Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Piąta fala. Bezkresne morze - Rick Yancey

Piąta fala #2

Czy "Bezkresne morze" mnie zaskoczyło? I tak i nie. W pewnym sensie spełniło moje oczekiwania. Było tak jak się spodziewałam. Dalsza walka, właściwie bitwa o każdy oddech. O możliwość istnienia. Akcja pędzi jak szalona, co jest cholernym plusem tej książki. Nie miałam tego wrażenia, że coś mnie przyciąga i nie puszcza póki nie dojdę do ostatniej strony, ale to napięcie i upływający między palcami czas dawał takiego kopa: nie waż się przestawać. Czytaj dalej! To jest ważne! I takie tam. Ale z drugiej strony nie mam pojęcia tak na prawdę co się dzieje. Początek był genialny. <3  No i to by było na tyle. 

Sama książka została podzielona na dwie części. Pierwsza obejmowała wszystkich bohaterów, natomiast druga, o dziwo, dotyczyła jedynie Ringer. No i wtedy kurtyna wspaniałości opadła. Nic nie mam do tej postaci, ale narracja pierwszoosobowa - w jej osobie - doprowadziła mnie do szaleństwa. Moim zdaniem Rick źle to wykombinował. Byłoby to ciekawe, gdyby nie te przeskoki czasowe i niedokładność. Czytanie z jej perspektywy miało mi ułatwić zrozumienie fabuły, ale to jest tak jakby Ringer ukrywała myśli przed samą sobą. Mam wrażenie, że pisanie z jej perspektywy było wymuszone. W dodatku, jeśli miałam lepiej ją poznać, jako postać, to nie wyszło. Rozumiem ją chyba mniej niż wcześniej. 

Sam pomysł z podziałem narracji jest okej. W "Piątej fali" się sprawdził. I tym razem widzimy oczyma m.in. Cassie, Ringer czy Pączka. Ale jest pewien element, którego na miejscu autora bym nie wprowadziła. Otóż w połowie książki jakiekolwiek wzmianki na temat pozostałych bohaterów (pomijając Ringer i Filiżankę) ustają. Domyślam się, że w trzeciej części wszystko się wyjaśni, ale wygląda to tak jakby Yancey wolał zająć się samą Ringer a nieprzyjemny motyw Cassie zostawił sobie na potem. Nie wiem czy nie starczyło mu  kreatywności by zająć się tą kwestią, czy była to po prostu spontaniczna decyzja, którą uznał za słuszną, ale w moim odczuciu to niewypał. 

Aczkolwiek, muszę przyznać, że fabuła staje się coraz ciekawsza. Ale i mniej przeze mnie zrozumiała. Vosh jako postać jest genialna. Manipulacje i sztuczki jakimi się posługuje namieszały mi w głowie. I choć patrzyłam oczami Ringer, która teoretycznie nadążała nad nowymi nowinkami, to ja kompletnie się pogubiłam. Być może za drugim podejściem uda mi się to wszystko zrozumieć. 

Skrycie mam nadzieję, że trzecia część wynagrodzi mi całe niezadowolenie związane z dwójeczką. Ale też nie przesadzajmy. Była to ciekawa lektura. Nie wiem czy warta swojej ceny ale przynajmniej okładka jest piękna. :D

piątek, 1 sierpnia 2014

"Przez bezmiar nocy" - Veronica Rossi

Przez burze ognia #2

Kolejna dawka silnych wrażeń. Po wydarzeniach w jedynce Arii i Perry'emu przyjdzie się spotkać tylko na chwilę. On zajęty jest plemieniem, za które jest odpowiedzialny. A ona otrzymała misję odnalezienia Wielkiego Błękitu. 

Burze eterowe się nasilają. Tam gdzie kiedyś było względnie bezpiecznie teraz króluje lęk o następny dzień. Każdy chce znaleźć Wielki Błękit. Ale nie każdemu będzie to dane. 

