Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal Romance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal Romance. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 lipca 2014

"Dotyk Julii" - Tahereh Mafi


Dotyk Julii #1 

Beznadziejna tylna okładka. Nic tam nie ma. Tylko pusta paplanina "Zostałam przeklęta. Mam niezwykły dar". Przyznaję, wygląda to świetnie i intryguje. Ale żadnych konkretów. Otworzyłam pierwszą stronę i bach! tak poirytowana już dawno nie byłam. Kreski. Nierówne kreski! Nie jestem pedantką, ale przekreślenie zaczynające się u dołu i kończące się u góry to nie mój top. Dobra, wybaczyłam bym, w końcu nie jestem bez serca, ale każde przekreślenie żyło swoim własnym życiem. Jedne kończyły się na ostatniej literze, inne kompletnie poza literami - udręka. Oczywiście główna bohaterka od 264 dni była zamknięta w więzieniu, rozumiem, że można lekko zbzikować, ale ona mówi coś takiego: "Jestem zaskoczona, że nie zapomniałam ludzkiej mowy". Nie mogła mówić do siebie? -.- Przez pierwszych kilkanaście stron poziom agresji wzrósł u mnie z zera do tysiąca, wyobraziłam sobie jak rozrywam książkę na kawałki i palę w ognisku. Ale całe to negatywne nastawienie zniknęło, gdy w jej celi pojawił się chłopak, nie byle jaki - w sekundzie zapomniałam, że zdążyłam znienawidzić tę książkę.

Narracja pierwszoosobowa jest moją ulubioną. Jest bardzo intensywnie, wszystko przybiera kształty jakbym spoglądała na nie własnymi oczami. Nie tylko czytam. Staję się tym kto prowadzi narrację. Jak dla mnie, od dzisiaj mogę być Julią. ^^ Ona nie dotykała, ani nie była dotykana od bardzo dawna. Jest zlękniona, że mogłaby kogoś zabić. Znalazła się w więzieniu, a gdy dołącza do niej Adam, rodzi się między nimi coś intymnego. Ale także rozpoczyna się czas zmian. Będzie musiała stanąć przed decyzjami w jaki sposób wykorzystać umiejętność dar. Jest także Warner, postać, wydaje mi się bardzo złożona. Pragnie władzy, ma ku temu warunki, ale pomimo brutalności, jest w nim coś dobrego, co polubiłam. Mam nadzieję, że w dalszych częściach też będzie grał jedne z pierwszych skrzypiec.

Wszystko jest owiane tajemnicą. Nie do końca znamy genezę tego świata, właściwie w ogóle uważam, że został kiepsko przedstawiony. Bardzo dużo się o nim wspomina, o sytuacji politycznej, ale to wszystko jest dla mnie niespójne. Domyślam się, że specjalnie tak zrobiono. Julia była prawie rok w więzieniu, więc została jakby pominięta w wydarzeniach, które miały miejsce. No i gdyby od razu autorka wszystko wyjaśniła, mogłoby być nudno. Ale nie został podany nawet rok. Nie wiem czy to teraźniejszość czy przyszłość, mogłabym zgadywać ale lubię wiedzieć na czym stoję. Nawet nie wiem czy mam sobie wyobrażać otoczenie jako tożsame z naszym czy jako zupełnie coś nowego, bo niby jest podobnie, ale zupełnie inaczej. Jakby trwała tam wojna, albo już było po wojnie... sama nie wiem. Za to opisy są bardzo dobre. Uczuć. Relacji. Oraz wnętrz, Julia zwraca uwagę nawet na głupie dywany rozłożone na podłodze.

Jest gorąco, seksownie i burzliwie. Czytając miałam gromadkę kolibrów w brzuchu. Motylki. Lub cokolwiek tam chcecie. Wiem, że to zabrzmi naiwnie i pewnie mało to was interesuje, ale czułam się jakbym miała gorączkę, której nie mogę zbić. Nie powiem dlaczego, bo byłby to spoiler, ale chyba każdy był lekko przytłoczony natężeniem tych wszystkich wrażeń. Uwaga była skupiona na dwójce głównych bohaterów. I jak najbardziej jest to romans. Ale nie zapomniano też o innych wątkach. Są tacy, którzy chcą zmienić świat i wykreować go po swojemu, na własnych warunkach, używając przemocy oraz tacy, którzy się buntują.

Jestem bardzo ciekawa jak to się ułoży. Jestem spragniona dotyku Julii, bo można powiedzieć, że mnie naznaczyła. I już nie potrafię o nich zapomnieć. Pióro Tehereh mnie zaskoczyło. Bardzo lekko się czyta, wręcz pochłania. A w dodatku jest innowacyjne. Jeśli powiem, że to nowa era dla literatury, niestety będzie to przesada, ale rzeczywiście czułam, że to coś innego, nowoczesnego. Chociażby te irytujące przekreślenia. Ale ja ich nienawidzę.

Ps. Które wydanie wam się bardziej podoba - ze szklaną sukienką czy okiem?

Dotyk Julii #2
Dotyk Julii #3


czwartek, 15 maja 2014

"Wszechświaty" - Leonardo Patrignani

Wszechświaty #1


Teoria wieloświatów jest powszechnie znana, niektórzy w nią wierzą, inni uważają, że jest na tyle możliwa jak prawdopodobieństwo, że ktoś ,kto nigdy nie przeczytał książki może napisać dzieło na miarę Mickiewicza, załóżmy. Jednak nie da się zaprzeczyć, że opcja równoległych wszechświatów - różniących się detalami, gdzie istnieje nieskończenie wiele wersji twojego życia - jest intrygująca.

Własnie w oparciu o tę teorię autor napisał książkę, moim zdaniem, wykorzystującą opcjonalną część potencjału jaki daje ta koncepcja. Co nie było proste bo niewątpliwie było trzeba dogłębnie zbadać ten temat, żeby potem w trakcie pisania samemu się nie pogubić w rozmyślaniach. W każdym razie, mamy sobie dwójkę nastoletnich bohaterów, którzy żyjąc w odmiennych rzeczywistościach są w stanie ze sobą rozmawiać (telepatia i te sprawy). Nie da się ukryć, że nawiązała się między nimi specyficzna nić zrozumienia. Przyjaźń. A nawet miłość. W końcu postanowili się spotkać. Dość dziwne było to, iż potrafili komunikować się ze sobą za pomocą myśli, jednak gdy przyszło co do czego, stojąc teoretycznie naprzeciw siebie - w umówionym miejscu o konkretnej godzinie - nie widzieli się. To dopiero szczyt nadprzyrodzonych zjawisk.


