
Myślę, że gdybym czytała to w mroźny, zimowy wieczór to ta część zrobiłaby na mnie jeszcze większe wrażenie, ale mimo, ciepłego lata, przyjemnie mnie ochłodziło. A to coś znaczy. 

Komisarz Malin Fors #2
Komisarz Malin Fors #3
Komisarz Malin Fors #4
Komisarz Malin Fors #5

Ps. Nawiązanie do pór roku jest bardzo ciekawe. Prawda? Mi się bardzo podoba, te okładki i tytuły nabierają sensu jak się popatrzy na nie przez pryzmat całej serii. 

środa, 16 października 2013

"Kaznodzieja" - Camilla Läckberg



Czarna seria (Patrik Hedström) #2

Spotkałam się z opiniami, że ta część jest lepsza od poprzedniej, "Księżniczki z lodu" (RECENZJA), jednak nie mogę się z nimi zgodzić. Czuję, że Kaznodzieja jest minimalnie, ale jednak, gorsza.  


Uwaga, jeśli nie czytałeś/czytałaś poprzedniej części, w tej recenzji znajdziesz wiele spoilerów (no może nie aż tak wiele).


Erika i Patrik w "Księżniczce" mieli się ku sobie. A w tej części Erika jest w ciąży! To jest naprawdę wspaniałe, bo ta para jest jedną z moich ulubionych i po prostu ich ubóstwiam. To jest także takie nietypowe dla kryminału, aby było tam zawarte tak wiele wątków obyczajowych. I to jest mega fajne. Ale najważniejszy w tym wszystkim jest element detektywistyczny, więc wypadałoby trochę opowiedzieć o zabójstwach. 


Nastał burzliwy czas dla policji we Fjällbacka. Zabójstwo za zabójstwem. W pewnym wąwozie znaleziono ciało młodej kobiety a obok niego kości, dużo kości. Bynajmniej nie zwierzęcych. I co z tym faktem zrobić? Okazuje się, że mamy trzy trupy. Jedno świeże, sprzed paru dni i dwa ciała kobiet zabitych ponad dwadzieścia lat temu. Co jest łącznikiem między tymi kobietami? Dlaczego zbrodnie sprzed lat wychodzą na światło dzienne dopiero i akurat teraz? Fjällbacka to miasto tajemnic. 

Czas akcji to środek lata, apogeum sezonu letniego, szturm zdziczałych turystów - najgorszy możliwy czas na morderstwa i męczarnie dla kobiety w stanie błogosławionym. Patrik ma sprawę, a Erika rwie sobie włosy z głowy. Do tego pewna dziewczyna znika bez śladu. Zbieg okoliczności? 

Jak już pisałam, ta część jest, moim zdaniem, gorsza. Może po prostu bardziej chaotyczna. Sama nie wiem. Właściwie od początku wiadomo, że w sprawę zabójstw zamieszana jest pewna szczególna rodzina. Ich stosunki są bardzo zawiłe. Dwóch braci i tatuś-uzdrowiciel. Podział rodziny według zamożności i kontynuowania "tradycji" rodzinnej. A dwadzieścia lat temu brat przeciw bratu zeznał, że widział drugiego razem z zaginioną dziewczyną, dziś jedną ze znalezionych trupów. Prawdopodobnie byłby pierwszym na liście podejrzanych, gdyby nie to, że już nie żyje. I bardzo dobrze. W każdym razie, trochę szkoda, że wszystko jest aż takie na wyrost. Miałam wrażenie, że autorka już sama nie wie, co w tej rodzinie rzeczywiście się dzieje. 

Jednak bohaterowie są perfekcyjni. Cudowni. Co tu dużo mówić.. mimo, że minęło już sporo czasu od przeczytania przeze mnie Kaznodziei, to wciąż obraz tych postaci jest wyraźny i żywy. To niewątpliwy atut tej serii. Ma w sobie ten czar, który rozpala w czytelniku wyobraźnię. Relacje między głównymi bohaterami są po prostu idealnie opisane. Patrik jest trochę bardziej uległy, a Erika to twarda dusza - oni po prostu do siebie pasują. Patrik troszczy się o Erikę, gdy ta jest w ciąży, jednak i ona nie może pozostać dłużna. Jest już bardzo poirytowana siedzeniem w domu, więc na wszystkie możliwe sposoby pragnie pomóc Patrikowi. To jest przezabawne. : ) 


"Gra się takimi kartami, jakie się ma, nawet jeśli są kiepskie."