Liczyłam, że autorka nas czymś zaskoczy, coś uwydatni, ale właściwie jedyne co czułam to zimny oddech na swoim karku mówiący: szybciej, szybciej, już niedaleko do Wielkiego Błękitu
Bezsensowna jest wiedza, że główny cel tej książki to dotarcie do bezpiecznej przystani zwanej Wielki Błękit. Pierwsza część była odpowiednia, poznajemy bohaterów i wgl, ale dwójeczka nie wniosła niczego nowego. Była tylko spoiwem łączącym pierwszy tom z trzecim. I nie powinno dać się tego odczuć.

Spodziewałam się też jakiegoś  wyjaśnienia skąd eter właściwie się wziął, ale niczego takiego nie otrzymałam. Jestem bogatsza w wiedzę o tym świecie, ale nie jest to ani wyraźne ani przejrzyste. Natomiast bohaterów polubiłam jeszcze bardziej, o ile się da. Uważam, że Aria i Perry są dla siebie stworzeni, i pomimo, prób na które są wystawiani, nie poddają się i walczą o miłość. A muszę napomknąć, że właściwie 2/3 książki są od siebie odseparowani (buuu).Wprowadzono kilku nowych bohaterów, a może trafniejszym określeniem byłoby, że poznajemy tych, o których już była mowa. Podoba mi się transformacja Arii. Z zagubionej i niewinnej zmieniła się w prawdziwą wojowniczkę. Ale mam żal, że jej przemiana nie została ukazana, tylko "stała się" pomiędzy częściami. 

Miłość to niesforny ptak, którego nikt nie może oswoić.

Akcja jest powolna i nudna, i naprawdę nic takiego się nie dzieje (no może oprócz końcowych stron) ale pochłonęłam ją jak gąbka wodę. Przeleciało mi hop bęc i już. Mam takie uczucie, że mogłabym wielokrotnie ją czytać i by mi się nie znudziła. 

Styl pisania Rossi właściwie się nie zmienił, nic nie zauważyłam. Natomiast opisy uczuć ewidentnie są atutem ten serii. To niezwykłe jak samym słowem można tak niedyskretnie wpływać na czytelnika. To wina pobudzanych emocji. I choć dzieje się niewiele, to każdy rozdział obfity jest w kształtowanie relacji, delektowanie się uczuciami. 

Nie uważam żeby to była najlepsza środkowa część ever, ale liczę, że Wielki Błękit będzie wart poświęcenia. :) 

Przez burze ognia #1
RECENZJA

Przez burze ognia #3

wtorek, 29 lipca 2014

"Dotyk Julii" - Tahereh Mafi


Dotyk Julii #1 

Beznadziejna tylna okładka. Nic tam nie ma. Tylko pusta paplanina "Zostałam przeklęta. Mam niezwykły dar". Przyznaję, wygląda to świetnie i intryguje. Ale żadnych konkretów. Otworzyłam pierwszą stronę i bach! tak poirytowana już dawno nie byłam. Kreski. Nierówne kreski! Nie jestem pedantką, ale przekreślenie zaczynające się u dołu i kończące się u góry to nie mój top. Dobra, wybaczyłam bym, w końcu nie jestem bez serca, ale każde przekreślenie żyło swoim własnym życiem. Jedne kończyły się na ostatniej literze, inne kompletnie poza literami - udręka. Oczywiście główna bohaterka od 264 dni była zamknięta w więzieniu, rozumiem, że można lekko zbzikować, ale ona mówi coś takiego: "Jestem zaskoczona, że nie zapomniałam ludzkiej mowy". Nie mogła mówić do siebie? -.- Przez pierwszych kilkanaście stron poziom agresji wzrósł u mnie z zera do tysiąca, wyobraziłam sobie jak rozrywam książkę na kawałki i palę w ognisku. Ale całe to negatywne nastawienie zniknęło, gdy w jej celi pojawił się chłopak, nie byle jaki - w sekundzie zapomniałam, że zdążyłam znienawidzić tę książkę.

