Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 lipca 2014
"Ogród wspomnień" - Amy Hatvany
Wiecie, chyba dla każdego przychodzi taki czas w życiu kiedy zastanawia się jak wpłynęło na niego dzieciństwo, że dziś jesteśmy tym kim jesteśmy. Myślę, że wszyscy noszą w sercu żal, związany z okresem kiedy nie byliśmy jeszcze w stanie się obronić. Dzieciństwo. Co mogliśmy zrobić w wieku dziesięciu lat? Nic. Wszystko zależało od osób, którzy sprawiali nad nami pieczę. A co jeśli sobie z tym nie radzili? Co jeśli wywołali u nas łzy każdej nocy, wykreowali potwory spod naszego łóżka i pokazali nam czym jest smutek, złość i lęk? Czy będąc dorosłym można wybaczyć błędy rodziców sprzed lat? Jak można przebaczyć, skoro to nas definiuje a koszmary przychodzą. Wciąż przychodzą...
Jeśli dobrze się zastanowimy, to każdy z nas może być taką Eden. Główna bohaterka jest już dorosła, ale wciąż nie może uwolnić się od przeszłości. Od bardzo dawna nie miała kontaktu z ojcem, i czas by go odszukać. Jest już gotowa. Gotowa wybaczyć, że się poddał. Gdy miała dziesięć lat ojciec był jej całym światem. A ona jego promyczkiem, rozpraszającym wszystkie cienie. David był chory psychicznie, właściwie nie wiadomo było co mu dolega, ale nie radził sobie sam ze sobą. Powoli wkraczał w ciemność ,aż go owładnęła. Próbował popełnić samobójstwo i od tamtego czasu się nie widzieli. Nie wrócił do domu, zabrano go do szpitala i tyle. A dwadzieścia lat później Eden chce go odszukać, bo nigdy nie przestała go kochać.
Od początku się wie, że to opowieść pełna goryczy, jednak niezwykłe były te nikłe iskierki, momenty kiedy zaśmiałam się, czując pozytywne emocje, chociaż w następnym odruchu upominałam się, że ma to być dramat pełen żalu. Bo własnie, główna bohaterka poszukuje ojca i odnajduje miłość swego życia. Przeplecione są melancholijna determinacja by nawiązać kontakt z tatą oraz odnajdywanie bezpieczeństwa w ramionach mężczyzny, który, notabene, pomaga osobom bezdomnym. Przy tej znajomości towarzyszyły mi igraszki motylków w brzuchu, przyjemnie łaskotały. Miło było widzieć, że dziewczyna ma takie wsparcie. Uczucia oparte na zrozumieniu.
2010 - obecność.
od 1989 - przeszłość.
Rozdziały zostały podzielone na osoby - oczami Eden lub jej ojca - oraz lata. Dokładnie została opisana sytuacja, a raczej ciąg zdarzeń w przeszłości. To jak postępowała choroba Davida. Jak z tym czuła się Eden. Co przeżywał jej ojciec. No i teraźniejszość, czyli głównie poszukiwania i powoli ulatująca nadzieja.
Poruszone są wątki nie tylko bezdomności, chorób psychicznych i zagubienia, ale także ogólnych problemów. Prostytucja, uzależnienia, alkoholizm. Czasem życie na dnie jest jedyną szansą na przetrwanie. Ojciec Eden tułał się po świecie i starał uspokoić potwory w głowie - nieważne gdzie był i co robił, ważne, że nie poddał się śmierci.
Bohaterów występuje mało, ale każdy jest istotny i doprecyzowany. Z paroma wyjątkami. Ale zawsze znajdą się jakieś niuanse. Zwróciłam uwagę na dużą ilość nazw. Nie są przytłaczające, wręcz odwrotnie, urzeczywistniają historię. Gdy przyglądałam się okładce, zawsze osądzałam autorkę za tytuł. Wydawał mi się protekcjonalny i zużyty, ale nie wyobrażam sobie innego. Już nie. Bo wszystko nabrało sensu, i teraz widząc myśląc o nim, zakręca się łza w oku. .
Polecam ją każdemu, który miał trudną sytuację w dzieciństwie, albo ma żale do rodziców. Ja sama takie mam, wobec ojca. Wciąż nie jestem gotowa, nie tak jak Eden, aby się z tym zmierzyć. Ale ta książka otworzyła mi oczy na pewne sprawy i dodała otuchy. Taką książkę chciałabym mieć na ciężkie dni, kiedy przeszłość nie daje wytchnienia.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
,,Karuzela uczuć" - Jodi Picoult
Emily i Chris mieszkają po sąsiedzku. Poznali się dzięki swoim rodzicom ,a właściwie ich przyjaźni. Cofając się w przeszłość, nie potrafią przypomnieć sobie chociażby jednego wspomnienia z dzieciństwa, które nie byłoby związane ze wspólnym spędzaniem czasu. Z biegiem lat ich relacja przechodzi wiele transformacji i ostatecznie w szkole średniej zostają parą. Ich życie komplikuje się podczas pewnego tajemniczego wieczoru. Dźwięk telefonu, który w tym czasie rozbrzmiał w sypialniach ich rodziców, wywrócił ich życie do góry nogami. Prawda jest straszna. Emily umiera po postrzale w głowę. Natomiast Chrisowi udaje się przeżyć. Niestety, nie wszystko jest takie proste jak się wydaje...
Para tej nocy była sama, więc kto zabił Emily?
A może to było samobójstwo?
Od tej chwili to Chris staje się podejrzanym tej obrzydliwej zbrodni.
Jaka jest prawda? I czy ktoś w nią uwierzy?
W ciągu ostatnich miesięcy przeczytałam już kilka książek Jodi Picoult. Każdej z nich udało się mnie oczarować w mniejszym, lub większym stopniu. Jednak w "Karuzeli uczuć" odnalazłam coś czego się nie spodziewałam. Książki poświęcone nastolatkom od zawsze wydawały mi się infantylne. Przeważnie jest w nich wiele łzawych kwestii, impulsywnych wyborów... Tutaj było coś całkiem innego. Zobaczyłam sylwetki młodych ludzi, którzy wbrew opiniom wszystkich, potrafią świadomie podejmować decyzje, być odpowiedzialnym lub wyznawać nawet najbardziej gorzką prawdę. Zobaczyłam dwójkę bohaterów, którzy odzwierciedlali moje marzenia co do tego jak może wyglądać pierwszy poważny związek.
Jednak po zapoznaniu się z całością opowieści, moje zdanie na ten temat diametralnie się zmieniło. Pod pozornym płaszczykiem tak zwanej tandety, autorce udało się przemycić gamę różnorodnych emocji. Rozbudowane portrety psychologiczne bohaterów nadały historii prawdziwości i sprawiły, że powieść czytało się jednym tchem!
Zwykle autorzy skupiają się tylko i wyłącznie na głównych bohaterach. Jodi Picoult kocham za to ,że łamie te niepisane zasady. Czasami trudno się połapać, kto tak naprawdę jest w jej książkach najważniejszy. "Karuzela uczuć" pokazała historię miłości Chrisa i Emily oraz to co Chris przeżywał po swoim zatrzymaniu przez policję. Picoult przyjrzała się także emocjom towarzyszącym rodzicom tej dwójki. W sumie to chyba ten ostatni aspekt zrobił na mnie największe wrażenie. Wcześniej ich relacje były tak silne, że diametralna zmiana ich stosunków musiała sprawić, że z każdym słowem mówiłam do siebie mentalne "Wow".
Emily, przykuła moją uwagę, ponieważ po raz pierwszy spotkałam się z tak złożoną postacią. Na zewnątrz perfekcyjna nastolatka, aby w środku okazać się zagubionym wrakiem człowieka. Coś zdumiewającego... Kolejną intrygującą sprawą okazał się jej lęk przed bliskością. Zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Dzięki temu w pewien sposób odnalazłam w niej cząstkę siebie. Czytanie o tym było dla mnie tym bardziej przełomowym momentem znajomości książek Picoult. Dzięki temu upewniłam się, że za jakiś czas na pewno powrócę do tej historii. Może wtedy zrozumiem ją inaczej? Kto wie?