Styl pisania nie jest banalny, prosty owszem, ale w takim pozytywnym sensie. Nie czuć tandety , tylko wartości zostały przekazane w przejrzysty sposób. Podsumowując, bardzo polecam całą serie, tym którzy zastanawiają się nad kontynuowaniem "Księżniczki..." jak i tym którzy mają jeszcze jakieś wątpliwości co do rozpoczęcia przygody z Patrikiem i Eriką. 



czwartek, 26 września 2013

"Księżniczka z lodu" - Camilla Läckberg

Czarna seria (Patrik Hedström ) #1

Fjallbacka to miasteczko typowo turystyczne. W sezonie nie ma gdzie stopy postawić, za to w zimę są tu same pustki. Jak to małej ilości  mieszkańców przystoi, naturalne jest, że każdy tu każdego zna. A o prywatności można jedynie pomarzyć.

Jednak i takie miasteczko ma swoje tajemnice. 
Bo każdy wie, że prawda może zabić.

Erika wchodząc do tego domu wiedziała, że stało się coś złego. Kiedy otwarła drzwi i ujrzała czerwień jarzącą się na bieli kafelek, nie mogła uwierzyć w to co widzi. W wannie leżała jej dawna przyjaciółka, Alex. Bynajmniej nie było to przyjemne spotkanie po latach.

Patrik Hedström nie miał jeszcze okazji wykazać się w roli policjanta. Właściwie nikt na tym posterunki nie ma zbyt poważnych zajęć. Ich codziennością są kradzieże i parkowania w niewłaściwym miejscu. We Fjallbacka zabójstwa się nie zdarzają. A jednak.. 

Erika i Patrik znają się ze szkoły. Kiedy spotkali się na komisariacie, Erika była zaskoczona, że Patrik został policjantem. A on przypomniał sobie, jakie uczucia wzbudza w nim Erika. Jak to się mówi - dawna miłość nie rdzewieje. Postanowili ze sobą współpracować i razem prowadzić śledztwo. Nie spodziewali się, że przeszłość Alex jest taka zagmatwana. Do tego dochodzą jeszcze inne aspekty tej sprawy, a rozwiązanie jest co najmniej szokujące. 

Przede wszystkim Pani Camili należą się wielkie brawa za budowanie atmosfery, za logiczność wydarzeń, za głównych bohaterów, za wielowątkowość, za lekkość pióra.. mogłabym tak wypunktować wszystkie plusy tej lektury, ale to nie miałoby sensu. Więc postaram się ułożyć to zgrabnie w zdania.
Już od samego początku można zauważyć poziom tej książki. Mówi się, że pierwsze zdania są najważniejsze. Uważam, że coś w tym jest. Bardzo podoba mi się styl tej autorki, jest rzeczowy a jednocześnie delikatny. Sama fabuła jest genialna. Jest to jak najbardziej kryminał, i to w dodatku z wieloma motywami. Ale myślę, że Pani Lackberg chciała przekazać swoim czytelnikom dodatkowo inne wartości. Ja osobiście jakby się przebudziłam. Nie tylko próbowałam wyobrażać sobie treść książki, ale także zabawiłam się w detektywa. Sama próbowałam dojść do prawdy. Tak bardzo mnie to zaintrygowało, że zadawałam pytania i starałam się na nie odpowiedzieć przed głównymi śledczymi. Szukałam niuansów, które być może Erika i Patrik przeoczyli. Oczywiście jako czytelnik miałam przewagę, jednak czułam, że Pani Lackberg nie poda nam wszystkiego na tacy. Oczekuje od nas zaangażowania. Wyciągania z lektury samych dóbr. I własnie to mnie urzekło.

Bohaterowie są bardzo solidnie wykreowani. Nie ma dwóch takich samych, czy nawet podobnych postaci. Nie są puści, tylko mają charaktery, swoje cechy oraz przeszłość, która ich ukształtowała. Każdy szczegół jest dopracowany. Opisy też są naprawdę dobre. Najbardziej podobają mi się Erika i Patrik, są po prostu przecudowni. I tworzą wyjątkowo słodką parę. Motyw przemocy w rodzinie, jaki ma miejsce w domu siostry Eriki, jest dobrym elementem odskoczni. Dzięki temu fabuła nabiera realności, a życie bohaterów rozszerza się, widziane jest przeze mnie w formacie 3D.

„Trzeba żyć dalej, przestać żałować tego, co mogło być i skupić się na tym, co się ma.”

Nie no ogólnie wszystko jest świetne. Jedynie okładka mi się nie podoba. Jest taka za mało konkretna. A ta cała niebieska to już w szczególności nie wpasowuje się w moje gusta. Wcale się nie dziwię, że "Księżniczka z lodu" i inne z tej serii osiągnęły taki sukces. Oczywiście polecam!



środa, 17 lipca 2013

"Opętanie" - Erica Spindler

Nie wiem dlaczego, jednak ostatnimi czasy trafiam na same kryminały z motywem religijnym. Trudno, wcale nie cierpię z tego powodu, ale powoli zaczyna mnie to nużyć. W każdym razie, "Opętanie" opowiada taką historię..