Narracja pierwszoosobowa jest moją ulubioną. Jest bardzo intensywnie, wszystko przybiera kształty jakbym spoglądała na nie własnymi oczami. Nie tylko czytam. Staję się tym kto prowadzi narrację. Jak dla mnie, od dzisiaj mogę być Julią. ^^ Ona nie dotykała, ani nie była dotykana od bardzo dawna. Jest zlękniona, że mogłaby kogoś zabić. Znalazła się w więzieniu, a gdy dołącza do niej Adam, rodzi się między nimi coś intymnego. Ale także rozpoczyna się czas zmian. Będzie musiała stanąć przed decyzjami w jaki sposób wykorzystać umiejętność dar. Jest także Warner, postać, wydaje mi się bardzo złożona. Pragnie władzy, ma ku temu warunki, ale pomimo brutalności, jest w nim coś dobrego, co polubiłam. Mam nadzieję, że w dalszych częściach też będzie grał jedne z pierwszych skrzypiec.

Wszystko jest owiane tajemnicą. Nie do końca znamy genezę tego świata, właściwie w ogóle uważam, że został kiepsko przedstawiony. Bardzo dużo się o nim wspomina, o sytuacji politycznej, ale to wszystko jest dla mnie niespójne. Domyślam się, że specjalnie tak zrobiono. Julia była prawie rok w więzieniu, więc została jakby pominięta w wydarzeniach, które miały miejsce. No i gdyby od razu autorka wszystko wyjaśniła, mogłoby być nudno. Ale nie został podany nawet rok. Nie wiem czy to teraźniejszość czy przyszłość, mogłabym zgadywać ale lubię wiedzieć na czym stoję. Nawet nie wiem czy mam sobie wyobrażać otoczenie jako tożsame z naszym czy jako zupełnie coś nowego, bo niby jest podobnie, ale zupełnie inaczej. Jakby trwała tam wojna, albo już było po wojnie... sama nie wiem. Za to opisy są bardzo dobre. Uczuć. Relacji. Oraz wnętrz, Julia zwraca uwagę nawet na głupie dywany rozłożone na podłodze.

Jest gorąco, seksownie i burzliwie. Czytając miałam gromadkę kolibrów w brzuchu. Motylki. Lub cokolwiek tam chcecie. Wiem, że to zabrzmi naiwnie i pewnie mało to was interesuje, ale czułam się jakbym miała gorączkę, której nie mogę zbić. Nie powiem dlaczego, bo byłby to spoiler, ale chyba każdy był lekko przytłoczony natężeniem tych wszystkich wrażeń. Uwaga była skupiona na dwójce głównych bohaterów. I jak najbardziej jest to romans. Ale nie zapomniano też o innych wątkach. Są tacy, którzy chcą zmienić świat i wykreować go po swojemu, na własnych warunkach, używając przemocy oraz tacy, którzy się buntują.

Jestem bardzo ciekawa jak to się ułoży. Jestem spragniona dotyku Julii, bo można powiedzieć, że mnie naznaczyła. I już nie potrafię o nich zapomnieć. Pióro Tehereh mnie zaskoczyło. Bardzo lekko się czyta, wręcz pochłania. A w dodatku jest innowacyjne. Jeśli powiem, że to nowa era dla literatury, niestety będzie to przesada, ale rzeczywiście czułam, że to coś innego, nowoczesnego. Chociażby te irytujące przekreślenia. Ale ja ich nienawidzę.

Ps. Które wydanie wam się bardziej podoba - ze szklaną sukienką czy okiem?

Dotyk Julii #2
Dotyk Julii #3


środa, 2 lipca 2014

"Przez burze ognia" - Veronica Rossi

Przez burze ognia #1

Tak sobie myślę, że jest jest to jedna z lepszych (pierwsza dwudziestka) książek z gatunku fantasy jaką miałam okazję czytać. Nie wiem co w niej jest, ale pochłonęłam ją w jedną noc. Początek - beznadziejny. Ale rozwinięcie - woooow. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. A ja lubię gdy w lekturze przeciwstawnie występuje subtelność i ogromna moc emocji. Sądziłam, że pozytywne opinie na jej temat są co najmniej na wyrost, jednak, sama stwierdzam, że nie mogę ocenić jej tylko pozytywnie lub tylko negatywnie. To taki idealny środek.