"  - Alex, dlaczego nie przyszedłeś? Proszę cię nie mów mi, że nie istniejesz. - Jenny, jestem na molo, jestem tutaj!
- Ja także, dokładnie tam, gdzie ty mówisz, że jesteś. "

 Problemy Jenny i Alex'a, a raczej ich starania aby odnaleźć bezpieczne miejsce, w którym mogliby być razem, trwają dalej. Występuje również jakiś katastroficzno-apokaliptyczny wątek, ale mi się wydawał bardzo naciągany. Jakby autor na siłę wynajdywał sytuacje zagrożenia, bo mogłoby być za nudno z samą historią miłosną. Rozumiem, ale nie wiem dlaczego akurat w tę stronę to podążyło. Nieważne. Co do bohaterów, to są bardzo ludzcy i to mi się podoba. Naturalnie jest ich więcej niż wymieniona dwójka. Mamy jeszcze przyjaciela Alex'a, który jest mózgowcem i trochę im tam pomaga. No i rodziców, którzy więcej przeszkadzają niż udzielają wsparcia.

Styl Leonarda według mnie jest dobry, pisze tak, jakby każde słowo miało znaczenie. Podoba mi się to. Początek przyssał mnie do łóżka, nie mogłam się oderwać, ale muszę z przykrością stwierdzić, że potem coś się zmieniło i już nie było tak przejmująco. Zaczynało mnie to nudzić, i sama siebie zmuszałam, żeby się jakoś wciągnąć, ale nie mogłam. Może to przez mój ograniczony umysł, bo momentami musiałam się porządnie zatrzymywać, żeby ogarnąć, w którym świecie jesteśmy i to mnie trochę odrywało od lektury.

Mam takie wrażenie, że ta cała historia jest płytka, w sumie to nic z niej nie wyciągnęłam. Wiem, że czasem takich książek potrzeba, ale zawiodłam się. Prawdopodobnie mogłabym być mniej wymagająca, ale myślę, że jak na taki temat, motyw równoległych światów to ta książka powinna.. zachwycać. A mnie nie zachwyciła. Choć jak na początku napisałam, sądzę, że motyw wszechświatów został wystarczająco wykorzystany. Po prostu jakość nie jest równa potencjale.

Ale okładki są CUDOWNE <3

#2 Wszechświaty. Pamięć



środa, 23 kwietnia 2014

"Ukąszenie" - Lynsay Sands

Saga rodu Argeneau #1

Hahahaha, czy może być coś bardziej irracjonalnego niż wampirzyca mdlejąca na widok krwi? Niech mnie, może jedynie terapeuta w roli prezentu urodzinowego. To wszystko i jeszcze więcej w "Ukąszeniu"!

Greg jest przystojnym, bardzo przystojnym doktorem - terapeutą, psychologiem, jak zwał tak zwał. To jeden z tych Ideałów. Dużo zarabia, nie nie brak mu humoru, jedyny jego mankament to pracoholizm. Facet nie ma życia towarzyskiego. No ale oczywiście wszystko się zmienia, gdy porywa go matka Lissianny. Starsza z rodu wampirów. Czy Greg okaże się jedynie przekąską?

Oczywiście, że nie! Naturalnie, pierwsze o czym pomyślała Liss, gdy zobaczyła go przywiązanego do swojego łóżka, to to, że wreszcie będzie mogła się najeść. Na widok krwi mdleje, aczkolwiek ssanie prosto z żyły zapewnia komfort, że nie widzi się jej. Dlatego Też Liss żywi się własnie w ten sposób (który jest dozwolony jedynie w wyjątkowych sytuacjach), ewentualnie może jeszcze zamknąć oczy i pic krew z paczki, ale to nie jest praktyczne. W każdym razie, Greg okazuje się nawet kimś więcej niż terapeutą. Ma tylko jedną szanse - i musi być tym najlepszym wyborem - bo wampir tylko raz może dokonać Przemiany. Czy Greg będzie tym, z kim Liss spędzi resztę życia?

Przygody Liss i Grega są przezabawne. Śmiałam się jak nigdy. Samo podejście do tematu jest nietuzinkowe. Sands, ukazała wampiry na swój własny, unikalny sposób. Przede wszystkim, nie brak tu humoru, styl pisania jest prosty a akcja płynnie przechodzi jednej do drugiej sceny. Wszystko jest bardzo lekko napisane, ani razu nie miałam wrażenia , że coś zostało powiedziane wymuszenie. Nie, wszystko co trzeba wiedzieć zostało perfekcyjnie wplecione w fabułę. I tu brawa za pomysł, bo to  jedyna książka, jaką miałam okazję przeczytać, gdzie logicznie wyjaśnione jest narodzenie wampirów i także ich zachowania. Jeśli coś robią - jest podana przyczyna. Okej, można by stwierdzić, że nie ma tego klimatu tajemniczości, wyższości tych istot nad ludźmi, ale to nieprawda. Fakt, możne nie są aż tak drapieżne i różnią się trochę od zabójców - krwiopijców, co ukrywają się w lasach byle tylko nie zwrócić na siebie uwagi "chłopów z widłami i pochodniami", ale są fascynujące na inny sposób. Dbają o siebie nawzajem i stanowią kochającą rodzinę. Autorka zwróciła nasza uwagę na relacje panujące między nimi. Naprawdę milo wyobrazić sobie, nie są egoistami, tylko polegają na sobie wzajemnie. Maja też normalne problemy. Mi się własnie te "normalne" poboczne wątki najbardziej podobały.

Bohaterowie są w porządku, może nie wygórowanych lotów, ale wystarczająco. No i jest ich tam dużo, przez co nie pamiętam prawie żadnego imienia. Tę lekturę polecam tym, którzy chcą ujrzeć odmienne oblicze wampirów, przy tym świetnie, niezobowiązująco się bawiąc. Co jeśli twój sąsiad jest wampirem, a ty tego nie zauważyłeś, bo ma kochającą się rodzinę? Cóż, wygląda na to, że nie warto ślepo zawierzać stereotypom. :)

Wampiry Argeneau # 2

Wampiry Argeneau # 3


niedziela, 23 czerwca 2013

"Anielski ogień" - Courtney Allison Moulton





"Anielski ogień" - Courtney Allison Moulton


Strony: 420
Oprawa: miękka
Moja ocena: 5/6



Książka zaczyna się zwyczajnie : główna bohaterka Ellie żyje jak typowa nastolatka, oczywiście pomijając fakt pojawiających się u niej nocnych koszmarów, w których wciela się w wojowniczkę zabijającą potworne stworzenia.


Początek mnie nie zachwycił ale 
odetchnęłam z ulgą, kiedy na plan wszedł tajemniczy chłopak - Will, który był mocno zdziwiony faktem, że Ellie go nie pamięta. 