Zakończenia powieści, na szczęście nie udało mi się przewidzieć. Chyba nikt nie będzie w stanie. Może umówmy się tak, jeżeli komuś się uda, to dajcie mi znać, będę miała kogo podziwiać i wielbić ;)
poniedziałek, 2 czerwca 2014
,,Rogi" - Joe Hill
Można powiedzieć ,że motyw walki dobra ze złem jest oklepany. To prawda. Zgadzam się z tym w stu procentach. Rozwijając tę myśl ,dodam ,że ilość aniołów i diabłów w książkach jest tak wielka ,jak liczba kłosów na polu pszenicy. Ta książka jest inna ,ponieważ najczęściej spotykamy się z tym ,że główny bohater jest tym dobrym i szlachetnym obywatelem ,który budzi w czytelniku sympatię i dalibyśmy się posiekać w drobny mak ,tylko po to ,aby cały bieg wydarzeń był dla niego pomyślny. Jeżeli też tacy jesteście to nie ma sensu ,żebyście brali się za czytanie ,,Rogów". Po co się męczyć? Po co łamać swoje przyzwyczajenia?
Nigdy tego nie robię ,ale tym razem zrobię mały wyjątek. Napiszę parę słów o autorze książki. Otóż jest nim syn Stephena Kinga, ukrywający się pod pseudonimem Joe Hill! Joseph Hillstrom King, bo o nim tu mowa, celowo ukrywa swoją tożsamość, aby czytelnicy i wydawcy cenili go za jego twórczość, a nie za słynne nazwisko. ,,Rogi" to jego druga powieść wydana w 2010 roku. Zimą, kiedy razem z Sandrą szukałam sukienki na studniówkę wpadłyśmy na moment do Matrasa i wtedy wyhaczyłyśmy ją w promocji. Kosztowała 14,99, więc nie było to zbyt duże ryzyko. Sandra ją kupiła i do tej pory jej jeszcze nie przeczytała!!! To ja jestem pierwszą czytelniczką! Wreszcie dorobiłam się czytelniczej sponsorki. ;***
Główny bohater powieści - Ig Perrish to facet po przejściach. Książka pokazuje historię jego całego życia, a w sumie tego jak się ono skomplikowało. Występuje w niej wiele retrospekcji, przeniesień w czasie i wizji onirycznych. Nie powiem, w mojej głowie było miejscami za dużo bodźców i trudno mi było się zorientować w sytuacji. W książce brakowało uporządkowania. Chociażby małego napisu na początku rozdziału ,który podpowiadałby z jakiej perspektywy opisuje się dane wydarzenia.
Kluczowym zdarzeniem dla Iga jest dzień, kiedy to został oskarżony o gwałt i morderstwo swojej byłej dziewczyny. Od tego momentu ciąży na nim łatka kryminalisty ,chociaż z braku możliwości zbadania materiału genetycznego został ostatecznie uniewinniony i wypuszczony na wolność. W tym momencie zaczyna się dla niego coś gorszego. Odrzucenie przez lokalną społeczność i rodzinę. Nikt tak na prawdę nie wierzy w to, że z całego serca kochał Merrin i jej nie skrzywdził. Jego sytuacja komplikuje się kiedy Ig udaje się w miejsce znalezienia jej zwłok, będąc pijanym. Wiadomo co się wtedy mogło tam dziać. Rozpacz pomieszana z żalem i alkoholowym odurzeniem to mieszanka wybuchowa. Dlatego nic dziwnego, że budząc się następnego dnia i widząc na swojej głowie diabelskie rogi, Ig zaczyna wątpić w swoją wiarę i zastanawiać się dlaczego Bóg go tak ukarał.
Wraz z rogami, Ig zyskuje także wiele dodatkowych umiejętności. Spotykając się z kimś słyszy samą prawdę i to co ta osoba myśli o nim lub o aktualnie rozgrywających się wydarzeniach. Dotykając swojego rozmówcę może poznać jego najskrytsze tajemnice i występki. Wraz z biegiem akcji Ig oswaja się ze swoim nowym wizerunkiem i nowo nabytymi zdolnościami. To właśnie dzięki nim udaje mu się rozwikłać życiową zagadkę - kto zabił i skrzywdził Merrin. Jak do tego dojdzie? Za jaką cenę? Jak zakończy się ta historia?
Czytając ,,Rogi" miałam wrażenie, że przeniosłam się w inne miejsce i czas. Opisy były tak sugestywne, a wręcz wulgarne, że rozpłynęłam się w nich na dobre (wiem, jestem dziwna). Czytając dialogi miałam wrażenie, że przysłuchuję się rozmowom bohaterów albo biorę w nich aktywny udział. Kilkakrotnie zdarzyło się też, że zaczynałam krzyczeć do książki: ,,Weź, nie rób tego!", ,,Ty idiotko, co ty robisz?" albo ,,Serio, jesteś zaskoczony?".
Moimi ulubionymi fragmentami były te, w których Ig poznawał prawdziwe opinie swojej rodziny. To było coś niesamowitego. Sama chciałabym mieć taką umiejętność, choć z drugiej strony bałabym się rzeczy, które mogliby mi powiedzieć. Dlatego podziwiam Iga za determinację i siłę psychiki, ponieważ to trudne doświadczenie nie załamało go, tylko wręcz przeciwnie.
Całość kompozycji jest dla mnie mistrzowska. Interesujący zamysł i co najważniejsze, bardzo dobre wykonanie! Dobrze, że w trakcie czytania spojrzałam na skrzydełko okładki, bo myślałam, że odczuwam coś podobnego do deja vu. Stylistyka Hilla jest bardzo podobna do starego Kinga. Może stwierdzicie, że oszalałam, ale szala zwycięstwa przechyla się w stronę syna, a nie ojca! Kilka razy próbowałam przeczytać książki starszego z panów, ale nie udało mi się zbyt daleko dobrnąć. Tym razem obyło się bez zmuszania się do czytania, które było dla mnie tylko i wyłącznie czystą przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.
,,Rogi" mogę z całą pewnością polecić gotowym na książkowe eksperymenty czytelnikom. Fani Stephena Kinga, na pewno z wielkim sentymentem i uśmiechem na twarzy przeczytają książkę jego starszego syna. Mi pozostaje jedynie szukać w księgarniach jego wcześniejszej powieści. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało!
poniedziałek, 26 maja 2014
"Szkieletowa załoga" - Stephen King
"Szkieletowa załoga" to zbiór dwudziestu dwóch opowiadań, które zniewalają swoim mrożącym krew w żyłach klimatem. King'owi nie można ująć talentu pisarskiego, jest mistrzem w kreowaniu atmosfery skrajnego przerażenia, a po przeczytaniu jakiegokolwiek jego dzieła mam ochotę schować się pod łóżko (mam łóżko z szufladami i tylko dlatego nigdy tego nie robię), przykryć kocem i czekać na rychłą śmierć. Na moje szczęście Pan Bóg mnie kocha, i nigdy nie zaatakowała mnie małpka kapucynka tudzież mleczarz-psychopata. W zasadzie nie bardzo wiem, jak ta recenzja miałaby wyglądać, cóż ja mogę powiedzieć? Ten kto zna King'a z pewnością doceni jego kunszt, "Szkieletowa załoga" niczym nie odstaje od innych jego książek - jest bardzo klimatyczna.
Może przybliżę wam kilka opowiadań. Jak to z nimi bywa, są te lepsze jak i te niepoprawnie odebrane przez czytelników. kiedy pisarz się stara ,ale niewiele z tego wychodzi. Dużo zabierają na wartości, moim zdaniem, krótsze opowiadania, które pomijałam (np "Lament paranoika"). Nie było ich wiele ,ale jednak. Były też takie, które zwyczajnie zanudziły mnie na śmierć. Oczywiście w większości przyprawiły mnie o szybsze bicie serca. Uwielbiam się bać.