Dobra, ale przybliżę wam lekko zarys fabuły. 
Mamy główną bohaterkę, Arie, która mieszka w Revierie i funkcjonuje w świecie nierealnym. Za pomocą myśli może przenieść się do dowolnej Sfery i doświadczać wszystkiego wielowymiarowo. Dzięki wizjerowi (nakładki na oko) może jednocześnie przebywać w  odizolowanej od reszty świata kopule i bawić się na imprezie, przykładowo, w Paryżu. Na początku kompletnie nie mogłam zrozumieć jak to wszystko działa, ale wraz z rozwijającą się akcją nabierało to sensu. Aria jako postać nie jest do mnie podobna, ale to nic, bo nietrudno przyszło mi się z nią zaprzyjaźnić. 

Perry jest Wygnańcem. Urodził się poza kopułą. Miał styczność jedynie z tym co prawdziwe. Jest męski i odważny. Taki charakterny trochę. Początkowo uważa Arie bardziej jako kule u nogi, jednak potem ujawnia się jego delikatność i opiekuńczość. Perry ma bratanka dla którego jest w stanie zrobić bardzo wiele, i własnie to spowodowało, że złączyły się losy tej dwójki, Arii i Perry'ego. 


Początek, jak już wspomniałam, niczym nie zachęca. Jest nijaki, chaotyczny, taki typowy gniot. Szczerze mówiąc, za pierwszym razem dotrwałam do końca, bodajże, pierwszego rozdziału, i się poddałam. Nie da się czytać książki prawie zasypiając. Ale dałam jej drugą szansę. Akurat nie było niczego lepszego w bibliotece. Przetrwałam pierwsze rozdziały i.. wpadłam w trans. Okej, nie powinno tak być, bo pierwsze zdania są najważniejsze, ten pierwszy rozdział ma połechtać nasze zmysły, a nie zamęczać na śmierć. To dosyć duży minus, no i jest jeszcze ta cała sprawa z wizjerem i tymi Sferami. Wyczuwam duży potencjał, i mam nadzieję, że Pani Rossi nie zepsuje tego wątku, jednak początkowo nic z tego nie pojmowałam. Fakt, nie znam się na cyberprzestrzeni i takich tam bajerach, ale myślę, że można było to wyjaśnić w taki sposób, aby nikt nie miał wątpliwości jak to wszystko działa. Teraz już bardziej to rozumiem, z każdym rozdziałem wiemy coraz więcej, ale początkowo w mojej głowie miałam kołowrotek. A mój wewnętrzny chomik nie nadążał machać malutkimi łapkami. 


To co bardzo mi się podobało to ograniczenie ilości bohaterów, przez co wszyscy byli  bardzo wyraźni. Atmosfera była, powiedziała bym, intymna. Tak jakby była to historia spisana specjalnie dla mnie. Relacja Arii i Perry'ego powoli nabierała tempa. Od lekkiej nienawiści do prawdziwego uczucia. No, co jak co, ale było dość emocjonalnie. Ale i spokojnie. Tak lekko. Dojrzale. A niektóre sceny były prześmieszne. Każde z główny bohaterów ma mocny charakter, a ich dialogi rozśmieszą niejeden "ciężki przypadek depresji". Podobały mi się opisy przyrody, oraz w szerszym obrazie, cały przedstawiony świat. Nie odstaje bardzo od naszego, jest dość realistyczny. Jedynie te dziwne, nowoczesne dodatki. Mam takie odczucie, że mogłabym to podciągnąć pod post apokaliptyczne fantasy jednak autorka niewiele o przeszłości mówi, także pochopnych wniosków nie przystaje mi wysuwać. Zobaczymy co będzie w następnych częściach. 