Jak mogła go pamiętać, skoro dopiero go poznała...? 





Z czasem Ellie coraz częściej wpada na Willa przy okazji dowiadując się o swojej przeszłości coraz więcej (mrocznych) szczegółów...


Autorka w ciekawy sposób stworzyła postacie do książki. Will jest kombinacją dwóch charakterów - mrocznego, odważnego mężczyzny potrafiącego bezwzględnie zabijać ale też kochającego i dobrego, opiekuna i przyjaciela. Jest też kilka czarnych charakterów, które wprowadzają dreszczyk emocji do powieści. Mimo, że postać Ellie na początku mnie irytowała, to jej późniejsze próby przyswojenia prawdy o swoim życiu sprawiały, że przez cały czas uśmiech nie schodził mi z twarzy. Cieszę się, że Moulton nie zrobiła z niej "szarej myszki", z którymi ostatnio często spotykam się w literaturze. Autorka przybrała Ellie ogniste włosy i mocny charakter, który bohaterka musiała w sobie ponownie odnaleźć.


   
Ellie i Will 
Przeszkadzało mi, że autorka tak bardzo skupia się na wytłumaczeniu wszystkich wprowadzanych informacji i powtarzaniu ich kilka razy. Miałam wrażenie, że miejscami czytam suchy, sztuczny tekst. Wolę kiedy wszystko wyjaśnia się z czasem - a nie tak jak w tym wypadku, zostałam zalana masą wiadomości upchniętych w jednym dialogu. Za to bardzo podobał mi się opis zachowań i uczuć bohaterów, którzy odkrywali siebie na nowo. 

Szata graficzna książki przykuwa uwagę i nie mam jej nic do zarzucenia - oczywiście domyśliłam się, że tą dziewczyną trzymającą klingę jest Ellie (chociaż ja wyobrażam ją sobie troszkę inaczej :)

Will

Ellie poznając od Willa (i od paru innych bohaterów :) ciekawe szczegóły swojego istnienia musi żyć w rozdwojeniu - swoim obecnym życiem i przeszłością. Musi pogodzić obowiązki córki i przyjaciółki, konfrontować się z nieznośnym ojcem a przy tym walczyć z prawdziwym złem. Moulton zachowała równowagę między tymi dwiema sferami wprowadzając jednocześnie do obu z nich dużo wydarzeń a przy tym nie gubiąc czytelnika. Czyta się przyjemnie i szybko ale dopiero pod koniec powieści poczułam do niej zachwyt.




Tak jak wspomniałam we wstępie recenzji - początek nie wywarł na mnie dużego wrażenia, miałam nawet ochotę odłożyć książkę i zabrać się za inną. Jednak cieszę się, że tego nie zrobiłam bo okazała się obfitą w akcję, śmieszne dialogi i odrobinę romansu powieścią. Moulton świetnie operuje dynamiką w powieści - gdy bohaterzy walczyli z okropnymi potworami miałam wrażenie, że również jestem uczestniczką bójek. Oczywiście mogłam odetchnąć z ulgą gdy na plan wchodził odważny Will..
Pod koniec czytania nie mogłam się opanować - akcja osiągnęła taki poziom, że musiałam doczytać "do deski". Całe szczęście jest to pierwsza część trylogii więc nie rozstanę się z zabawną Ellie i tajemniczym Willem na długo :)



sobota, 27 kwietnia 2013

"Bogini oceanu" - P.C. Cast

"Bogini oceanu" - P.C. Cast




Źródło: wymiana
Strony:408



Dzień ,w którym kończysz 25 lat powinien być dla Ciebie wyjątkowy. Masa znajomych kłębiąca się w domu ,tort ,symboliczna świeczka ,szalona impreza,wzruszeni rodzice i masa prezentów na stole. Przynajmniej tak powinno być... Dla porównania wyobraź sobie inną sytuację. Jest wieczór. Siedzisz sama w domu. Płaczesz. Jedynym towarzyszem jest butelka szampana i pilot od telewizora. Twoi rodzice nagrali Ci życzenia na sekretarkę i udali się na zagraniczną wycieczkę. Nawet Twoja przyjaciółka spędza ten wyjątkowy wieczór z kimś innym...


I jak? Życie C.C.  chyba nie jest zbyt ciekawe?
Wszystko zmienia się za sprawą jednego życzenia.
Czy to możliwe ,żeby magia zagościła w życiu śmiertelniczki?


Niczego nie spodziewająca się dziewczyna wsiada do samolotu ,który niedługo potem się rozbija. Dzieje się coś niespodziewanego - C.C. zamienia się duszami z syreną Ondine. Na początku jest zdezorientowana ,ale późniejsze wydarzenia sprawiają ,że jak najszybciej pragnie wrócić na stały ląd. Z pomocą przychodzi jej bogini Gaja. Nie może jednak ot tak przywrócić jej dawnego ciała. Zamienia ją w człowieka pod warunkiem ,że co trzecią noc wejdzie do wody i przemieni się w syrenę.  Zaklęcie zdoła przezwyciężyć tylko miłość osoby ,która wie o jej sekrecie.

Christine nie sprecyzowała jednak ,że chce wrócić do XXI wieku. Dla bogini czas to pojęcie względne ,więc przenosi ją do średniowiecza. Dziwnym dla niej nie powinien być widok: rycerza w lśniącej zbroi ,kobiet muszących podporządkowywać się mężczyźnie oraz zakonników oskarżających kogo popadnie o czarną magię.

Jak dalej potoczą się jej losy?
Czy uda jej się wrócić do życia na lądzie?
Kto ją pokocha?

"Bogini oceanu" jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie jestem wielką fanką P.C. Cast ,chociaż wcześniej zetknęłam się tylko z cyklem Dom Nocy. Moim zdaniem nie należy on do zbyt ambitnych. Natomiast ta książka jest zupełnie inna i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 


Najbardziej spodobała mi się C.C. - tak ,wiem. To nie jest zbyt odkrywcze lub nieprzewidywalne. Ona miała po prostu to coś ,co sprawiało ,że nie można było jej przeoczyć.  Cała moja uwaga była skupiona na jej myślach i przewidzeniu co zrobi w następnej chwili. Jej osobowość była tak optymistyczna i promienna ,że nie sposób było się nie uśmiechać czytając o jej losach.

Autorka książki w sposób godny zainteresowania przeniosła mnie do XV wieku. Opisy scenerii ,w której wszystko się rozgrywało były tak fenomenalne ,że bez zbędnego wysiłku umiałam sobie wszystko wyobrazić. Mnogość epitetów ,kolorów pozwoliła mi poczuć i posmakować średniowiecznej kuchni oraz wędrować po starym zakonie.