Przede wszystkim "Mgła". To jest pierwsze i najdłuższe opowiadanie na liście, daje przedsmak całego "repertuaru". Stawia wysoko poprzeczkę, i jest wyśmienicie napisane. Zawiera jedynie kilkadziesiąt (około stu) stron ale są one wypchane po brzegi grozą i różnorodnością zdarzeń. Jest rozbudowane i dopracowane. Wyobraź sobie, że idziesz na zakupy do supermarketu - makaron, garść słodyczy, pomidory w puszce - i nie możesz z niego wyjść ,bo za drzwiami znajduje się tak gęsta mgła, że nie jesteś w stanie dostrzec niczego w promieniu kilku metrów. Jak to się mówi, weszli na chwilę - zostali na dłużej. Mgła jest przerażająca, a każdy kto w nią wchodzi, już nigdy nie powraca.
"Małpa" opowiada... Cóż, o małpce kapucynce. Nigdy ich nie lubiłam, serio. Może nie o tyle są straszne, co bezczelne i cwane. Nie miałam okazji na własne oczy zobaczyć jakie są wredne, ale w każdym filmie mają ten "charakterek". "Małpa" trochę mnie rozczarowała, bo nie była ani straszna ani ciekawa, jednak plus za pomysł.
Wielką niespodzianką było dla mnie opowiadanie "Jaunting". Teleportacja to wciąż jedynie nasze marzenie, pewnie, byłoby fajnie wychodzić za pięć ósma i wciąż być w szkole przed czasem, ale nie ma tak pięknie, a King przekonał mnie, że każdy medal ma dwie strony.
Najbliżej mojemu sercu jest jednak "Tratwa", czyli jak mroczne mogą być głębiny jeziora. Mogę pływać w basenie pełnym chloru, w rwącej rzece, w morzu, które widzę z okien ,ale jezioro.. to mnie paraliżuje. Okej, uwielbiam pływać, więc nawet na jezioro się skuszę, ale to co muszę przejść by do niego wejść, oraz co czuję przy dotknięciu stopą, czegokolwiek co się w nim znajduje, to już moje paranoje.
Godne wyróżnienia są jeszcze "Edytor tekstu" i "Babcia". Richard otrzymał od swojego bratanka , na pierwszy rzut oka, normalny edytor tekstu, jednak nie był do końca normalny. To co się na nim napisało, miało swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Czyż to nie rozkoszna opcja? Szczególnie, gdy ma się syna, który nie spełnia oczekiwań.. reszty domyślcie się sami. ^^ A "Babcia"? To ciekawa historia, niebezpośrednia, taka gdzie każdy może dopasować ją do siebie. Kiedy jesteś dzieckiem a twoja babcia cię przeraża to wyobraźnia płata figle.
"Bunt Kaina" to jedno z tych opowiadań, które lubię ale nie do końca rozumiem. Niby nie chodzi o rozumienie, ale jednak. Mam niedosyt, i wciąż mnie w tym coś intryguje. Ale z opowiadaniami często tak jest. Za szybko się kończą.
King nie byłby Kingiem gdyby nie napisał naprawdę psychodelicznego opowiadania. Takim jest "Szkoła przetrwania". Ojej, co tam się dzieje.
Wcześniej czy później każdy student medycyny staje wobec pytania: jak wielki szok traumatyczny jest w stanie znieść pacjent? Rozmaite autorytety udzielają rozmaitych odpowiedzi, lecz na najbardziej podstawowym poziomie odpowiedź sprowadza się do innego pytania: jak bardzo pacjentowi zależy na tym, żeby przeżyć?
Ile byś poświecił, by pozostać przy życiu? Głodny, zdesperowany, z nikłą nadzieją na ratunek. Ile oddałbyś za cenę życia? A może przeszłoby ci przez myśl "Mmm, jak apetycznie wygląda moja noga"? Nigdy nie wiemy na ile nas stać puki nie zostaniemy przyparci do muru.
Do opowiadań trzeba się przekonać. Ja nie jestem wielbicielką takich form, ponieważ lubię dokładnie poznawać bohaterów a nie zmieniać ich jak rękawiczki, ale muszę przyznać, że te opowiadania mają coś w sobie. Jako ciekawostkę podam, że uzbierano je z siedemnastu lat pracy King'a. Najstarsze opowiadanie "Wizerunek kosiarza" napisał gdy miał lat osiemnaście - o czym sam nas informuje na wstępie - a ostatnie przyszło mu napisać w 1983 roku. Nalegam, żeby przeczytać zarówno wstęp, który oddaje trochę humoru Kinga jak i zakończenie, które przybliża nam trochę mechanizm powstawania opowiadań - czyli skąd czerpie się inspirację.
Spis:
- Mgła
- Zjawi się tygrys
- Małpa
- Bunt Kaina
- Skrót pani Todd
- Jaunting
- Weselna chałtura
- Lament paranoika
- Tratwa
- Edytor tekstu
- Człowiek, który nie podawał ręki
- Świat plaży
- Wizerunek kosiarza
- Nona
- Dla Owena
- Szkoła przetrwania
- Ciężarówka wuja Otto
- Poranne dostawy (Mleczarz 1)
- Wielkie bębny: opowieść pralnicza (Mleczarz 2)
- Babcia
- Ballada o celnym strzale
- Cieśnina
środa, 23 kwietnia 2014
"Ukąszenie" - Lynsay Sands
Saga rodu Argeneau #1
Hahahaha, czy może być coś bardziej irracjonalnego niż wampirzyca mdlejąca na widok krwi? Niech mnie, może jedynie terapeuta w roli prezentu urodzinowego. To wszystko i jeszcze więcej w "Ukąszeniu"!
Greg jest przystojnym, bardzo przystojnym doktorem - terapeutą, psychologiem, jak zwał tak zwał. To jeden z tych Ideałów. Dużo zarabia, nie nie brak mu humoru, jedyny jego mankament to pracoholizm. Facet nie ma życia towarzyskiego. No ale oczywiście wszystko się zmienia, gdy porywa go matka Lissianny. Starsza z rodu wampirów. Czy Greg okaże się jedynie przekąską?
Oczywiście, że nie! Naturalnie, pierwsze o czym pomyślała Liss, gdy zobaczyła go przywiązanego do swojego łóżka, to to, że wreszcie będzie mogła się najeść. Na widok krwi mdleje, aczkolwiek ssanie prosto z żyły zapewnia komfort, że nie widzi się jej. Dlatego Też Liss żywi się własnie w ten sposób (który jest dozwolony jedynie w wyjątkowych sytuacjach), ewentualnie może jeszcze zamknąć oczy i pic krew z paczki, ale to nie jest praktyczne. W każdym razie, Greg okazuje się nawet kimś więcej niż terapeutą. Ma tylko jedną szanse - i musi być tym najlepszym wyborem - bo wampir tylko raz może dokonać Przemiany. Czy Greg będzie tym, z kim Liss spędzi resztę życia?
Przygody Liss i Grega są przezabawne. Śmiałam się jak nigdy. Samo podejście do tematu jest nietuzinkowe. Sands, ukazała wampiry na swój własny, unikalny sposób. Przede wszystkim, nie brak tu humoru, styl pisania jest prosty a akcja płynnie przechodzi jednej do drugiej sceny. Wszystko jest bardzo lekko napisane, ani razu nie miałam wrażenia , że coś zostało powiedziane wymuszenie. Nie, wszystko co trzeba wiedzieć zostało perfekcyjnie wplecione w fabułę. I tu brawa za pomysł, bo to jedyna książka, jaką miałam okazję przeczytać, gdzie logicznie wyjaśnione jest narodzenie wampirów i także ich zachowania. Jeśli coś robią - jest podana przyczyna. Okej, można by stwierdzić, że nie ma tego klimatu tajemniczości, wyższości tych istot nad ludźmi, ale to nieprawda. Fakt, możne nie są aż tak drapieżne i różnią się trochę od zabójców - krwiopijców, co ukrywają się w lasach byle tylko nie zwrócić na siebie uwagi "chłopów z widłami i pochodniami", ale są fascynujące na inny sposób. Dbają o siebie nawzajem i stanowią kochającą rodzinę. Autorka zwróciła nasza uwagę na relacje panujące między nimi. Naprawdę milo wyobrazić sobie, nie są egoistami, tylko polegają na sobie wzajemnie. Maja też normalne problemy. Mi się własnie te "normalne" poboczne wątki najbardziej podobały.Bohaterowie są w porządku, może nie wygórowanych lotów, ale wystarczająco. No i jest ich tam dużo, przez co nie pamiętam prawie żadnego imienia. Tę lekturę polecam tym, którzy chcą ujrzeć odmienne oblicze wampirów, przy tym świetnie, niezobowiązująco się bawiąc. Co jeśli twój sąsiad jest wampirem, a ty tego nie zauważyłeś, bo ma kochającą się rodzinę? Cóż, wygląda na to, że nie warto ślepo zawierzać stereotypom. :)
| Wampiry Argeneau # 2 |
| Wampiry Argeneau # 3 |
poniedziałek, 23 września 2013
"Dziewiętnaście minut" - Jodi Picoult
„W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego. Dziewiętnaście minut wystarczy, żeby zaplombować ząb, upiec ciastka, poskładać pranie pięcioosobowej rodziny.(…) W ciągu dziewiętnastu minut można doczekać się dostawy zamówionej pizzy. Przeczytać dziecku bajkę lub wymienić olej w aucie. Przejść dwa kilometry. Obrębić dół spódnicy.(…) Dziewiętnaście minut – tyle starczy, żeby dopełnić zemsty.”