Mira Gallier ma swojego prześladowcę.
Z początku Mira o tym nie wie. Aż do kulminacyjnego punktu nikt o tym nie wie. Policja uważa, że to Mira jest zabójcą.

Akcja zaczyna się kiedy w pobliskim kościele ktoś dewastuje witraże autorstwa Miry oraz morduje księdza. Mira nie znosi tego dobrze. Po śmierci męża jedynie w tworzeniu witraży odnajduje radość, a teraz ktoś zniszczył część "dorobku jej życia". Jednakże to późniejsze wydarzenia wywierają na niej psychikę ogromny wpływ. Otóż, zostaje zaatakowana przez kaznodzieję, do miasta powraca jej stary przyjaciel (który niechybnie powraca z dniem zabójstwa księdza; wraz z powrotem przyjaciela do Miry powracają smutki przeszłości) oraz.. Mira chyba na nowo wariuje, bo wydaje jej się, że jej zmarły mąż wrócił zza grobu.


Nic dziwnego, że Spencer Melone podejrzewa Mirę o morderstwa. Wszystkie ofiary były z nią ściśle powiązane. Ma motywy. Ma warunki. No i leczy się psychiatrycznie. 
Sama zamieszana nie ma pojęcia kto jest zabójcą. A może tylko udaje, że nie wie? 

Szkicując fabułę mogłabym tu opisać dokładnie każdego, z kilku, głównych bohaterów. Mam takie przeczucie, że mogłabym powiedzieć na prawdę wiele o tej książce a zarazem mam niechęć do pisania czegokolwiek. "Opętanie" jest przeciętną lekturą. Nie jest z tych ambitnych, ale przyznam, iż wciągnęła mnie bezgranicznie. Wciągnął mnie chyba ogrom akcji, bałam się, że gdy na chwilę zaprzestanę lektury to pominę pewien bardzo ważny element, i że to uczucie ciekawości ulotni się. Więc czytałam. I niczym ta książka mnie nie zaskoczyła. Fakt, w trakcie miałam wiele domysłów, serio, co chwila kto inny wydawał mi się podejrzany. Fajny był motyw połączenia kilku wątków. Przeważnie w kryminałach mamy zabójstwo i szukamy winnego, tutaj obok tego schematu było jeszcze dręczenie, nękanie itp. głównej bohaterki. Która też jest podejrzewana o zabójstwo. Miałam wrażenie, że autorka lekko przekracza granicę realności. Postawiła Mirę w punkcie przyziemnej wyjątkowości, wszystko co działo się w lekturze dotyczyło jej osoby. Natomiast nie widzę innych mankamentów. Tak więc jest to lekka, zręcznie napisana książka, o podłożu religijnym. Z wieloma wątkami, i dużą ilością bohaterów.
Witraż Marii Magdaleny

„ Wiesz, że możesz mi ufać. 
 Zaufanie jest jak wahadłowe drzwi. - przypomniała mu.     -  Działa również w drugą stronę.”

Zapomniałabym. To jest jedna z tych książek, gdzie ostatnia strona zdradza właściwie wszystko.  Tak więc jeśli chcecie cieszyć się lekturą to odradzam czytania końcówki. Swoją drogą ja nigdy tak nie robię. Nie wiem co  Czytelnicy w tym widzą, ale to pewnie niepowstrzymana ciekawość. Jak Wy macie? :) 

wtorek, 2 lipca 2013

"Grzech Aniołów" - Charlotte Link



"Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi."
- Rz 5, 19 

Fragment Nowego Testamentu, Listu do Rzymian. Nieprzypadkowo umieściłam go w tej recenzji, ponieważ chyba w najlepszy możliwy sposób opisuje naturę tej książki. Wszyscy znają motyw pierwszego popełnionego grzechu wg wiary katolickiej. Oczywiście miało to miejsce w Raju przez zjedzenie zakazanego owocu jabłoni. Jednak Charlotte Link ukazała w swojej książce jak wielki wpływ religia ma na życie wierzących oraz jak łatwo od tego stracić głowę. Adam i Ewa  to tylko zapalnik dla prawdziwych wyznawców, traktujących Słowo Boże jako najwyższą instancję, gotowych poświęcić nawet siebie, aby stanąć, bez skazy, przed obliczem Boga. 

Maximilian niedługo opuści zakład psychiatryczny. 
Jedno wydarzenie, jednak jest jak grzmot, jak iskra przy wylanej benzynie. 