Ukazanie wielu bohaterów o kontrastujących osobowościach było bardzo dobrym posunięciem. Poznałam: bogobojnych zakonników ,grzesznego przeora ,dzielnego oraz ograniczonego myślowo rycerza ,trytona romantyka ,sprytną i dowcipną C.C. ,mądre i dojrzałe kobiety oraz wielu ,wielu innych...

"Bogini oceanu" to lektura obowiązkowa dla fanów mitologii oraz magii. Może nie jest ich bardzo dużo ,ale nie zmienia to faktu ,że są ze sobą bardzo smacznie i sprawnie połączone. 

Pewnie pamiętacie ,że nie przepadam za łzawymi i ckliwymi wątkami miłosnymi. Jeżeli ja je tutaj przetrwałam ,to zrobi to z całą pewnością każdy ;) Nie powiem - niektóre sceny były dla mnie miłym zaskoczeniem i czytało je się raczej śmiesznie niż wstydliwie.... A może tylko ja tak mam??


Moja ocena: 4+/6

W sumie długo się wahałam ,ale ostatecznie po rowerowej dyskusji z Doobranocką stwierdziłam ,że ta będzie adekwatna.

"Bogini oceanu" to miła ,wręcz bajkowa opowieść. Czas spędzony z nią w ręku uważam za jak najbardziej wartościowy. Na pewno zapoznam się z kolejnymi częściami tej serii.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:




piątek, 29 marca 2013

"Syrena" - Tricia Rayburn


"Syrena" - Tricia Rayburn

Strony: 359
Oprawa: miękka
Źródło: empik


Sięgając po tę książkę chciałam doświadczyć czegoś nowego z dziedziny fantasy. Okładka oraz nietuzinkowy temat o syrenach przyciągają uwagę . Jednak w rzeczywistości trochę lepiej wyobrażałam sobie tę powieść. A przynajmniej pierwsza część aż tak mnie nie zachwyciła.


Autorka prezentuje nam postacie dwóch sióstr : starszej Justine i młodszej Vanessy. Każde wakacje spędzają z rodzicami w miasteczku Winter Harbor. Zazwyczaj całe dnie przesiadują na plaży lub skaczą z urwiska Chione - jednak Vanessa zawsze boi się skoczyć i odkłada wyzwanie na następny rok. Justine jest jej przeciwieństwem - odważna, towarzyska, ma wiele zainteresowań i bierze udział w różnych rozgrywkach sportowych. Siostrom towarzyszą dwaj chłopcy:  Caleb, który  w każde wakacje romansuje z Justine oraz Simon, który dogaduje się z Vanessą i pełni rolę opiekuna, który zawsze pilnuje towarzystwa. 




Gdy Justine niefortunnie skacze z urwiska i ginie w głębinach wody Vanessa zaczyna przeczuwać coś złego. Wkrótce następuje seria tragicznych wydarzeń - przerażeni mieszkańcy nadmorskiego miasteczka znajdują na plaży ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w szerokim uśmiechu. Akcja zaczyna się rozwijać - moim zdaniem niestety trochę za wolno..




Może to tylko moje odczucie i jestem zbyt niecierpliwa ale nie mogłam się w końcu doczekać kiedy Vanessa zrozumie, że dziewczyny, które spotyka to syreny. Autorka bardzo obrazowo je opisała - długie lśniące włosy i niesamowite jasne oczy z srebrną poświatą. Zawsze gdy bohaterka była w ich pobliżu czuła silny ból głowy i  przerażenie. 



Autorka nie dodała syrenom ogonów - byłam tym trochę rozczarowana, może dlatego, że jestem przyzwyczajona do ogólnego obrazu syreny jako pięknej istoty z rybim ogonem zamiast nóg. Ale i bez ogona sprawiały wrażenie przerażających i władczych. W drugiej części pt.:"Głębia" nareszcie doczekałam się bardzo rozwiniętej akcji i nieprzewidywalnych wydarzeń. 
To dziwne, ponieważ zazwyczaj pierwsza część jest bardziej wciągająca niż druga - ale w tym przypadku było inaczej. Czytało mi się szybko i przyjemnie i dużo lepiej niż "Syrenę". Ogólnie pomysł na książkę bardzo dobry i ciekawy jednak nie zrealizowany zbyt dobrze. 
Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło jednak nie jestem pewna czy sięgnę po trzecią część pt:"Mroczna toń".

Oceniam na 4+

środa, 27 marca 2013

"Dotyk Gwen Frost" - Jennifer Estep

Akademia mitu #1 - Dotyk Gwen Frost


Jeśli znudził wam się obraz bogów ze Starożytnej Grecji - wciąż od nowa przerabiany w szkole, książkach czy opowiadaniach - to pora by sięgnąć po serię Akademia Mitu

  Nie jest to jednoznacznie pozytywna opinia, zwyczajnie uważam, że jest to bardzo świeża i intrygująca propozycja przedstawienia bogów, takich jakich znamy, w odmienny sposób. 

Główną bohaterką książki jest Gwen Frost, dziewczyna - jak łatwo się domyślić - posiada unikalny dar. Za pomocą dotyku uzyskuje informacje o  przedmiocie lub osobie. Przeważnie są to emocje, czasem wspomnienia (chodzi o to, że w jakiś magiczny sposób odczytuje ich "wibracje"). W Akademii do której uczęszcza, nie jest  lubiana. Incydent z poprzedniej szkoły pozostawił na niej silne emocjonalne znamię, więc nie czuje potrzeby znalezienia przyjaciół na siłę. Można wręcz powiedzieć, że spotyka się z brakiem szacunku i dyskryminacją. Dlaczego? Oczywiście chodzi tu o jej moc. Jest jedyną osobą w szkole o takich zdolnościach. Reszta uczniów to potomkowie bohaterów starożytnych (Amazonki, Spartanie itp). A Gwen nazywana jest Cyganką i nigdzie nie pasuje. 

Książka nabiera tempa w momencie kiedy ginie jedna z uczennic akademii. Nie wzbudziło to powszechnego szoku czy smutku, gdyż w tej szkole jest to zjawisko występujące dość często. Ale Cyganka jest nowa w akademii i choć nie kolegowała się z ofiarą, postanowiła dowiedzieć się co tak naprawdę zaszło. Dręczyło ją to dotkliwie, przez fakt, iż była na miejscu zdarzenia i to ona mogła zostać zabita oraz, cóż, ma wrodzoną ciekawość. Nie jest tajemnicą kto prawdopodobnie stoi za zabójstwem - Żniwiarze czyli słudzy boga Lokiego - ale czy taka 'oczywista oczywistość' ma punkt odniesienia w każdej sprawie? Pewnie tak, ale ta historia jest bardziej zawiła niż ktokolwiek by przypuszczał.. 