Generalnie nie jest to żadna ambitna lektura - tylko, o własnie, idealna na wakacje. Lekka, przyjemna, zmysłowa. Ale nie jedynie romans. Jest też trochę tajemnic, ucieczka i pościg. Można na chwilę się zatrzymać i zastanowić co jest dla mnie ważne w życiu. :) 



Przez burze ognia #2


Przez burze ognia #3

sobota, 3 maja 2014

"Delirium" - Lauren Oliver

[Delirium] #1

"Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali."
Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której [miłość] jako uczucie, stan w jakim się znajdujemy, uważana jest za chorobę. Przeważnie to w [miłości] odnajduje się sens życia, to siła napędowa i radość w czystej postaci. Jednak w tym świecie, [miłość] zadaje "śmiertelny" cios. Intrygujące?

A i owszem. Ta książka jest o [miłości], ale nie tylko. Ponieważ jest w niej coś, co sprawia, że dużo się zyskuje czytając ją. Przynajmniej ja tak miałam, i jest to wartość bardzo przeze mnie ceniona. Ale może powróćmy do fabuły.

Deliria to choroba. Przez niektórych zwana [miłością]. Jej objawy są typowe dla naszego 'zakochania' -  motylki w brzuchu, zanik zdolności racjonalnego myślenia, trudności w koncentracji czy wiecznie dobry humor. Po osiemnastym roku życia, każdy zobowiązany jest poddać się zabiegowi, po którym nie istnieje ryzyko zapaści na Amor Deliria Nervosa - to pełna nazwa choroby. Są zwolennicy takiego postępowania jak i buntownicy, którzy chcą walczyć o wolną miłość i bronić tego co prawdziwe. Oczywiście za takie postępowanie grożą bardzo surowe kary. Lena jest nastolatką, która za kilkadziesiąt dni ma przejść taki zabieg - tzw. remedium. Jej matka kilkukrotnie poddawała się zabiegowi (niezupełnie z własnej woli), ale nigdy nie została wyleczona. Popełniła samobójstwo.

Lena jest bardzo wrażliwa, i patrzy na pewne rzeczy w odmienny sposób niż większość "posłusznych" osób. Szczerze mówiąc, polubiłam ją i myślę o niej jak o przyjaciółce. Jej całe życie jest poukładane, tak na prawdę o jej przyszłości decydują wszyscy oprócz niej, ona nie umie się sprzeciwiać. Zwyczajnie robi to, co inni uważają za słuszne. Kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą, więc dlaczego miałaby nie wierzyć? Ale Lena odkrywa nowy aspekt życia kiedy zakochuje się w Aleksie. Czy można kochać, kiedy miłość uważana jest za chorobę?

Dobra, przyznaję się. Myślałam, że to będzie ckliwa historia o nieśmiałej dziewczynie, która spotyka swego księcia w świecie zabronionej miłości - musicie domyśleć się jakie było moje zdziwienie, kiedy uzmysłowiłam sobie, że ta książka jest genialna, i bynajmniej nie ckliwa. Podoba mi się tam wiele rzeczy, przede wszystkim pomysł - jest mega. Wykreowany świat, bohaterowie czy sytuacje są bardzo realne, i dobrze stworzone. Łatwo się wciągnęłam, żyłam życiem Leny i szybko żałowałam, że nie ma dodatkowych stu tysięcy stron. Jedyne co mi przeszkadzało to zbyt wolna akcja, i takie niemiłe przeskoki czasowe. Bywało, że otrzymaliśmy jedynie opis tego co działo się w ciągu dłuższego odstępu czasu zamiast to przeżywać razem z bohaterami. Nie lubię czegoś takiego, ale w ostatecznym rozrachunku i tak "trzy razy TAK".

Jestem prze szczęśliwa, że nie jest to jedynie historia miłosna. Dużą dozą uwagi został obdarzony także wątek ruchu oporu przeciw koncepcji "miłość - choroba". Ludzie, którzy się zakochują trafiają do więzienia tudzież uciekają poza granice Portland. Hej, hej, to nie znaczy, że nie dbają o swoje! Zresztą, sami się przekonajcie. ^^


[Delirium] #2
[Delirium #3]


środa, 8 stycznia 2014

"Piąta fala" - Rick Yancey

 "Poznaj najlepszą powieść fantastyczną 2013 roku, zanim wszyscy zaczną zachwycać się filmem."
Naprawdę M U S I S Z przeczytać, bo ekranizacja to tylko kwestia czasu. A coś czuję, że to będzie epicki film. 