Pierwszy dzień szkoły jest najważniejszy. Od tego momentu zależy bardzo wiele. To jak się zaprezentujesz rówieśnikom będzie miało wpływ na to jak będą Cię traktowali i postrzegali w przyszłości. Jaki jest najlepszy sposób na to ,by wszystko poszło pomyślnie? Przede wszystkim trzeba być twardym ,wręcz bezwzględnym. Tylko taką drogą można dojść na szczyt piramidy popularności.
Uprzedzam ,że dzisiaj będzie sporo cytatów... Wiem ,zaszalałam ,ale w moich poprzednich recenzjach było ich strasznie mało ,jeżeli pojawiały się w ogóle. Tym razem trafiłam na takie kompendium mądrości ,że nie mogłam się powstrzymać ,żeby pokazać chociaż część tego co sprawiło ,że cofnęłam się do moich wspomnień z dzieciństwa ,a szczególnie z podstawówki...
Czytając pierwszy fragment napotykamy bardzo kontrowersyjne słowo: ZEMSTA. Nie mówię teraz o dziele Fredry ,ale o uczuciu jakie towarzyszy człowiekowi ,który od jakiegoś czasu cierpiał i w pewnym momencie załamał się. W swojej podświadomości zaczyna knuć plan ,który ma finalnie dać mu uczucie wyższości i tego ,że to wreszcie on jest panem sytuacji ,a nie jego oprawcy.
,,Bez względu na to, jakie nadzieje wiążemy z naszymi dziećmi, jakich sukcesów byśmy im życzyli, jak bardzo udawali przed sobą, że są doskonałe, wcześniej czy później staną się dla nas źródłem zawodu. Bo w gruncie rzeczy dzieci są o wiele bardziej do nas podobne, niż nam się wydaje- równie poprzetrącane i zagubione.”
W tym momencie warto powiedzieć kilka słów o fabule powieści. Główny bohater to bardzo wrażliwy nastolatek ,który dzień w dzień zmaga się z prześladowaniami. Mimo tego ,że Peter jest inteligentny ,a nawet przystojny ,to przez swoje łagodne usposobienie łatwo stał się workiem treningowym dla swoich rówieśników. Jedyną osobą ,na którą może liczyć jest jego przyjaciółka - Josie . Dzieciaki wzajemnie się wspierają i dzięki tej więzi udaje im się "przeżyć" czas podstawówki.
Wszystko zmienia się kilka lat później. Peter załamuje się. Nie ma wsparcia w domu ,nie posiada także prawdziwych przyjaciół. Jedyne co mu zostaje to komputer. Grając w gry lub zagłębiając się w kod html czuje ,że jest czegoś wart. Dowodem tego są jego autorskie gry na jednym z kluczowych for internetowych. Chłopak czuje ,że jego geniusz może się na coś przydać...
Wszystko zaplanował.
Każdy krok ,strzał ,wybuch....
„Nie można odczynić dokonanego, cofnąć słów, które raz zostały wypowiedziane.”
Jak to się stało ,że nikt nie zauważył tego co się dzieje z Peterem?
Dlaczego przez tyle lat nikt nie potrafił go obronić przed codziennymi przykrościami?
"Dziewiętnaście minut" to według mnie najlepsza książka tej autorki. Moja opinia może nie jest zbyt obiektywna ,ponieważ umiem doskonale wczuć się w sytuację tego chłopaka. Sama doskonale pamiętam ostatnie trzy lata podstawówki kiedy sama doświadczałam podobnych docinków.Czytanie scen ,w których Peter był dręczony było dla mnie wielką torturą ,przez którą powróciłam do moich wspomnień. Sam pomysł na narrację z kilku płaszczyzn jest moim zdaniem genialny! Tym bardziej bardzo wciągający okazał się wątek procesu chłopaka.
„Tak długo, jak coś żyje w ludzkiej pamięci, nie rozpływa się w niebycie.”
„Miłość ponoć przenosi góry, może poruszyć z posad świat, jest wszystkim, czego nam potrzeba, ale zawodzi w zderzeniu z realiami życia. Miłość nie ocaliła żadnego z dzieci, które Tamtego Dnia zjawiły się w Sterling High, nieświadome, że za chwilę zmieni się ich życie- ani tych zabitych i poranionych, ani Josie Cormier, ani Petera. czy więc miłość wymagała jakiejś domieszki? Szczęścia? Nadziei? Przebaczenia?”
"Dziewiętnaście minut" to przerażająco szczera i pełna emocji powieść idealna dla młodych czytelników. Dzięki jej lekturze można uświadomić sobie wiele niedostrzegalnych spraw. Szczerze mówiąc ,musiałam chwilę ochłonąć ,żeby w miarę obiektywnie ocenić jej wartość. Przeczytałam wiele książek w swoim życiu ,ale ostatnimi czasy najbardziej cenię te napisane przez Jodi Picoult. To właśnie z powodu tej genialnej kobiety założyłam sobie Twittera ,żeby na bieżąco śledzić jej profil.
Moja ocena: 6/6
Źródło: antykwariat
piątek, 6 września 2013
Jodi Picoult -" Jesień Cudów"
Jodi Picoult - " Jesień Cudów"
Ta książka to miazga ! Poruszająca, dynamiczna, zaskakująca a jednocześnie o tak prostej i trafionej fabule. Cały czas o niej myślę, żadna następna przeczytana przeze mnie powieść przez cały czas nie może zetrzeć wrażenia po "Jesieni Cudów".
Picoult ma genialne pomysły, które są jak prosto wzięte z codziennego życia ale niezwykłe, oprawione w wspaniałe emocje. "Jesień Cudów" opowiada o miłości, oddaniu i poświęceniu; o tym , że warto walczyć i nie poddawać się, nawet gdy sytuacja pokazuje, że zwycięstwo jest wręcz niemożliwe.
Picoult prezentuje nam rodzinę : matka (Mariah) po poważnych przejściach i pobycie w ośrodku psychiatrycznym, ojciec (Colin) który zdradza żonę i inteligenta, niewinna córka (Faith). Pojawiają się komplikacje gdy pewnego razu ojciec zostaje przyłapany na zdradzie. Dla Mariah jest to cios prosto w serce, życie jej się rozsypuje i leci pomiędzy palcami a ona może tylko patrzeć bezsilnie jak miłość jego życia odchodzi do kobiety lepszej, piękniejszej, która potrafi zaspokoić jego pragnienia. Do tego coś dziwnego zaczyna dziać się z jej dzieckiem, które było świadkiem obecności obcej kobiety w ramionach jej ojca. Mała Faith twierdzi, że objawia jej się Bóg..