W zasadzie w domu rodziny Beerbaumów nie mówi się wiele na temat wydarzeń z przeszłości. To zamknięty rozdział. Teraz mają nowy dom, w innym mieście, mają własną kancelarię adwokacką i nikt nie wie, że mają drugiego syna.. jest idealnie. Mario i Maximilian to bliźniacy. Nie ma szans, aby ich odróżnić. Nawet własny ojciec ich mylił, no może jedynie matka, mając matczyny dar, mogła ich rozróżnić. Mówią, że czują się jak jeden organizm, potrafią wyczuć emocje drugiego. Czasem wiedzą o czym drugi myśli. Ale Mario jakoś daje radę bez brata. W tajemnicy przed rodzicami poznaje wspaniałą dziewczynę, ma dużo znajomych i jest szczęśliwy. Na wakacje zabiera Tinę do Francji, do ich domku letniskowego.. szkoda tylko, że matka bliźniaków znajduje się w tym czasie w Londynie, ze swoim kochankiem, może gdyby wiedziała, ochroniłaby tę dziewczynę. 

Janet kocha swoje dzieci, więc nie może pozwolić, aby Maximilian, po oswobodzeniu, znów został zamknięty, w jakieś klinice w Wielkiej Brytanii. No way. Janet jedzie do Londynu, ale nie przekracza progu kliniki. Spotyka się ze swoim byłym kochankiem. Stara miłość nie rdzewieje. To zawsze było coś więcej niż seks, to była pasja. Nieistotne, że kiedyś prawie rozerwała swoje małżeństwo za sprawą tego namiętnego romansu, Janet po prostu wielbiła swojego kochanka. Teraz i tak nie ma nic do stracenia, ujmując to prosto - jej małżeństwo i tak prawie nie istnieje, a mąż nawet pogodził się z myślą, że jest bezużyteczny i zbędny. Specjalnie nie przejmuje się faktem, iż jego żona powróciła do kochanka, mimo, iż dobrze o tym wie. 


Tina pochodzi z dobrego domu. Inaczej, Tina ma nadgorliwego, nadopiekuńczego i zbyt pedantycznego Ojca. Ta bohaterka marzy o tym, żeby spędzić wakacje ze swoim wspaniałym chłopakiem Mario. Lecz dla Ojca i jej przyjaciółki, Dany, Mario nie jest godny zaufania. Jednakże w obliczu "napalonej" nastolatki niczego się nie wskóra. Tak więc Tina i Mario jadą do Francji. Miał być to wspaniały pobyt, ale z czasem Mario zaczyna zachowywać się dziwnie. Do tego z zakładu psychiatrycznego ucieka Maximilian. Ta historia  chyba nie skończy się dobrze - tak można by w tym momencie pomyśleć. I z takim frasunkiem was zostawiam. 



"Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. " 
- Rz 6, 23

Agata mi świadkiem, że miałam ogromne problemy z napisaniem zarysu fabuły. Doradzała mi, żebym tylko naszkicowała ogólny obraz, ale wydaje mi się, że z lekka się rozpisałam. I tak to jest tylko fragment tego co naprawdę mogłabym powiedzieć o tej książce. Więc teraz konkrety.

Opisy są dobre, postacie wyraziste i barwne. Mam wrażenie, wspominając tę lekturę, że każdego z bohaterów bardzo wyraźnie widzę, a to mi się rzadko zdarza, przeważnie są jakby za mgłą. Jest to przede wszystkim kryminał, jednak z ręką na sercu mogę przyznać, że porusza on również rozmaite kwestie życiowe. Jest wartościowa również pod względem edukacyjnym. Jedynie mogłabym się przyczepić do końcowych scen. Ponieważ było to bardzo zagmatwane, i  trudno mi było się w tym połapać, nieraz musiałam odłożyć książkę na sekundę, bo za duża ilość adrenaliny krążyła mi w żyłach i myślałam, że eksploduję. Ale to akurat następny plus książki. Napięcie budowane jest stopniowo, po mistrzowsku, a gdy osiągnęło moment kulminacyjny czułam się dosłownie jakbym była tam z bohaterami i przeżywała to co oni.


W dodatku okładka mi się bardzo podoba, naprawdę cieszę się, że mam "Grzech aniołów" na półce.