Znalazłam tę książkę w bibliotece, o dziwo, bo zazwyczaj nie ma tak niedawno wydanych pozycji. Definitywnym plusem "Dotyku Gwen Frost" jest jego prosta forma oraz - o czym już wspomniałam - pomysł autorki na nową, niebanalną historię. Jestem pod wrażeniem, z jaką subtelnością J.Estep zmieniła znany już wątek w coś nowego. Wymagało to dużej dozy odwagi, bo jak dotąd każdy bazował na tym samym, dobrym pomyśle. Wciąż przewijające się tematy bogów olimpijskich lub herosów nie jednego czytelnika zdążyły znudzić. A ta książka jest odstąpieniem od reguły. Mimo, że sfera sacrum opisana jest bardzo skromnie, to mam nadzieje, że w następnych częściach administracja w świecie bogów zostanie dokładniej opisana. Głęboko wierzę, że nie będą to ci sami bogowie co zawsze, a jeśli już to przedstawieni w innej formie. Każdy na pewno, chociaż ze szkoły, zna boginię Atenę czy herosów (pół bogów - pół ludzi). W Akademii Mitu poznajemy Wybrańców. Potomkowie rodzin kiedyś zasłużonych u danego boga, dzisiaj, mają ważną misję, pokonać boga Lokiego. Z początku sceptycznie podeszłam do kwestii 'cyganki' jako przezwiska Gwen. Ona się z tym przydomkiem utożsamia, lecz ja nie wiedziałam co o tym myśleć, na szczęście miłe mnie to zaskoczyło. :) 

Nie obejdzie się również bez perypetii miłosnych. Nasza postać i w tym sobie radzi całkiem dobrze, choć jak na tę część serii nie skończy się to obiecująco. Frost zaprzyjaźnia się również z irytującą, lubiącą różowy kolor Daphne'ą. Lecz niech was to nie zwiedzie, gdyż jest to godna uwagi postać, może nawet bardziej interesująca niż sama Gwen.


Z przykrością muszę stwierdzić, że rozczarowały mnie opisy miejsc i uczuć, były nijakie i okrojone tak, jak tylko się dało. Nie odnalazłam w tej książce żadnego przesłania, a lubię kiedy lektura niesie ze sobą głębszą treść. Takim małym minusikiem jest również czcionka tekstu, gdyż litery były zbyt wielkie i czytałam z pewnym dyskomfortem, ale zdaję sobie sprawę, że może to dotyczyć tylko mnie. 


Podsumowując, jest to lektura dla niewymagających czytelników, którzy chcą mile spędzić czas przy nowej odsłonie powszechnie znanych bogów. POLECAM! 


Ocena: 4+/6



Następna cześć:  Akademia Mitu #2  -  Pocałunek Gwen Frost
Akademia Mitu #3 -  Tajemnica Gwen Frost

piątek, 1 marca 2013

"Zapomniane" - Cat Patrick


"Zapomniane" - Cat Patrick


Strony: 311
Oprawa: miękka
Źródło: empik


Książkę kupiłam z racji tego, że bardzo przykuła mnie jej nietuzinkowa okładka oraz pomysł na fabułę - taka kombinacja mnie zaintrygowała.


Główna bohaterka London Lane ma nietypowy "dar" :

" Widzę migawki przyszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro, i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację. Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa...Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama mnie okłamuje. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałabym zapamiętać na zawsze, jak bardzo..."

Na początku - wielki zawód. Czytając miałam wrażenie, że pisze to jakaś czternastolatka : dziwne, nietrafione wymiany zdań, ogromna prostota języka...a do tego pozwolę sobie zacytować fragment, podczas którego nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać :

"-W której jesteś klasie ? - pyta
-W jedenastej - odpowiada Luke
-Jedwabiście. My też - oznajmia"

"Jedwabiście"..? Naprawdę nie wiem czy to błąd w tłumaczeniu ale zdarzają się w książce pewne podobne do tego dialogi. 

Z każdym nowym dniem London czyta notatki opisujące dzień wczorajszy - aby wiedzieć co robiła, z kim się pokłóciła. Jej syndrom zapominania przeszłości jest bardzo ciekawy. Szkoda tylko, że dopiero od połowy książki czytelnik przyzwyczaja się do jej postaci. Nie wiem czy przyczyna tkwi w tym, że musiałam "przestawić się" na język autorki czy może dlatego, że akcja dopiero w wtedy zaczyna nabierać tempa i pojawiają się wydarzenia, które mnie zaskoczyły. Niestety zostają one umieszczone w połowie i prawie na sam koniec pojawia się punkt kulminacyjny i BUM - książka się kończy.

Najgorsze co mogę odczuć czytając książkę to chęć sięgnięcia po inną. Niestety, tak było w przypadku "Zapomniane". Świetny pomysł ale źle zrealizowany. Zdziwiłam się, że Paramount Pictures zakupił prawa do ekranizacji powieści (rolę głównej bohaterki zagra Hailee Steinfeld, która moim zdaniem w ogóle nie pasuje do postaci London).

Chciałam ocenić książkę na 3 jednak daję jej 4, ze względu na rozwój akcji (niestety od połowy) i zaskakujące zakończenie. Miałam wrażenie, że autorka od połowy książki się "obudziła" i zaczęła nareszcie pisać konkretnie.

Pojawia się pytanie, czy warto ją w ogóle czytać skoro od połowy dopiero się coś dzieje. Myślę, że tak - jeśli nie masz nic innego do czytania a chcesz przeczytać coś w jeden dzień. 
Książkę polecam też osobom, które chcą odpocząć od trudniejszych książek i zapuścić się w świat nastoletniej, dziwnej dziewczyny, która widzi przyszłość.



niedziela, 20 stycznia 2013

"Siedem promieni" - Jessica Bendinger

"Siedem promieni"-Jessica Bendinger


Strony: 321
Oprawa: miękka
Żródło: antykwariat (12zł)

Czego można się spodziewać po autorce scenariusza czwartego sezonu "Seksu w wielkim mieście"

Na pewno czegoś wyjątkowego i dziwnego ,ale w pozytywnym sensie. Niestety jest jedno ,ale. Albo ją pokochasz od pierwszej strony ,albo znienawidzisz...