Najpierw pojawił się statek-matka, co wzbudziło nie lada emocje wśród ludzkości. Jednak czy samo potwierdzenie istnienia innej cywilizacji coś znaczy? Niekoniecznie. Prawdziwe spekulacje rozpoczynają się, gdy kosmici atakują.

Pierwsza fala - zabranie elektryczności. Cała ziemia pogrążyła się w ciemności.
Druga fala - powódź. Gdzie znaleźć schronienie kiedy wokół otacza nas woda?
Trzecia fala - choroba. Nadzieja umiera, gdy ludzkość płacze czerwonymi łzami.
Czwarta fala - Uciszacze. Jedna rada - nie ufaj nikomu.

Na całej ziemi pozostał jedynie odsetek całej społeczności, można by powiedzieć, że przetrwali najtwardsi. A teraz przybysze szykują następną falę, tak aby unicestwić wszystkich. Ale ludzie mają to do siebie, że tak łatwo się nie poddają. Walczą co sił, by zachować prawo zasiedlania planety. By pozostać przy życiu. Ich zmagania możemy oglądać z kilku perspektyw. Cassie jest nastolatką, w sumie całkiem fajną, która na swój sposób próbuje sobie poradzić z całą tą sytuacją. Błąka się sama, i stara się nikomu nie ufać. Uważam, że jeszcze nie poznała na własnej skórze jak niebezpieczni są kosmici. Kiedy ją poznajemy zastanawia się czy jest jedyną ocalałą, i myśli tylko o tym, żeby jakimś cudem odnaleźć swojego młodszego brata. Jest jeszcze Evan, ah, cudowny Evan. Który ma wiele tajemnic, ale mimo tego, jest takim jasnym promyczkiem, który daje nadzieje czytelnikowi. Jest taki prawy i ma tyle miłości w sobie. No, ekhem, nieważne. Warto też powiedzieć o Benie, skoro już mówimy o fajnych bohaterach tej książki. Ben ma siłę i umiejętności by uratować świat. Jest zdeterminowany i na pewno nie da się zabić.( Evana kocham, ale to Ben ma ten impuls, by zmieniać świat. To jemu powierzyłabym moje życie, gdybym musiała.)


Trudno powiedzieć o akcji, nie zdradzając przy tym kilku spoilerów, więc postanowiłam, że właściwie nic wam nie powiem. Ale coś trzeba.Więc..  Ben cudem przeżył Trzecią Fazę, i teraz szkoli się, jak zabijać kosmitów. Nie jest to łatwy trening, ale młodzi żołnierze są nową nadzieją tego świata. A Cassie jedynie stara się nie umrzeć z ręki Uciszacza. Niskie ambicje, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jest dzielna i wciąż kieruje nią marzenie uratowania brata. W końcu wszyscy stawią czoła prawdziwemu zagrożeniu, o którym nie mogę wam powiedzieć, i wtedy rozwinie się akcja. Jednak sami się przekonacie, że nic z tego nie jest tylko dwuwymiarowe. Każdy kij ma dwa końce. W tym świecie trudno mieć pewność. Każdy dzień może być naszym ostatnim, a nawet nie możemy określić kim są i jakie mają motywy nasi przybysze. Oni po prostu czają się między ludźmi. A to chyba najgorsze.

Gdy nie widać wroga, trudniej go zabić.