Nie czytałam innych dzieł Pani Link, jednak ponoć są bardzo dobre i jak najbardziej warte uwagi. Po przeczytaniu "Grzech aniołów" ze 100% pewnością mogę powiedzieć, że to początek ale nie koniec mojej przygody z tą autorką.


strony: 304



Mamy dla Was niezłą gratkę. 
Jeżeli chcecie zapoznać się z fragmentem mikropowieści Tomasza Kołodziejczaka to klikajcie ;)

niedziela, 5 maja 2013

"W kajdankach namiętności" - Piotr Kołodziejczak

"W kajdankach namiętności" - Piotr Kołodziejczak


Źródło: egzemplarz recenzencki 
Strony: 231

Wielkie ,tajemnicze miasta obfitują w setki zagadkowych mieszkańców. 
Przeważnie każdy jest anonimowy ,niewyróżniający się z tłumu...
On jest inny.
Snuje swoje przemyślenia nie zważając na to czy są słuszne czy nie. 
W dzień jest przeciętnym obywatelem  tzw. Kowalskim ,ale nocą przemienia się w psychopatę biegającego z młotkiem w ręku i zabijającym Bogu ducha winnych ludzi.
Co nim kieruje?
A przede wszystkim ,kim jest osoba dopuszczająca się tak drastycznych czynów?

W tym samym mieście mieszka też Justyna. To normalna kobieta znudzona schematycznością małżeństwa. Oleju do ognia dolewa także jej dorastająca córka ,która tylko z nią umie się normalnie porozumieć. Wszystkie dni Justyny wyglądają tak samo. Dom ,praca ,dom. Brakuje jej przyjemności ,spontaniczności oraz oderwania się na chwilę od wszystkiego co ją otacza. Nic dziwnego ,że kobieta w pewnej chwili traci wiarę we wszystkie wyznawane przez nią wcześniej wartości i zaczyna umawiać się z Bartkiem. Ich relacja jest prosta. Zależy im tylko na umileniu sobie czasu ,żadnych zobowiązań  i przyrzeczeń.

Książka Piotra Kołodziejczaka jest dla mnie jednym wielkim zaskoczeniem. Przyglądając się jej okładce można sobie pomyśleć ,że będzie w podobnej stylistyce co popularne "Pięćdziesiąt twarzy Greya" ,ale to tylko złudzenie. Jest to przede wszystkim bardzo wciągająca ,dynamiczna i zaskakująca książka. 

Początkowo irytowało mnie umieszczanie co chwila fragmentów wcześniejszych powieści  Piotra Kołodziejczaka. Myślałam ,że chodzi w tym głównie o autoreklamę. Zależało mi na wyjaśnieniu tej zagadki ,więc przejrzałam wywiady ,w których autor wytłumaczył tę kwestię. Zamysł był taki ,aby wzbogacić książkę w dodatkowe treści. Sama nie wiem czy odważyłabym się  na taki zabieg ,ale czasami trzeba postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować. Z drugiej strony dzięki temu zainteresowały mnie inne książki tego autora.

Tytułowe kajdanki namiętności to moim zdaniem podkreślenie ułomności człowieka. Mam na myśli to ,że jesteśmy podatni na wpływ innych ,pragniemy czegoś nowego ,ekscytującego. Dążymy ślepo w stronę obranego przez Nas celu ,nie interesując się jego konsekwencjami. Namiętność nie jest tutaj pokazana głównie przez stronę seksualności ,ale także pasji jaką dla tajemniczego psychopaty było mordowanie ludzi.

"W kajdankach namiętności" to lektura ,która umiliła mi weekend majowy. Bardzo zaimponowało mi to ,że po krótkim wspomnieniu o bocznych bohaterach pojawiały się osobne rozdziały poświęcone tym osobom. Dzięki temu mogłam poznać np.opowieść o emerytowanej sportsmence pani Felicjji ,która moim zdaniem jest bardzo poruszająca.

Książka Piotra Kołodziejczaka powinna być trochę dłuższa!!! Na końcu zrobiło mi się przykro ,że już się skończyła ,ponieważ chciałabym głębiej poznać rozumowanie kluczowego bohatera ,którym z całą pewnością jest morderca. Nie pogardziłabym także chociaż krótką wzmianką o tym jak wyglądało jego aresztowanie i przebywanie na sali sądowej podczas procesu.

Moja ocena: 4/6
Inne książki tego autora to:






Za książkę dziękuję Wydawnictwu Borgis!!!




poniedziałek, 18 lutego 2013

"Prawdziwe morderstwa"- Charlaine Hariss

"Prawdziwe morderstwa"-Charlaine Harris

Żródło: zakup własny (promocja 1+1 w Empiku)

Poznajcie Aurorę Teagarden - kolejną z bohaterek wykreowanych przez bestsellerową autorkę, Charlaine Harris. Niezwykłą bibliotekarkę, której inteligencja, intuicja i przenikliwość pozwalają rozwikłać najbardziej niezwykłe tajemnice oraz pełne mroku zagadki.

Lawrenceton w stanie Georgia, przedmieścia nieustannie rozwijającej się Atlanty, to de facto nadal małe miasteczko. Bibliotekarka Aurora „Roe” Teagarden wychowała się tutaj i wie więcej, niż trzeba, o mieszkańcach miasta, także o tych, którzy podobnie jak ona interesują się ciemniejszą stroną ludzkiej natury.