Autorka porusza poważny temat jakim jest wiara, która jak się okazuje w powieści potrafi czynić cuda nie tylko w kwestii uzdrowień ale również wewnętrznych przemian i sposobu w jakim postrzegamy drugiego człowieka. Lubię kontrowersyjne wątki dlatego spodobał mi się pomysł Picoult na przedstawienie Boga w postaci kobiety, który później zostaje wyjaśniony ale tego nie zdradzę. Po przeczytaniu książki od razu poleciłam ją mamie - ostatnio nie mogła się oprzeć aby nie wziąć jej do pracy :)
Jeśli chodzi o sam wygląd książki to nie mogę nic zarzucić szacie graficznej - książki Picoult mają ten sam styl, który idealnie do niej pasuje i od razu mogę rozpoznać, buszując wśród półek, które powieści to jej dzieła. Angielski tytuł tej książki to "Keeping Faith" (Zatrzymać Faith) który moim zdaniem zbyt dosłownie oddaje fabułę książki. Akcja powieści toczy się w jesieni, która obfita jest w cuda dlatego polski tytuł bardziej mi odpowiada.
Autorka porusza poważny temat jakim jest wiara, która jak się okazuje w powieści potrafi czynić cuda nie tylko w kwestii uzdrowień ale również wewnętrznych przemian i sposobu w jakim postrzegamy drugiego człowieka. Lubię kontrowersyjne wątki dlatego spodobał mi się pomysł Picoult na przedstawienie Boga w postaci kobiety, który później zostaje wyjaśniony ale tego nie zdradzę. Po przeczytaniu książki od razu poleciłam ją mamie - ostatnio nie mogła się oprzeć aby nie wziąć jej do pracy :)
Jeśli chodzi o sam wygląd książki to nie mogę nic zarzucić szacie graficznej - książki Picoult mają ten sam styl, który idealnie do niej pasuje i od razu mogę rozpoznać, buszując wśród półek, które powieści to jej dzieła. Angielski tytuł tej książki to "Keeping Faith" (Zatrzymać Faith) który moim zdaniem zbyt dosłownie oddaje fabułę książki. Akcja powieści toczy się w jesieni, która obfita jest w cuda dlatego polski tytuł bardziej mi odpowiada.

Jestem naprawdę oczarowana tą książką, która trzyma do końca w napięciu i bombarduje ilością emocji. Nie mogłam spać bo wciąż martwiłam się czy Mariah wywalczy prawo do opieki nad Faith. Niby taki prosty temat, przecież sprawy sądowe o przyznanie opieki nad dzieckiem odbywają się codziennie na całym świecie, ale dopiero po przeczytaniu "Jesieni Cudów" mogłam sobie uzmysłowić (po części) co znaczy być w takiej bezsilnej sytuacji, walczyć z osobą którą się kiedyś kochało i patrzeć na cierpienie własnego dziecka. Nie zabrakło również elementów humoru zawdzięczających przede wszystkim wspaniałej babci Faith, która sarkastycznie starała się rozjaśnić każdy dzień.
Niesamowita powieść.
Urzekła mnie.
Źródło: antykwariat (21zł)
Strony: 525
Strony: 525
środa, 28 sierpnia 2013
"Świadectwo prawdy" - Jodi Picoult
Sięgając po którąkolwiek z książek Jodi Picoult można być pewnym ,że nie będzie się zawiedzionym (bez względu na wiek ,płeć ,religię czy status społeczny). Zawsze można spodziewać się tego samego: solidnie opowiedzianej historii rozdzierającej serce.
Przenieśmy się do Pensylwanii. To tutaj w oddalonej od cywilizacji wiosce zamieszkanej przez amiszów ,lokalna policja znajduje w stodole zwłoki noworodka. Nie byłoby w tym zdarzeniu nic szczególnego ,jeśli pominąć fakt ,iż dziecko nie zmarło śmiercią naturalną. Automatycznie podejrzaną o ten czyn staje się osiemnastoletnia córka gospodarzy - Katie Fisher. Od tego momentu życie dziewczyny diametralnie się zmienia. Jej sprawą zajmuje się Ellie Hathaway - prawniczka przechodząca kryzys sensu wykonywanej przez lata pracy. Przez niecodzienne wymogi zwolnienia za kaucją musi zamieszkać razem ze swoją klientką na farmie.
Co tak na prawdę stało się z noworodkiem?
Jak wygląda życie amiszów "od kuchni"?
Największym atutem książki jest moim zdaniem wątek religijny. Szczerze mówiąc ,nigdy za bardzo nie interesowałam się amiszami. Co prawda wiedziałam , że jest coś takiego , ale to tylko za sprawa filmu "Osada" i serialu na TLC. Pierwsze skojarzenie na ich temat miałam jedno: tchórze. Dlaczego? Zamykają się z dala od cywilizacji z obawy przed tym ,że nie daj Boże staną się pyszni i zacznie im zależeć tylko na pieniądzach. Z biegiem stron przekonałam się ,że to było bardzo krzywdzące twierdzenie. Duże wrażenie zrobiło na mnie poczucie wspólnoty i solidarności w chwilach zwątpienia oraz radości. Wbrew temu co myśli o nich społeczeństwo ,żyją w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Jest takie znane porzekadło: Tylko krowa nie zmienia zdania. Otóż nie! Tylko stary amisz nie zmienia zdania...
Autorka książki doskonale odwzorowała zachowanie i zwyczaje tych prostych ludzi. To wręcz niebywałe ,żeby uczynić to w tak prosty ,przejrzysty i niewymuszony sposób. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie : Jak to osiągnęła? Czy zamieszkała razem z nimi ,żeby obserwować ich na co dzień? W tym aspekcie mogę tylko spekulować...
Każdy młody człowiek myśli ,że wiele jeszcze go czeka w swoim życiu.
Nie zdaje sobie sprawy ,że czasami jeden moment przesądza o jego przyszłości.
Źle podjęte decyzje mogą ranić nie tylko ciebie ,ale tych których kochasz!!
Jodi Picoult w piękny sposób ukazała mało skomplikowane życie amiszów. Wykazała ,że Ci ludzie mimo wielu szerzących się na ich temat stereotypów ,potrafią być rozsądni ,pracowici i uczciwi. Rzadko kto potrafiłby przyznać się do winy ,kiedy tak na prawdę nie ma nic na sumieniu. Z drugiej strony na duże uznanie zasługuje zestawienie tego świata z współczesnością. Przeplatanie wątków prawniczych z rolniczymi to nie lada wyzwanie.
Największym szokiem było dla mnie zakończenie. To niemożliwe ,żebym nie domyśliła się tego co będzie na końcu powieści ,ale tym razem tak się stało.
"Świadectwo prawdy" to bardzo emocjonująca książka ,która na długo pozostanie w moim sercu.
Serdecznie ją polecam wszystkim wrażliwym czytelnikom.
Źródło: antykwariat (16zł)
Strony: 440
Moja ocena: 6/6
wtorek, 14 maja 2013
"Głos serca" - Jodi Picoult
"Głos serca" - Jodi Picoult
Źródło: allegro (15zł)
Strony: 556
"Jane zawsze żyła w cudzym cieniu. Od nieszczęśliwego dzieciństwa ucieka w małżeństwo z biologiem ,Olivierem Jonesem. Szybko okazuje się ,że ważniejsza od niej jest dla męża kariera ,lecz Jane i to potrafi znieść. Dopiero gdy uświadamia sobie ,że również ich córka ,Rebeka ,jest dla Oliviera mało istotna ,rodzi się w niej bunt. Pewnego dnia zostawia męża i razem z córką wyrusza z San Diego do Massachusetts. Oliver ,który z pasją tropi humbaki w głębinach oceanów ,chce odszukać żonę i córkę. Jeśli ma tego dokonać ,będzie musiał nauczyć się patrzeć na świat ,a także na siebie ,innymi oczami."
Jak to się mówi: "pierwsze koty za płoty!". Kiedy dowiedziałam się ,że "Głos serca" jest debiutancką powieścią Jodi Picoult - przeraziłam się!!! Czy ta przejmująca książka mogła powstać jako pierwsza? Dla mnie to niemożliwe. ;)
„Nie mogę mieć tego,czego ty nie możesz mieć. Powstałaś za sprawą mojego życia i właśnie dlatego moje losy zależą od ciebie.”
Większość znajomości nawiązujemy przez przypadek. Decyduje miejsce w jakie się udamy ,niekiedy nawet spojrzenie jakim obdarzymy nieznajomych. Przenieśmy się do czasów ,kiedy nie było jeszcze Spotted...
Jak zwrócić uwagę chłopaka ,który się nam spodobał?
Na to pytanie musiała sobie odpowiedzieć Jane ,która w pewien słoneczny dzień ujrzała przystojnego Olivera.