Ogólnie książka napisana jest prostym językiem, niewymagającym, ale konkretnym. Nie ma tam zbytniego rozwodzenia się. Pisał to mężczyzna, więc wiadomo. Nie żebym miała coś do twórczości mężczyzn, oczywiście. Opisy miejsc są ciekawe, i nie miałam żadnych trudności z wczuciem się w fabułę. Szczerze mówiąc, to już od pierwszych kartek poczułam się w tej historii dobrze. Jakbym sama miała tam jakieś specjalne, cieplutkie miejsce. Nie czytałam ociężale tylko wręcz przeciwnie, chłonęłam każdą stronę. Ale to co innego "wryło" mi się w pamięć. To opisy akcji i napięcie towarzyszące nam, dosłownie, od pierwszych wyrazów. Nie wiem jak Pan Rick to zrobił, ale jakkolwiek to wykonał, z mojej strony, zasługuje na ogromną pochwałę. Trzeba mieć ten, tak pożądany przez pisarzy, zmysł, aby tak manipulować słowami. No a akcja... po prostu dobrze to napisał. Nie miałam wrażenia, że sceny walki, a nawet uczucia bohaterów wtedy im towarzyszące, są pisane na silę - bo tak trzeba. Chociaż momentami, autora chyba poniosła wyobraźnia, i chciał stworzyć coś z niczego. Ale zdarza się.

Długo wahałam się 'kupić czy nie kupić?', bo wokół niej było sporo szumu a mało konkretów, ale w końcu Agatha mnie namówiła i mam ją na swojej półce. I dobrze, teraz przynajmniej mogę polować na następną część. Trzeba mieć jakiś powód do życia, nie? :D 

wtorek, 3 września 2013

"Wybrani" - C.J. Daugherty

Akademia Cimmeria/ Night School #1

Elitarna szkoła. Dla wyjątkowych dzieciaków.

Wybrani - dlaczego są tacy unikalni? 

Co można powiedzieć o uczniach Akademii Cimmeria?   Wybrani? To za mało. Właściwie to do tej szkoły zostaje się przyjętym przez tradycję rodzinną. Twoi rodzice mają ważne stanowiska w rządzie? - jesteś w dobrym miejscu. Na pewno kiedyś też uczęszczali do tej placówki. 
Tutaj nikt nie trafia bez przyczyny

To co robi tam dziewczyna taka jak Allie? 

Nasza główna bohaterka ma zwyczajny dom, jest typową nastolatką i nigdy w życiu nie słyszała o tej szkole. Od kiedy zaginął jej brat, z rodzicami nie dogaduje się zbyt dobrze, a i ma też problemy z prawem. Jej image można określić jako buntowniczy. Okej, może to dobry materiał na poprawczak, ale Akademia z pewnością nim nie jest. Dlatego Allie nie rozumie dlaczego się tam znalazła. 

Szkoła robi na niej ogromne wrażenie, znajduje nawet nowych przyjaciół i wokół niej zaczęli kręcić się dwaj faceci, cóż, obaj przystojni. Jeden z początku jest tajemniczy, wręcz negatywnie do niej nastawiony, przez co ciągle przyciąga jej uwagę. A drugi jest zahipnotyzowany jej osobą, mówią, że jest pierwszą, która obdarowana została takim zainteresowaniem. Z początku wszystko wygląda niewinnie a szkoła jest cudowna, ale z czasem zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Po śmierci jednej z uczennic nic nie jest takie samo.. na wierzch wychodzą mroczne tajemnice kryjące się w murach tej szkoły

Allie jest taką bohaterką, którą z głębi serca lubię, mogłabym się w nią wcielić, jednak momentami mam wrażenie, że jej osobowość została źle wykreowana. Nie mam tutaj na myśli  że jest "pusta" czy coś w tym stylu, ale ma bardzo niestabilną osobowość. Rozumiem, że się zmienia, bo tak zazwyczaj jest, że postacie ewoluują. Jednakże Allie była rozciągana niczym plastelina, przystosowując się do sytuacji, a potem na powrót formowana w rulonik. Zbytnio mi się to nie podobało.

Myślałam, że będzie wplątany w całą akcję wątek paranormalny, ale jednak nie. Zabierając się za jej czytanie nie byłam świadoma o czym będzie, przynajmniej nie dokładnie, a jednak pozytywnie mnie zaskoczyła. O dziwo, tak jak zawsze najgorętsze odczucia wzbudzały we mnie wampiry i te inne, to na tę jedną noc zatraciłam się w Wybranych

Kwestia opisów jest sporna. Z jednej strony nie mam do czego się przyczepić, a z drugiej mam pewien niedosyt. Ale ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Przeczytałam ją w jeden wieczór, kilka godzin, a czułam przy tym całą gamę przeróżnych emocji, i na prawdę świetnie mi się ją czytało. Z niecierpliwością czekam na drugą część! 