Wraz z tymi ludźmi Aurora należy do klubu nazywanego Prawdziwe Morderstwa, którego członkowie spotykają się raz w miesiącu, by analizować słynne sprawy kryminalne. To nieszkodliwe hobby przyjmuje całkiem inny obraz, gdy pewnego wieczoru Roe znajduje ciało członkini klubu, zamordowanej w sposób, przypominający zbrodnię, którą tego dnia klub miał omawiać. Po kolejnych przypadkach „kopiowanych” zabójstw, Roe będzie musiała się dowiedzieć, kto ukrywa się za tą przerażającą zabawą, w której wszyscy członkowie Prawdziwych Morderstw, z nią włącznie, są głównymi podejrzanymi… i potencjalnymi ofiarami.                      


Ferie feriami ,ale muszę się przyznać ,że moje postanowienia poszły w odstawkę. Obiecałam sobie ,że przeczytam "Lalkę" ,ale to chyba nie jest mi dane. Było tyle książek ,na które miałam ochotę już od dłuższego czasu ,że nie mogłam ich znowu odstawić na kolejne tygodnie na półkę. Po lekturze "Trzech metrów nad niebem" mam mieszane uczucia ,ale "Prawdziwe morderstwa" to moim zdaniem prawdziwa perełka. Książka wciąga czytelnika w wir nieprawdopodobnych wydarzeń mających miejsce w małej mieścinie ,co jest bardzo charakterystyczne dla książek tej autorki...

Harris jak zwykle nie zawiodła!! Z całą pewnością mogę stwierdzić ,że to jedna z moich ulubionych pisarek i chciałabym w przyszłości rozwinąć się i odnieść tak duży sukces jak ona. Zawsze wyobrażałam ją sobie jako młodą ,atrakcyjną  ,energiczną i uśmiechniętą kobietę. Byłam zaskoczona ,a wręcz wstrząśnięta ,gdy zobaczyłam ostatnio jej zdjęcie.(Tylko twierdzenie ,że jest uśmiechnięta się sprawdziło). Może uznacie mnie za jakąś dziwaczkę ,ale trudno mi było wyobrazić sobie ,że starsza ,korpulentna pani może w tak śmiały ,młodzieżowy (nie lubię tego słowa ,ale tutaj ono pasuje) i odważny sposób kreować bohaterów o silnych osobowościach oraz (nieodzowne w jej książkach) wstrząsające sytuacje.



Nie wiem dlaczego ,ale "Prawdziwe morderstwa" nie cieszą się zbyt dużą popularnością. W Empiku były tak schowane ,że przez dłuuuuuuugi czas się na nie nie natknęłam. Szkoda ,bo uważam dzień spędzony z tą książką za bardzo udany. Cieszę się ,że już niedługo będę mogła dokupić sobie kolejną część przygód Aurory i dowiedzieć się w co tym razem będzie zamieszana.

Główna bohaterka - Aurora Teagarden ,to dobiegająca trzydziestki kobieta pracująca w bibliotece. Z pozoru jej życie może wydawać się nudne ,ale tylko nieliczni wiedzą ,że żywo interesuje się zagadkami kryminalnymi. Dotychczas w jej życiu miłosnym siała spustoszenie wielka ,czarna dziura ,ale teraz to się zmieniło. O jej względy walczą dwaj zupełnie różni od siebie faceci - kolega z klubu ,który jest policjantem oraz słynny pisarz kryminałów.


Który z mężczyzn zdobędzie serce Aurory?


Dylematy miłosne ,nieustające napięcie pomiędzy bohaterami ,a do tego krew w tle to doskonały przepis na spędzenie zimowego wieczoru. No ,bo która z pań nie chciałaby wcielić się w postać silnej psychicznie ,niezależnej i mądrej kobiety ,o którą "biją się" dwaj atrakcyjni faceci?

Nie mogę zbyt wiele zdradzać z fabuły ,ponieważ ta książka powinna być jedną ,wielką niespodzianką. Wszystkie wydarzenia ,dialogi ,a nawet mimika twarzy bohaterów jest skrupulatnie opisana. Na początku może nie widziałam w tym sensu ,ale pod koniec książki udało mi się trochę rozszyfrować zamysł autorki. Nic tutaj nie jest przez przypadek. Jedno słowo potrafi zmienić bieg akcji o 360 stopni!

Jeżeli jesteście zadowoleni po przeczytaniu wcześniejszych serii Harris tj. ta o Sookie Stackhouse ,Lilly Bard lub Harper Conely to i tym razem będziecie z zapartym tchem śledzić życie Aurory Teagarden.