Po prostu "przez przypadek' upuściła swój portfel do wody. Oliver oczywiście jak przystało na szarmanckiego faceta ,rzucił się jej na ratunek. Na pewno większości z Was to spotkanie może wydawać się bardzo romantyczne ,ale nie zdajecie sobie jeszcze sprawy z tego co się między nimi wydarzy...
Na początku jak zawsze. Typowa sielanka. Spotykają się nieustannie ,są w siebie wpatrzeni. Mijają miesiące ,a Jane robi się coraz bardziej szczęśliwa. Po pewnym czasie Oliver jej się oświadcza. Ślub. Narodziny dziecka. Na tym kończy się już ich wielkie szczęście.
Kobieta zaczyna sobie uświadamiać ,że coś z ich związkiem jest nie tak. Jej mąż całym sobą poświęca się pracy. Nie ma go wtedy kiedy jest to niezbędne. Jane może liczyć tylko na siebie.

Jednego dnia następuje przełom. Zaczynają się kłócić. On ją obraża ,podnosi na nią rękę ,chociaż wie o jej traumatycznym dzieciństwie. Jane pod wpływem impulsu zabiera córkę i wraca w rodzinne strony. Nie spodziewa się ,że jej mąż zagrozi jej sprawą w sądzie za uprowadzenie jego córki. Kobieta wsadza Rebekę w najbliższy samolot i....jej córka cudem przeżywa jego rozbicie się. Historia lubi się powtarzać. Kilkanaście lat później dzieje się coś podobnego z tym ,że dziewczyny wyjeżdżają na dobre. Przynajmniej tak twierdzą... Mają plan ,aby udać się do brata Jane -Joley`a ,który pracuje w sadzie w Massachusetts. Droga innym wydaje się prosta ,ale jest jedno "ale" !! Muszą przemieszczać się w taki sposób ,aby Oliver ich nie odszukał i nie zmusił do powrotu do domu. Podążają chaotycznie według instrukcji zawartych w listach jakie przygotował dla nich Joley...
Co przyniesie im podróż?
Czy usłyszą wreszcie głos serca?
Kobieta zaczyna sobie uświadamiać ,że coś z ich związkiem jest nie tak. Jej mąż całym sobą poświęca się pracy. Nie ma go wtedy kiedy jest to niezbędne. Jane może liczyć tylko na siebie.
Jednego dnia następuje przełom. Zaczynają się kłócić. On ją obraża ,podnosi na nią rękę ,chociaż wie o jej traumatycznym dzieciństwie. Jane pod wpływem impulsu zabiera córkę i wraca w rodzinne strony. Nie spodziewa się ,że jej mąż zagrozi jej sprawą w sądzie za uprowadzenie jego córki. Kobieta wsadza Rebekę w najbliższy samolot i....jej córka cudem przeżywa jego rozbicie się. Historia lubi się powtarzać. Kilkanaście lat później dzieje się coś podobnego z tym ,że dziewczyny wyjeżdżają na dobre. Przynajmniej tak twierdzą... Mają plan ,aby udać się do brata Jane -Joley`a ,który pracuje w sadzie w Massachusetts. Droga innym wydaje się prosta ,ale jest jedno "ale" !! Muszą przemieszczać się w taki sposób ,aby Oliver ich nie odszukał i nie zmusił do powrotu do domu. Podążają chaotycznie według instrukcji zawartych w listach jakie przygotował dla nich Joley...
Co przyniesie im podróż?
Czy usłyszą wreszcie głos serca?
Po przyjeździe do brata Jane odetchnęła pełną piersią. Razem z córką zatrzymały się u szefa Joleya -Sama. Ich znajomość przebiegała dosyć burzliwie ,ale każda ze stron dzięki niej coś zyskała. Jane nauczyła się wiele o naturze ,spontaniczności ,a Sam stał się bardziej ludzki i nie skrywał się już za fasadą milczenia. Oboje odkryli ,że nie warto kierować się uprzedzeniami co do pochodzenia czy zatrudnienia. O mały włos by się przez to bliżej nie poznali. Jak zwykle jednak Oliver pojawia się w nieodpowiednim momencie. Niszczy w ten sposób miłość Jane do Sama oraz fascynację Rebeki i Hadleya.
Jak to się zakończy?
Gdzie zamieszka Jane i Rebeka?
Co kierowało przez tyle lat Joleyem?
Początkowo nie widziałam w tym większego sensu ,ale z biegiem stron wszystko stawało się dla mnie coraz bardziej jasne. Opisane przez Picoult przygody były chwilami niesamowicie zabawne ,a za razem wzruszające. Dzięki nim zbliżałam się do głównych bohaterek. W czasach kiedy większość nastolatek drze koty ze swoimi rodzicami ,to była dla mnie miła odmiana. Opisy mijanych przez nie krajobrazów zasługują na wielkie wyróżnienie. Za ich sprawą mogłam nie ruszając się z mojego łóżka zwiedzić wiele ciekawych i pięknych miejsc. Chwilami przerywałam czytanie ,aby zamknąć oczy i pomyśleć o tym czy w moim przypadku ta podróż zdałaby egzamin. Czy ja i moja mama dałybyśmy radę przebrnąć przez to co Jane i Rebeka? Czytając książki tej autorki zawsze wyobrażam sobie jak ja bym się w danej sytuacji zachowała lub jakie konsekwencje niosą za sobą takie lub inne zachowania.
"Głos serca" skłania do zastanowienia się nad sobą. Jest to doskonała lektura dla wszystkich grup wiekowych ,ponieważ zawiera tak wiele wątków i metafor ,że na pewno każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Czytelnik oczekujący :dużej dozy dramatyzmu ,miłości (zarówno tej dojrzałej jak i młodzieńczej),trudnych decyzji oraz przede wszystkim walki o samego siebie -na pewno nie będzie zawiedziony.
Osoby ,które czytały wcześniejsze notki o książkach Picoult nie będą zdziwione kiedy przypomnę co najbardziej cenię w jej twórczości. Uwielbiam to ,że wszystko jest pokazane z wielu punktów widzenia i nie jest to zagmatwane ,a wręcz przeciwnie. Podpisy nad każdym rozdziałem REBEKA ,OLIVER lub JANE bardzo ułatwiły mi czytanie tej książki.
Zawsze staram się być obiektywna wobec postaci książkowych. Tym razem mi się to nie do końca udało. Od początku wiedziałam ,że jest coś nie tak z Oliverem. Ten facet jest dla mnie kompletnym zerem ,które nie zasługuje na tak wspaniałe kobiety jakimi są Jane i Rebeka. Wszytko co robił było samolubne ,chamskie oraz poniżające dla innych. Wyjątkowo paskudny mężczyzna-nie ma co się oszukiwać.
„Można przywrócić do życia martwe drzewo. Zaszczepić na nim dwa różne gatunki. Przeszczepienie to sztuka łączenia przeciwieństw, przywracania nadziei.”

A tutaj taki bonus ode mnie------>
Byłam ciekawa jak realnie wyglądała trasa podróży Jane i Rebeki ;)
Moja ocena: 5/6
P.S. Książka zawiera tyle osobliwych miejsc ,że nie sposób oddać ich za pomocą jakichkolwiek zdjęć.
piątek, 1 marca 2013
"Zapomniane" - Cat Patrick
"Zapomniane" - Cat Patrick
Strony: 311
Oprawa: miękka
Źródło: empik
Książkę kupiłam z racji tego, że bardzo przykuła mnie jej nietuzinkowa okładka oraz pomysł na fabułę - taka kombinacja mnie zaintrygowała.
Główna bohaterka London Lane ma nietypowy "dar" :
" Widzę migawki przyszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro, i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację. Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa...Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama mnie okłamuje. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałabym zapamiętać na zawsze, jak bardzo..."
Na początku - wielki zawód. Czytając miałam wrażenie, że pisze to jakaś czternastolatka : dziwne, nietrafione wymiany zdań, ogromna prostota języka...a do tego pozwolę sobie zacytować fragment, podczas którego nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać :
"-W której jesteś klasie ? - pyta
-W jedenastej - odpowiada Luke
"-W której jesteś klasie ? - pyta
-W jedenastej - odpowiada Luke
-Jedwabiście. My też - oznajmia"
"Jedwabiście"..? Naprawdę nie wiem czy to błąd w tłumaczeniu ale zdarzają się w książce pewne podobne do tego dialogi.