Liczba stron: 440



Akademia Cimmeria #2 - Dziedzictwo


Night School #3 - Fracture
niepolska okładka

sobota, 8 grudnia 2012

„Zawsze przy mnie stój” Carolyn Jess-Cooke


„Zawsze przy mnie stój”
                             Carolyn Jess-Cooke


Oprawa : miękka
Rok wydania: 2011
Liczba stron : 310

„Obok nas istnieje świat, którego nie dostrzegamy. Ktoś w każdej sekundzie walczy o Twoją duszę. Zamknij oczy i poczuj dotyk Anioła” 

Książkę kupiłam dokładnie rok temu w empiku. Szukałam czegoś na prezent pod choinkę. Nurkując między regałami zapełnionymi książkami aż przystanęłam, gdy zobaczyłam okładkę „Zawsze przy mnie stój” . Wzięłam ją do ręki..i wtedy się zaczęło. Nie mogłam się oderwać. Czytałam ją przez godzinę w empiku aż w końcu zdecydowałam, że jednak muszę iść do domu. Oczywiście ją kupiłam.

Główną bohaterką książki jest Margot, która staje się Aniołem Stróżem samej siebie i zmienia swoje imię na Ruth. Wraca na ziemię aby przeżyć całe swoje minione życie z punktu widzenia Anioła. Musi czuwać nad Margot, nad dzieckiem którym kiedyś była. Jest świadoma każdej rzeczy jaka się wydarzy, a większość z nich będzie okropna, dlatego Ruth pragnie zmienić swoją przeszłość. Zmienić każdą złą decyzję jaką podjęła i których żałuje. 
Czy aby osiągnąć swój cel będzie skłonna zawrzeć pakt z diabłem ?
Dowiecie się tego po przeczytaniu książki ; )

Jak już wspominałam na początku, od książki nie można się oderwać. Miała być prezentem pod choinkę, lecz zanim się nim stała była już przeze mnie przeczytana. Autorka pisze niesamowicie obrazowo i płynnie. Nie było ani jednego momentu, w którym odczuwałam znudzenie albo chciałam przerzucić parę stron dalej (co niekiedy zdarza mi się przy niektórych książkach).

 Muszę też zaznaczyć, że nie jest to książka do poczytania "przy herbatce". Jest to trudna, pełna sprzecznych emocji powieść, w której bezsilność małej dziewczynki chwyci każdego czytelnika za serce. Podczas czytania czułam wszystko to, czego doświadczała Margot i byłam zdruzgotana jej przeżyciami. Musiałam robić sobie od niej przerwy (chociaż z wielkim trudem) bo opisywane przez autorkę zdarzenia były tak niewiarygodne i wręcz okropne. Carolyn zawarła w swoim bestsellerze okrutną prawdę niesprawiedliwego świata, który nas otacza. Są również momenty ulgi, powodzenia,gdy Margot udaje się podjąć decyzję, z której jest zadowolona. 

Książka podsuwa również pytanie w pewnej kwestii :
Czy Anioły Stróże rzeczywiście istnieją?Osobiście, wierzę w prawdziwość tego zdania, ponieważ chciałabym aby tak było, aby był ktoś tak niezwykły kto mógłby strzec mnie od niewłaściwych wyborów i zachęcać do podejmowania tych dobrych.

„Zawsze przy mnie stój” cały czas trzyma czytelnika w napięciu. Zagłębiając się coraz dalej w książkę napływa do nas coraz więcej informacji, nie w sposób jest przewidzieć co będzie dalej, autorka zaskakuje czytelnika na każdej stronie. W kategorii dałam kilka różnych rodzajów, ponieważ nie mogłam się zdecydować na jedno określenie. Książka jest po prostu arcydziełem.


W mojej ocenie : 6/6
Nie zmieniłabym niczego, poleciłabym każdemu, przeczytałabym ją jeszcze raz :)