Moja  ocena: 5/6






poniedziałek, 28 stycznia 2013

"Niebezpieczna gra" - Mari Jungstedt

"Niebezpieczna gra" - Mari Jungstedt

Źródło: konkurs Lubimy czytać
Strony: 421
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
 

Na Gotlandii już dawno skończyło się lato. Opustoszały hotele, pensjonaty, domki letniskowe, campingi. Na wyspie zostali tylko jej stali mieszkańcy, którzy szykowali się do nadchodzącej zimy. Listopad powitał wszystkich mgłą, chłodem, deszczem i porywami silnego wiatru. Dni stawały się coraz krótsze, przez większą część dnia nad wyspą zalegały ciemności. W jednym ze szpitali leży Agnes. Kilka lat wcześniej straciła w wypadku samochodowym matkę i brata. Odbiło się to silnie na jej psychice. Dziewczyna popadła w anoreksje i trafiła do szpitala na leczenie. Bierze udział w terapii, codziennie ma przyjmować określoną ilość pokarmów i napojów, ale za każdym razem stara się oszukać swojego opiekuna, który ją bacznie obserwuje...
żródło: wikipedia.pl

Mari Jungstedt to szwedzka pisarka i dziennikarka ,która jest autorka książek o policjancie Andresie Knutasie.

 Tworzy od 2003 roku ,ale jej pierwsza książka ukazała się w Polsce dopiero w 2010 roku. 

Książka jest trochę "pokręcona". Nie ma w niej podziału na rozdziały ,ale na akapity. Szkoda ,że nad każdym fragmentem nie napisano z czyjej jest perspektywy. Czasami można było się nieźle pogubić. Wszystkie imiona i nazwiska bohaterów ,tak jak większość szwedzkich nazwisk jest bardzo podobna.  Nie trudno było myśleć przez kilka stron o tym ,że patrzysz na świat oczyma policjantki ,a pod koniec akapitu okazuje się ,że jednak modelki. To jest w sumie moje jedyne "oskarżenie" wobec "Niebezpiecznej gry".



"Niebezpieczna gra" to moje pierwsze zetknięcie z jej kryminałami. Mimo tego ,że jest to chyba już ósma część ,kompletnie nie odczułam tego ,że czegoś nie wiem lub kogoś nie znam. Wszystko było napisane w sposób przychylny czytelnikom ,którzy zaczynają swoją podróż od środkowych lub końcowych części.



Każdy bałby się grasującego w okolicy szaleńca z siekierą... Nawet ja ,idąc wieczorem co chwilę musiałam się odwracać i zerkać przez ramię czy ktoś za mną nie idzie.  Ile strachu się najadłam!! Ale już koniec gadania  o mnie ;D

Wątek  Agnes poruszył mnie najbardziej. Na początku w zasadzie nie wiadomo kim  jest i dlaczego znalazła się w ośrodku dla anorektyczek ,ale potem wszystko stopniowo się wyjaśnia i dowiadujemy się ,że była kiedyś modelką. Jak to bywa w tej branży ,mimo tego ,że była chuda (nosiła niepełne 38) to dla fotografa i sztabu stylistów było to o wiele za dużo. Jej walka z odchudzaniem zaczęła się się kiedy agencja wysłała ją na sesję zdjęciową ze słynnym fotografem ,ale los chciał ,że zaszła pomyłka. Podano jej "stare" wymiary i w wyniku niedopatrzenia wszystkie ubrania były na nią za małe. Bluzki zbyt opięte ,a spodnie nie dały się nawet zapiąć. Sama nie lubię czasami kupować ciuchów kiedy widzę ,że coś na mnie kiepsko leży ,więc nie  dziwię się ,że dziewczyna strasznie przeżyła ten dzień i postanowiła ,że nigdy już nie dopuści do tej sytuacji. Głodówki ,podskoki ,oszukiwanie przy posiłkach to początek ciężkiej i wyniszczającej organizm choroby. Bohaterka nie była w stanie się sama poruszać lub wytrzymać chwili na mrozie,bo przy wzroście 175 ważyła około 40 kg!!


Wiadomość ,że zamordowano fotografa z feralnej sesji i szefa agencji ,w której pracowała jest dla niej szokiem.

Kto dopuścił się tych zbrodni???

Byłam strasznie zaskoczona ,że książka ,aż tak mnie wciągnie. Co prawda na czytaniu musiałam się bardzo skupić ,ale robiłam to z wielką przyjemnością ;) Ciągle coś się działo ,wszystko było ze sobą powiązane w sposób oczywisty lub mniej...


Autorka żongluje wątkami ,tempem akcji i sylwetkami bohaterów. Wszyscy są inni ,wyraziści i przeżywają "cicho" swoje dramaty życiowe. Nie wiadomo kto jest mordercą ,ani kto jest następny na jego liście. 