Z każdym nowym dniem London czyta notatki opisujące dzień wczorajszy - aby wiedzieć co robiła, z kim się pokłóciła. Jej syndrom zapominania przeszłości jest bardzo ciekawy. Szkoda tylko, że dopiero od połowy książki czytelnik przyzwyczaja się do jej postaci. Nie wiem czy przyczyna tkwi w tym, że musiałam "przestawić się" na język autorki czy może dlatego, że akcja dopiero w wtedy zaczyna nabierać tempa i pojawiają się wydarzenia, które mnie zaskoczyły. Niestety zostają one umieszczone w połowie i prawie na sam koniec pojawia się punkt kulminacyjny i BUM - książka się kończy.
Najgorsze co mogę odczuć czytając książkę to chęć sięgnięcia po inną. Niestety, tak było w przypadku "Zapomniane". Świetny pomysł ale źle zrealizowany. Zdziwiłam się, że Paramount Pictures zakupił prawa do ekranizacji powieści (rolę głównej bohaterki zagra Hailee Steinfeld, która moim zdaniem w ogóle nie pasuje do postaci London).
Chciałam ocenić książkę na 3 jednak daję jej 4, ze względu na rozwój akcji (niestety od połowy) i zaskakujące zakończenie. Miałam wrażenie, że autorka od połowy książki się "obudziła" i zaczęła nareszcie pisać konkretnie.
Pojawia się pytanie, czy warto ją w ogóle czytać skoro od połowy dopiero się coś dzieje. Myślę, że tak - jeśli nie masz nic innego do czytania a chcesz przeczytać coś w jeden dzień.
Książkę polecam też osobom, które chcą odpocząć od trudniejszych książek i zapuścić się w świat nastoletniej, dziwnej dziewczyny, która widzi przyszłość.
środa, 20 lutego 2013
"Pół życia" - Jodi Picoult
"Pół życia"- Jodi Picoult
Strony: 459
Żródło: antykwariat (19 zł)
Żródło: antykwariat (19 zł)
Nagle wszystko się zmienia: Luke zostaje ciężko ranny w wypadku samochodowym. Edward musi wrócić do domu, który opuścił przed laty, i razem z siostrą Carą podjąć decyzję o losie ojca. Pojawiają się pytania ,na które nie ma prostych odpowiedzi: jakie tajemnice skrywa przed sobą rodzeństwo? Co stoi za pragnieniem, by pozwolić ojcu umrzeć… lub utrzymać go przy życiu za wszelką cenę? Czego życzyłby sobie sam Luke? I przede wszystkim, dlaczego zapomnieli to, o czym zawsze pamięta wilk: że członkowie stada potrzebują siebie nawzajem, a przetrwanie czasem idzie w parze z ofiarą?
Z książkami Picoult jest tak ,że niektórzy je kochają ,a inni nienawidzą. Ja należę do tych pierwszych. Zawsze myślałam ,że jestem zbyt młoda ,by czytać powieści o tak dojrzałej ,a zarazem ważnej tematyce...
Po trzeciej książce tej pani , z małym rumieńcem na twarzy muszę przyznać się do pomyłki. Nawet młody człowiek ma swoje zdanie na temat eutanazji ,a szczególnie podczas okresu buntowniczego ,który jest nieodzowny u wszystkich nastolatków. Przychodzi taki czas ,że młodzi popierają to co jest zabronione przez kościół ,wszechobecne zasady moralne lub po prostu zakazane przez rodziców. Dopiero po jakimś czasie dochodzi do tego ,że stają się obiektywni i nie kierują się skrajnymi emocjami oraz chęcią zrobienia komuś na złość. Poniekąd ta książka dotyczy tego zjawiska ,które moim zdaniem jest warte uwagi.
Ojciec w życiu dziecka powinien być wzorem. Szczególnie mali chłopcy powinni mieć w nim oparcie oraz przyjaciela ,z którym pierwszy raz poszliby na ryby ,ogolili się (nawet tylko dla zabawy). Niestety nie wszystkim jest to dane. W czasach ,w których zacierają się najwyższe wartości tj. rodzina ,miłość ,uczciwość zaczyna rządzić pieniądz oraz nadmierna praca. Chyba wszyscy są świadomi do czego doprowadza taka zmiana priorytetów.
Główny bohater Luke Warren od zawsze pasjonował się wilkami. Te dzikie zwierzęta budziły w nim respekt ,ale także przypominały mu ludzi. W odróżnieniu od swojej rodziny i innych otaczających go homo sapiens nigdy nie wyrządziły mu krzywdy ani nie okłamały go. Może jego trudne dzieciństwo albo fakt ,że nie umiał się porozumiewać z innymi doprowadziło do tego ,że nie umiał być prawdziwym i odpowiedzialnym ojcem ,a tym bardziej oddanym mężem.
Całe swoje życie podporządkował swojej pasji ,nie licząc się z uczuciami swoich najbliższych. Potrafił opuścić swoją rodzinę ,by zamieszkać w lesie z wilkami i w ten sposób poznać lepiej ich zwyczaje. Po powrocie do cywilizacji czuł się fatalnie. Jego wzrok był rozbiegany ,bolała go głowa od słuchania zbyt wielu zróżnicowanych dźwięków ,a relacje z ludźmi nie układały się po jego myśli. Oczekiwał ,że wszyscy powitają go z otwartymi ramionami ,ale nie przewidział ,że życie jego bliskich poszło w drugą stronę ,a chwile ,które przegapił dla własnego widzimisię już nigdy się nie powtórzą.
Jego rodzina rozpadała się w bardzo długim procesie. Pokłócił się z synem ,który pewnego dnia spakował swoje rzeczy i uciekł. Żona miała dość jego ignorancji wobec tego co się dzieje u nich w domu. On zamiast oddzielić życie prywatne od swojej pasji ,poświęcał się wilkom bez jakiegokolwiek umiaru. Do domu wracał tylko co jakiś czas ,by się odświeżyć ,skorzystać z łazienki albo okazjonalnie zjeść coś innego niż prawie surowe mięso. Nawet noce wolał spędzać razem z watahą ,zamiast po długim dniu spędzić trochę czasu z żoną. Stała się rzecz nieodzowna. Doszło do rozwodu. Cały świat Cary i Edwarda legł w gruzach. Dziewczyna została z ojcem ,a Edward tułał się po świecie nie dając najmniejszego znaku życia swoim rodzicom.
Wiele lat później traumatyczne wydarzenie skłoniło go do powrotu do domu. On jako jedyna pełnoletnia i spokrewniona z Lukiem osoba ma podjąć decyzję czy odłączyć ojca od respiratora. Właśnie w tym momencie stajemy się świadkami konfliktu ,procesów sądowych i odkrycia tajemnic z życia bohaterów.
Czy rodzeństwo podejmie wspólną decyzję?
Czy to ich scali?
"Kiedyś wierzyłam we wszystko ,co mi mówił,ponieważ był starszy i mądrzejszy niż ja. Lecz jak się okazuje ,dorosłość nie oznacza ,że stajesz się nieustraszonym człowiekiem. Po prostu boisz się czego innego."
Cara i Edward to dwie kontrowersyjne osobowości. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam ich rozmowy oraz kłótnie dotyczące losu ich ojca. Dziewczyna była bardzo do niego przywiązana i nie myślała obiektywnie. Miała wrażenie ,że ich wypadek był spowodowany tylko i wyłącznie przez jej nieodpowiedzialne postępowanie. Z tego też powodu walczyła jak lwica o każde ,nawet najmniejsze tchnienie ojca. Była zdeterminowana tak bardzo ,że pozwała swojego brata i składała obciążające go i nieprawdziwe zeznania w sądzie.