Elizabeth Ray Michaels to zwykła  siedemnastolatka. Mieszka sama z matką ,ponieważ jej rodzice się rozwiedli. Jest niesamowicie inteligentna i zdolna. Jako jedyna z rocznika ukończyła wcześniej liceum. Zawsze myślała ,że jej życie jest nudne ,ponieważ nie udzielała się zbytnio towarzysko ,a co za tym idzie nie była popularna ani lubiana. Ostatnio jednak coś zaczęło się psuć. Z jej wzrokiem stało się coś dziwnego. Widzenie różowych kropek ,lin ,supłów i ciemnego dymu chyba nie jest normalne?Wszystko zaczęło być podejrzane kiedy została poproszona o udanie się do gabinetu dyrektora. Otrzymała tajemniczy list zaadresowany do Alef Bet Ray. Na karteczce napisane było tylko: "Jesteś kimś więcej ,niż ci się wydaje".


Kto wysłał list?
Jaki miał cel?
Kim jest Alef Bet Ray?

Po wielokrotnym prześledzeniu tekstu zaczęły nachodzić ją wątpliwości. Może chodzi o jej problemy ze wzrokiem lub wybitną zdolnością uczenia się? Wycieczka na strych rozwiązała częściowo jej wahania. Znalazła  kilkanaście podobnych listów w złotych kopertach. 

Czemu jej matka je ukryła?

Tego wszystkiego było za dużo. Halucynacje ,tajemnice ,a do tego jeszcze dziwna relacja z mega popularnym i przystojnym Richiem McAllisterem... Normalne nastolatki raczej nie mają takich problemów ,ale Beth dzięki wsparciu chłopaka próbuje rozwiązać dręczącą ją tajemnicę. Oczywiście po drodze pozna wielu ciekawych ,a zarazem dziwnych ludzi oraz pokona wiele przeciwności.

Co ukrywa jej matka?
Jak rozwinie się  relacja z Richiem?
Czy uda się jej się poznać swoje pochodzenie?



Okładka i napisane na niej słowa mnie oczarowały ,bo od kilku tygodni wypatrywałam "Siedmiu promieni" w Matrasie ,ale niestety nie udało mi się ich namierzyć. Na allegro natomiast nie opłacało mi się zamówić książki ,która kosztuje tylko kilka złotych więcej niż koszt przesyłki. Dałam za wygraną ,ale dzięki moim co piątkowym wizytom w antykwariacie wreszcie udało mi się ją zdobyć.

Na początku czytania byłam bardzo podekscytowana. Tak długo czekałam ,by wreszcie ją mieć!! Pierwsze 3 rozdziały były dla mnie dziwne. Jakoś nie umiałam się wciągnąć i szybko  odłożyłam ją na szafkę nocną. Na szczęście nadeszła środa i jakże "ciekawa ,porywająca oraz charyzmatycznie prowadzona" lekcja historii z panem "Guciem". Kto na moim miejscu nudziłby się 45 minut kiedy facet gada cały czas patrząc się w sufit? No to od niechcenia wyjęłam "Siedem promieni" i zaczęłam czytać. Dopiero pod koniec lekcji ,kiedy byłam w połowie książki ,wreszcie zaczęło się coś ciekawego dziać. Wszystko było jednak dla mnie zbyt nieprawdopodobne i nierealne. Czasami myślę sobie ,że niektórzy autorzy piszą "na siłę". Zależy im głównie na pieniądzach i nawet przez ułamek sekundy nie myślą o swoich czytelnikach. W tym przypadku tak właśnie jest. Cały pomysł jest moim zdaniem całkiem dobry ,ale zbyt rozwleczony. Wyrzuciłabym ponad połowę stron ,więc dlaczego "Siedem promieni" nie zostało wydane na przykład w jakimś małym zbiorze opowiadań? To by było lepsze posunięcie.

Bohaterowie są ciekawi i wyraziści ,jednak najbardziej do gustu przypadła mi Gimmy.

"Ja jestem tą ,która nadaje intensywność doznaniom i widzi nasycenie kolorów ,która daje komórkom energię ,znacząc je krwią.To ja wydobywam sens z eteru i wbijam go w ciało. Na płótnie ,jakim jest człowiek ,zostawiam znak nieskończoności. Za pomocą koloru ,krwi i tuszu zwiększam częstotliwość drgań każdej osoby. Zawracam zagubionych członków plemienia do ojczyzny ich duszy".

Każda z 7 dziewczyn ma wyjątkowy dar ,który czasami jest przez nie postrzegany jako przekleństwo. Tak właściwie przez całą powieść nie wiemy dlaczego historie dziewczyn przerywają główny wątek. Dopiero ostatnie strony wszystko wyjaśniają. Głównym wątkiem książki jest tajemnicza przeszłość Beth ,ale także uczucie ,które zrodziło się między główną bohaterką ,a Richiem. Chłopak przechodzi w książce przemianę ,nie tylko dosłownie ,ale i w przenośni!

Trudno określić gatunek jaki reprezentuje książka. Dlatego pozwoliłam sobie podać dwa.

Moja ocena: 3/6
Książka w miarę w porządku ,ale jestem pewna ,że nie kupię już więcej książek tej autorki. Nadaje się na gorsze dni ,kiedy ma się ochotę coś poczytać ,ale myślami jest się gdzie indziej.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:



Małe pytanie:



Mam bardzo dużą (oczywiście jak na moje możliwości) kolekcję książek. Z reguły nie kupuje czegoś co mnie nie przekona ,bo wiadomo ,że szkoda na takie rzeczy pieniędzy. Dużo osób jednak to wykorzystuje i pod pretekstem pożyczenia przywłaszczają sobie co nieco. Nie mówię tego do Doobranocki i Emily ,bo one oczywiście mają dożywotne pozwolenie na pożyczanie wszystkich książek ,ale do wszystkich innym. Kilka razy zdarzyło mi się ,że będąc u kogoś zobaczyłam swoje książki na honorowym miejscu na regale. Jakie było moje zdziwienie ,kiedy pytając się kiedy dana osoba odda mi moją własność dowiedziałam się ,że rzekomo te książki nie są moje!!! Co za bezczelność!! Dlatego w mojej głowie zrodziła się myśl ,by zamówić pieczątkę z napisem: Własność (imię i nazwisko) i oznaczać wszystkie książki. Co o tym myślicie? Jakie macie doświadczenia z pożyczaniem swoich książek?

niedziela, 30 grudnia 2012

"Geneza" - Jessica Khoury

"Geneza" - Jessica Khoury


Strony: 505 

"-O doskonałości-mówi szeptem wujek Antonio-świadczą czyny Pia."


"Geneza" to książka poświęcona w całości przygodom Pii. To siedemnastoletnia dziewczyna ,która znacznie się różni od swoich rówieśników. 

W czym tkwi jej wyjątkowość?