W książce ukazano dwa obozy i bardzo się z tego cieszę. Uważam ,że byłoby bardzo niesprawiedliwie ,gdyby pokazałoby się historię opowiedzianą z jednej perspektywy. Każdy oskarżony ma prawo do obrony i przybliżenie czytelnikom sekretów pracy fotografa mody ,szefa agencji ,modelki czy redaktorki pisma poświęconego modzie było świetnym posunięciem. Narracja była prowadzona w tak wyrazisty i przekonujący sposób ,że identyfikowałam się z obydwiema stronami konfliktu. Czułam rozdarcie wewnętrzne ,aż do końcowych stron kiedy znalazłam wyjaśnienie na swoje pytania...
Oceniam : 5/6



sobota, 12 stycznia 2013

"Wodny labirynt" - Eric Frattini


"Wodny labirynt" - Eric Frattini

Strony: 406
Oprawa: miękka ze skrzydełkami


Kiedy jestem w bibliotece i zastanawiam się, którą książkę wybrać, swój wybór kieruję wyglądem okładki. Jeśli mnie zaciekawi przystępuję do dokładniejszych  oględzin. W tym przypadku bardziej zaintrygował mnie wątek religijny choć to brzeg książki sprawił, że w ogóle po nią sięgnęłam. 

W czasie gdy gorliwi chrześcijanie ślepo podążają za wskazówkami Watykanu Ktoś stara się ukryć istotny szczegół dla wszystkich wierzących. Otóż tylko nieliczni wiedzą, że istnieje piąta ewangelia, dzieło Judasza. A jeszcze mniej, jakie ma to znaczenie dla kościoła katolickiego. Watykan za wszelką cenę nie może dopuścić do upublicznienia jej treści. Posuwają się do manipulacji a nawet wyrafinowanych morderstw „w imię Boga”. 


"- Fructum pro fructo
- Silentium pro silentio"

"Przysługa za przysługę  milczenie za milczenie"

Księga po wielu stuleciach trafia w ręce Crescentii Brooks. Babka Afdery dla dobra swoich osieroconych wnuczek porzuca próby rozwiązania  tej zagadki. Po jej śmierci cała odpowiedzialność za ten ważny dokument spada na Afderę. Zdezorientowana posiadaczka księgi oraz Max (‘to skomplikowane’) wyruszają w podróż, korzystając z notatek babci. Nie jest im  łatwo ponieważ depczą im po piętach zabójcy z kręgu Oktogonus, powołanego przez kardynała Lienarta. Ten kto nawet w najmniejszym stopniu miał styczność z księgą Judasza narażony jest na niebezpieczeństwo. Lecz to nie powstrzymuje bohaterów przed uzyskaniem odpowiedzi na wiele istotnych pytań.  Nadszedł czas by zmienić obraz kościoła katolickiego ! 


Moim zdaniem jest to ciekawa lektura  zarówno dla tych którzy doszukują się prawdy o swojej wierze jak i tych, którzy zwyczajnie lubią kryminały. Filarem tej książki jest przeszłość historyczna, zresztą bardzo dobrze naszkicowana. Jeśli nużą was długie wywody na temat historii to na pewno czytanie tej książki będzie dla was trudne. Nie mogłabym nazwać tego ‘dziełem historycznym’, bo cała akcja dzieje się we współczesności, ale historia jest kluczowa. Nie trzeba mieć dużej wiedzy na temat historii chrześcijaństwa, bo jest to omówione, i wplecione w wydarzenia. Cały wątek jest bardzo interesujący, lecz trudny do zrozumienia, momentami czytelnik gubi się w całym tym chaosie. Z przykrością muszę stwierdzić, że przewidywanie kolejnych wydarzeń nie było dla mnie trudnością. Jest to ogromny minus, bo cała szybkość akcji przestawała mieć znaczenie i chciało się jedynie przejść do czegoś mniej przewidywalnego. Postacie i miejsca są wielce okrojone, wiemy o nich tylko tyle ile potrzeba. Za to łacińskie wyrażenia bardzo subtelnie uzupełniają całość i są interesującym ‘egzotycznym’ dodatkiem. 
Osobiście najbardziej podobał mi się punkt widzenia autora na Watykan, daje dużo do myślenia i w trakcie czytania miałam nieodpartą ochotę czytać więcej na temat funkcjonowania kościoła, bo Eric przedstawił to w negatywny sposób. Ja nie jestem skora do takich stwierdzeń. 
Cóż mogę powiedzieć.. nie jest to książka wysokiej rangi, szczególnie w porównaniu do dzieł Dan’a Brown’a  o podobnej tematyce, ale jeśli interesują cię zagadki, historia czy organizacja kościoła, to warto poświęcić chwilę na jej przeczytanie.