Edward toczył ze sobą walkę wewnętrzną. W głębi serca pragnął miłości i zainteresowania ze strony ojca ,ale z drugiej strony był zbyt dumny ,by powiedzieć mu o tym wprost. Długo zmagał się ze swoimi problemami ,ale nie chciał się przed nikim przyznać czego dotyczą. Jako nastolatek pełnił rolę pana domu. To on płacił rachunki ,zajmował się Carą i był oparciem dla swojej matki. Teraz poczuł się jak piąte koło u wozu ,ponieważ nikt nie liczył się z jego zdaniem.
Edward toczył ze sobą walkę wewnętrzną. W głębi serca pragnął miłości i zainteresowania ze strony ojca ,ale z drugiej strony był zbyt dumny ,by powiedzieć mu o tym wprost. Długo zmagał się ze swoimi problemami ,ale nie chciał się przed nikim przyznać czego dotyczą. Jako nastolatek pełnił rolę pana domu. To on płacił rachunki ,zajmował się Carą i był oparciem dla swojej matki. Teraz poczuł się jak piąte koło u wozu ,ponieważ nikt nie liczył się z jego zdaniem.
Czy Cara uszanuje wolę ojca i pozwoli bratu odłączyć go od respiratora?
Książka pt. "Pół życia" od pierwszej strony jest przepełniona ogromną ilością emocji oraz bólu. Im bardziej zagłębiałam się w historię rodziny Warren`ów ,coraz bardziej się z nimi identyfikowałam. Trudno mi podjąć decyzję kto miał rację ,a kogo lepiej potępić. Ich losy przedstawiono z różnych perspektyw ,przez co trudno mi podjąć jakąkolwiek decyzję. Jedyne co mogę na ten temat powiedzieć jest to ,że z całego serca podziwiam Luke`a Warren`a jako pasjonata przyrody gotowego do największych poświęceń w imię tego co kochał najbardziej. Mimo wielkiego zaangażowania w pogłębienie wiedzy o wilkach nie można mu wybaczyć tego ,że był strasznym i wyrachowanym egoistą. Interesował się tylko sobą ,myślał tylko o swoich podopiecznych zamiast skupić się na tym co tak na prawdę jest w życiu ważne. W tym aspekcie można łatwo dostrzec tragizm tej postaci. Pasuje do niego słynne powiedzenie ,że dobrego człowieka poznaje się nie tylko po słowach ,ale przede wszystkim po czynach (,których u niego nie zaobserwowałam).
Wielkim atutem książki są doskonałe opisy wilczych zachowań. Z całą pewnością można zatracić się w ich świecie... Wszystkie rozdziały są podzielone na dwie płaszczyzny: czas realny (czyli to co dzieje się w szpitalu ,gdy Luke Warren jest podłączony do respiratora) oraz czas przeszły (wspomnienia Luke`a z czasów gdy był w pełni swoich sił).
Jeżeli chcecie zapoznać się z tą książką ,to dobrze Wam radzę - zaopatrzcie się w pudełko chusteczek higienicznych!!
Dawno nie czytałam tak wzruszającej powieści. Jest napisana o zwykłych ludziach z myślą o zwykłych ,przeciętnych czytelnikach ,a ostatnio to rzadkie zjawisko.
Moja ocena: 6/6.
sobota, 16 lutego 2013
"Ręka Mistrza" - Stephen King
Co mogę powiedzieć o Stephenie Kingu? Moim zdaniem jest to twórca najlepszych horrorów, które oddziaływują na stan psychiczny czytelnika, przenikają do części mózgu odpowiedzialnej za poczucie lęku i pozostają tam na długi czas. Baaardzo długi czas.
Kilka miesięcy temu, czytając Podpalaczkę tego samego autora, pomyślałam sobie: a może tak małe wyzwanie? Wyzwanie nie takie jak inne, na miesiąc czy rok, ale coś większego. A mianowicie, że w ciągu całego mojego życia przeczytam WSZYSTKIE dzieła Kinga. Zarówno te, które pisał pod pseudonimem Richard Bachman, oraz jako John Swithen. Idzie mi nieźle, ale bardzo powoli. :) W każdym razie, Rękę Mistrza dostałam w prezencie od moich kochanych kuzynów, Krzysia i Krystiana, którzy w pewien sposób zarazili mnie zamiłowaniem do takich lektur.
Edgar Freemantle nie przyjechał na wyspę Duma Key z błahego powodu. Jego terapeuta zasugerował, że powinien odpocząć w jakimś przyjemnym miejscu, bo przecież zmiażdżenie przez dźwig, utrata prawej ręki i odejście żony to wystarczający powód aby zwariować, a może nawet popełnić samobójstwo. Na szczęście Freemantle nieźle trafił, terapeuta Kamen dawał naprawdę dobre rady:
Edgar Freemantle nie przyjechał na wyspę Duma Key z błahego powodu. Jego terapeuta zasugerował, że powinien odpocząć w jakimś przyjemnym miejscu, bo przecież zmiażdżenie przez dźwig, utrata prawej ręki i odejście żony to wystarczający powód aby zwariować, a może nawet popełnić samobójstwo. Na szczęście Freemantle nieźle trafił, terapeuta Kamen dawał naprawdę dobre rady:
-Powiedz mi Edgar, czy jest coś, co sprawia ci radość?A więc idąc tym tropem osiedlił się na Duma key, w małej rezydencji przy plaży. Wielki Koral, bo tak Edgar ochrzcił domek, był idealnym miejscem do malowania. Gdy tylko Freemantle ujrzał pierwszy, wyjątkowo piękny zachód słońca, nie mógł się opanować i natychmiast przelał widok na płótno. Nie przypuszczał tylko, że jego obraz może mieć magiczne zdolności A jednak, każde przez niego namalowane dzieło ma w sobie tajemniczą moc. Niekiedy jest tylko nośnikiem, dostępem do pewnych osób, a czasami zmiany na obrazie stają się rzeczywistością.
Zastanowiłem się pobieżnie nad tym pytaniem (zbyt głębokie drążenie tematu nie wydawało mi się bezpieczne) i odparłem:
-Kiedyś lubiłem szkicować.
![]() |
Jego oczy wpatrzone w nią, pociemniałe, zdradzają złe zamiary, ale reszta jego twarzy nie zdradzała absolutnie niczego - bo jej nie ma. nie namalowałem mu ani ust, ani nosa.Powtórka z rozrywki? Otóż w pewnym sensie tak. Elizabeth Eastlake, teraz sędziwa i schorowana kobieta, gdy była jeszcze dzieckiem odbyła własną walkę z siłami tej wyspy. Więc może to własnie historia rodziny Eastlake'ów wyjaśni Edgarowi co do cholery dzieje się na Duma Key?
Poniżej oczu twarz Candy'ego Browna w mojej wersji była białą plamą. [...]
To ja zatrzymałem oddech tego człowieka.
"Rękę Mistrza" nazwałabym horrorem psychologicznym, bo choć akcja jest dość powolna to każda strona wzbudza w czytelniku poczucie niepokoju. Serce zaczyna szybciej bić, a zdania dosłownie się pochłania. Wszystko jest idealnie opisane, każdy szczegół, w doskonały sposób. Postacie są różnorodne, każdy bohater ma w sobie to coś a opisy przyrody są bardzo realistyczne. Dla kogoś kto ma choć odrobinę wyobraźni jest to raj na ziemi. Czytałam zdanie a w drugiej sekundzie byłam na Duma Key, widziałam fale obijające się o brzeg, i słyszałam muszle delikatnie przesuwające się pod naporem wody. To było naprawdę niezwykłe. Wiele do myślenia dawały opisy przeżyć wewnętrznych Egdara. Dużo działo się w jego umyśle, choć nie wiadomo dokładnie w jaki sposób. Ale było to przerażające i oczywiście mistrzowsko napisane.
Wydaje mi się, że nigdy tak naprawdę nie zrozumiałam, o czym jest ta książka, bo wszystko jest takie tajemnicze. Ale wyciągnęłam wniosek, że nie liczą się wydarzenia opisane w lekturze, ale to jak bohaterowie sobie z nimi radzą. Bo czym byłyby sytuacje bez postaci w nich uczestniczących?
A niektórych zjawisk nie da się wytłumaczyć, i nawet nie warto próbować.
"Strach wiąże się z szybszym biciem serca, często falą gorąca, zwiększonym napięciem mięśni" - is.umk.pl
moja ocena: 5+/6
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)