Jest doskonała i nieśmiertelna. Na prawdę. Nie żartuję.Została stworzona przez grono naukowców w tajnym instytucie ukrytym w Puszczy Amazońskiej. Wszyscy pracownicy Little Cam traktują ją jak największy skarb. Trzymają ją na zamkniętym terenie placówki. Nie pozwalają jej wyjść za ogrodzenie nawet na minutę. Dbają o jej edukację ,ale cenzurują większość zagadnień geograficznych i historycznych. Pia ma doskonałą pamięć. Potrafi wyrecytować łacińską nazwę wszystkich otaczających ją roślin ,podać wszystkie cechy napotkanego zwierzęcia. Natomiast nie wie kto to jest Szekspir ,Platon ,albo ile jest kontynentów. Jej największym marzeniem jest dołączenie do zespołu Immortis i stworzenie mężczyzny doskonałego. Wiadomo ,chce mieć towarzysza swojego życia. Wszystko zmienia się w jej urodziny. Wymyka się naukowcom w poszukiwaniu nowych przygód w lesie. Po drodze spotyka Eio - wojownika z plemienia Aioa. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy co przyniesie ta znajomość i jakich sekretów strzegą mury Little Cambridge.

Czy prawda ją wyzwoli?
Kim tak na prawdę jest Pia?
Czy mimo wszystko odnajdzie szczęście?


Pierwsze na co zwróciłam uwagę była sceneria i klimat książki. Bezkresna puszcza pełna kolorowych kwiatów ,szumiących liści ,dojrzewających owoców i wijących się lian. Mnóstwo szczegółów ,kolorów i zapachów sprawiło ,że przeniosłam się do Amazonii. Razem z Pią po raz pierwszy wąchałam kwiaty ,chowałam się w gęstwinie i obserwowałam zwyczaje dzikiego plemienia Aioa.

Pia i Eio są opisani bardzo szczegółowo. Zamykając oczy widziałam ich sylwetki. Jednak nie byłam skłonna przewidzieć ich zachowań ,a tym bardziej tego co zaraz powiedzą. Raz byli śmiertelnie poważni ,by za chwilę rozładować atmosferę. Sylwetki naukowców ukazano ogólniej. Nie mieli w sobie nic szczególnego ,więc czasami zdarzało mi się ich mylić co było lekko irytujące.

"-My Aioa ,wiele rzeczy robimy inaczej ,owszem ,ale w wielu sprawach wcale nie różnimy się od was.
-Jak to możliwe?
-Jemy ,śpimy ,oddychamy. Uśmiechamy się ,kiedy jesteśmy szczęśliwi i płaczemy kiedy jesteśmy smutni. Kiedy pływamy musimy się wynurzyć ,żeby zaczerpnąć powietrza. Kiedy pracujemy cały dzień bolą nas plecy. Kiedy się skaleczymy - krwawimy.[...] Ci z nas ,którzy są silni opiekują się słabszymi ,a my żyjemy tak ,żeby ci ,którzy mają nad nami władzę ,byli zadowoleni."

Duże wrażenie wywarł na mnie wątek dotyczący tubylców. Legendy ,rytuały ,tradycje i jedność ludu ujęły moje serce. Nigdy nie miałam okazji poznać żadnego plemienia ,ale nie zawiodłam się ;) Książka pokazała ich wyraźniej niż programy faceta chodzącego boso (chyba nie muszę używać jego nazwiska?).
Ostatnie rozdziały są bardzo nieprzewidywalne i pełne brutalności. Główni bohaterowie zmagają się ze swoją  odmiennością oraz z prawdą o stworzeniu Pii.

Zawsze gdy czytam wybieram sobie jednego ulubieńca. Tym razem padło na Harriet. Pewna siebie (szczególnie intelektu) ,wygadana ,charyzmatyczna ,broniąca swoich poglądów ,odważna ,ale jednak przegrana. Mam wymieniać dalej?

Nie wiem jaką jej nadać kategorię. Może macie jakieś pomysły?

"Nazwy mają potężną moc. Wyróżniają rzeczy i nadają im znaczenie."

Jeżeli chcesz zapoznać się z historią jedyną w swoim rodzaju i nie boisz się prawdy ,która potrafi zniszczyć to ta książka jest wydana specjalnie dla ciebie.

Jessica Khoury spisała się na medal. Jej książka jest na tak wysokim poziomie ,że aż się boję co będzie dalej. Warto tu nadmienić ,że jest to jej debiutancka powieść. Dałam  kredyt zaufania nowicjuszowi ,by w ten sposób odnaleźć prawdziwą perełkę.

Moja ocena: 5/6 

sobota, 29 grudnia 2012

„ Kruk” - Kelly Creagh





„Kruk” -  Kelly Creagh


"Nevermore" to seria książek opowiadających o Varenie 
i Isobel, milkliwym, często sardonicznym gocie i ślicznej, cieszącej się popularnością, czirliderce. Zrządzeniem losu tych dwoje zostaje zmuszonych do wspólnej pracy nad projektem z literatury. 
Dziewczyna szybko ulega fascynacji niepokojącym światem snów Varena, opisanym na kartkach dziennika, w którym ożywają najkoszmarniejsze opowieści Edgara Allana Poego.


Zaintrygował mnie pomysł autorki na romans dwóch tak skrajnie różniących się osób. Isobel nie przypadła mi do gustu - nie mogłam znieść tego jej "czirliderowania", chyba po prostu nie lubię tego sportu. Varen od początku był tajemniczy i miałam ochotę czytać tylko o nim. 




Ucieszyłam się, że wreszcie jakaś książka porządnie porusza świat snów, którym interesuję się od dawna. Widać, że autorka zgłębiła wiedzę na temat świadomego snu oraz podróży poza cielesnej (zwanej też jako OOBE -out of body experience). Jednak tylko czytelnik, który ma świadomość istnienia takich terminów będzie wiedział dokładnie o co chodzi. 
Creagh opisuje tylko czym się te zjawiska przejawiają i kiedy doświadcza ich nieświadoma niczego Isobel autorka nie mówi dokładnie czym one są.
Ale mam nadzieję, że poprzez ten zabieg Creagh zachęci czytelnika do zasięgnięcia wujka Google.

Książka ani na chwilę nie zwalnia tempa. Są różne zwroty akcji, ciekawe postacie oraz niesamowicie budowane napięcie. Czytając późnym wieczorem tę książkę autentycznie bałam się ciemności mojego pokoju. Autorka bardzo obrazowo opisała przerażających Noków z krainy snów oraz te chwile napięcia, wyczekiwania i zaskoczenia.


W kwestii postaci to bardzo, ale to bardzo polubiłam Gwen, która pojawia się w pierwszej części Nevermore. Jest wygadaną, sarkastyczną dziewczyną o pozytywnym przysposobieniu.  Zaprzyjaźnia się z Isobel, którą porzucają jej dotychczasowi, popularni przyjaciele. Możliwe, że gdyby nie postać Gwen, ta książka byłaby po prostu jakąś opowieścią o miłości Isobel
(dziewczyny głupkowatej i miejscami infantylnej) i Varena (chłopaka tajemniczego i pociągającego). Bardzo bym chciała, żeby Creagh napisała jakąś osobną książkę tylko o Gwen.

Oto jak Isobel opisuje Gwen :

„ Wątła, o długiej szyi, przypominała Isobel gęś. Zawsze ubierała się w długie i zwiewne kwieciste spódnice oraz czarne trykotowe spodnie, a do tego dopasowane swetry, które wkładała na ciasne bluzki. Nosiła też okulary w owalnych oprawkach i miała proste, kasztanowe włosy, tak długie, że mogłaby na nich usiąść ”

Słowa Gwen :
„ -Patrz na drogę albo będziesz eunuchem, zanim noc się skończy


- E… Tak, poproszę duże krążki cebulowe, duże frytki, duży shake czekoladowy i dużą, niesłodzoną mrożoną herbatę. Niesłodzoną, czyli bez cukru. Ale naprawdę bez cukru, bo jeśli choćby sobie wyobrażę, że czuję odrobinę cukru, to wrócę i będziemy się pojedynkować na plastikowe widelce.




Pochłonęłam również drugą część Nevermore pod tytułem „ Cienie”. Jest tam bardzo mało Varena - ze względu na zbieg wydarzeń - i cały czas śledzimy Isobel, która już nie jest tak głupkowata jak w pierwszej części ale miejscami nadal mnie irytuje. Na szczęście wszystko rekompensuje niesamowita postać Gwen, która nie wiem jak wytrzymuje z Isobel :)





Wiem, że więcej złego niż dobrego napisałam o Isobel więc teraz powiem coś, co samą mnie zaskoczyło. Otóż ona i Varen faktycznie do siebie pasują. Gdy razem ze sobą przebywają, rozmawiają i zbliżają się do siebie - widać, że uzupełniają siebie nawzajem.







Książkę oceniam 5/6, ponieważ są pewne istotne rzeczy, które bym w niej zmieniła (na pewno zachowanie Isobel). Jednak nie zniechęcajcie się tą postacią bo możliwe, że tylko ja ją tak odebrałam. Uważam, że warto przeczytać tę książkę (chociaż ze względu na Varena, Gwen, tajemniczy świat snów i wydarzenia przyprawiające o gęsią skórkę)



piątek, 28 grudnia 2012

"Pomiędzy" - Tara Hudson

    


"Pomiędzy" - Tara Hudson


Strony: 342

Wyobraź sobie ,że pewnego dnia budzisz się ze świadomością ,że nie żyjesz. Nie pamiętasz swojego życia ,rodziny ,przyjaciół i co gorsza tego w jaki sposób umarłaś. Pamiętasz tylko unoszenie się wraz z nurtem rzeki. Błądzisz po świecie żywych. Nie możesz zaznać spokoju. Nikt Cię nie widzi ,nie słyszy. Twoja egzystencja to udręka. Dodatkowy ból zadaje Ci myśl ,że jesteś na świecie sama. Jednak jeden wieczór zmienia wszystko. Ratujesz życie młodemu chłopakowi. Potem dowiadujesz się ,że jest osobą zdolną Cię zobaczyć i wysłuchać. Wasza znajomość przeczy wszystkim prawom ,ale coś Was ciągnie do siebie. Wszystko zaczyna się układać ,ale czy aby na pewno?

Jak wyglądało życie Amelii przed jej śmiercią?
Kim jest tajemniczy rockman pojawiający się w najmniej oczekiwanych momentach?
Czy zakochani pokonają przeciwności?


Na początku chciałabym z całego serca podziękować Tirindent. Zorganizowałaś cudowny konkurs i bardzo mi miło ,że to właśnie moja historia najbardziej przypadła Ci do gustu. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z jaką radością oczekiwałam na listonosza ,a później rozrywałam paczkę.

"-Nigdy nie wytłumaczyłeś mi ,dlaczego mam mówić do ciebie "Joshua" ,skoro inni tak się do ciebie nie zwracają.
-Naprawdę?
-Naprawdę.
-Ludzie ,na których najbardziej mi zależy...tylko oni mogą nazywać mnie Joshuą."


Książka sprawiła ,że oderwałam się na chwilę od rzeczywistości. Razem z Amelią przeżywałam zatrważające chwile oraz miłosne uniesienia. Historia tej dziewczyny jest niewiarygodna. Jej wspomnienia są uwarunkowane świadomością jej stanu fizycznego i emocjonalnego. Jej ciągłe zagubienie i niepewność mogą lekko irytować ,ale są całkowicie uzasadnionymi zachowaniami. Trudno zachowywać się inaczej będąc skazanym na wieloletnią samotność i błąkanie się po świecie. (Dopiero później staje się dojrzalsza i pewniejsza siebie). Joshua to jej całkowite przeciwieństwo. Popularny ,żywiołowy ,otoczony wianuszkiem panienek z maślanymi oczkami. Trudno go nie zauważyć. Nikt nie spodziewa się zatem ,że jest coś z nim nie tak. Jest Medium. Widzi ,słyszy ,czuje zmarłych. To dziedzictwo jest przekazywane w jego rodzinie od pokoleń.

Czy związanie się z Amelią będzie dla niego bezpieczne?


Na pewno nikt nie jest pewien co nas czeka po śmierci. Jednak wizja świata zmarłych ukazana przez Tarę Hudson jest przerażająca. Mrok ,tajemnica i zdradliwe wody rzeki sprawiają ,że czytelnik ma gęsią skórkę podczas czytania. Muszę przyznać ,że z bólem serca gasiłam wieczorem światło. W tym momencie myślałam o koszmarach towarzyszącym  Amelii. (o co chodzi nie zdradzę!)

"Pomiędzy" to książka ,na którą długo czekałam. Nigdy nie spotkałam się z podobną historią.  Nie mówię ,że jest idealna. Wiadomo ,nie wszystko mi się w niej podobało. Nastoletni bohaterowie byli strasznie przewidywalni. O ile się nie mylę już po dwóch ,trzech spotkaniach zakochują się w sobie. Czy to jest realne?
Wszystko było Hollywoodzkie ,miało pozytywne zakończenie. Nie tego się spodziewałam. Dużą uwagę przykuła babcia Josha. Chciałabym ją lepiej poznać ,a przede wszystkim dowiedzieć się o tradycjach jej kręgu obdarzonych wzrokiem. Szkoda ,że to nie jest możliwe ...

Moja ocena: 4-/6