Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 lipca 2014
"Ogród wspomnień" - Amy Hatvany
Wiecie, chyba dla każdego przychodzi taki czas w życiu kiedy zastanawia się jak wpłynęło na niego dzieciństwo, że dziś jesteśmy tym kim jesteśmy. Myślę, że wszyscy noszą w sercu żal, związany z okresem kiedy nie byliśmy jeszcze w stanie się obronić. Dzieciństwo. Co mogliśmy zrobić w wieku dziesięciu lat? Nic. Wszystko zależało od osób, którzy sprawiali nad nami pieczę. A co jeśli sobie z tym nie radzili? Co jeśli wywołali u nas łzy każdej nocy, wykreowali potwory spod naszego łóżka i pokazali nam czym jest smutek, złość i lęk? Czy będąc dorosłym można wybaczyć błędy rodziców sprzed lat? Jak można przebaczyć, skoro to nas definiuje a koszmary przychodzą. Wciąż przychodzą...
Jeśli dobrze się zastanowimy, to każdy z nas może być taką Eden. Główna bohaterka jest już dorosła, ale wciąż nie może uwolnić się od przeszłości. Od bardzo dawna nie miała kontaktu z ojcem, i czas by go odszukać. Jest już gotowa. Gotowa wybaczyć, że się poddał. Gdy miała dziesięć lat ojciec był jej całym światem. A ona jego promyczkiem, rozpraszającym wszystkie cienie. David był chory psychicznie, właściwie nie wiadomo było co mu dolega, ale nie radził sobie sam ze sobą. Powoli wkraczał w ciemność ,aż go owładnęła. Próbował popełnić samobójstwo i od tamtego czasu się nie widzieli. Nie wrócił do domu, zabrano go do szpitala i tyle. A dwadzieścia lat później Eden chce go odszukać, bo nigdy nie przestała go kochać.
Od początku się wie, że to opowieść pełna goryczy, jednak niezwykłe były te nikłe iskierki, momenty kiedy zaśmiałam się, czując pozytywne emocje, chociaż w następnym odruchu upominałam się, że ma to być dramat pełen żalu. Bo własnie, główna bohaterka poszukuje ojca i odnajduje miłość swego życia. Przeplecione są melancholijna determinacja by nawiązać kontakt z tatą oraz odnajdywanie bezpieczeństwa w ramionach mężczyzny, który, notabene, pomaga osobom bezdomnym. Przy tej znajomości towarzyszyły mi igraszki motylków w brzuchu, przyjemnie łaskotały. Miło było widzieć, że dziewczyna ma takie wsparcie. Uczucia oparte na zrozumieniu.
2010 - obecność.
od 1989 - przeszłość.
Rozdziały zostały podzielone na osoby - oczami Eden lub jej ojca - oraz lata. Dokładnie została opisana sytuacja, a raczej ciąg zdarzeń w przeszłości. To jak postępowała choroba Davida. Jak z tym czuła się Eden. Co przeżywał jej ojciec. No i teraźniejszość, czyli głównie poszukiwania i powoli ulatująca nadzieja.
Poruszone są wątki nie tylko bezdomności, chorób psychicznych i zagubienia, ale także ogólnych problemów. Prostytucja, uzależnienia, alkoholizm. Czasem życie na dnie jest jedyną szansą na przetrwanie. Ojciec Eden tułał się po świecie i starał uspokoić potwory w głowie - nieważne gdzie był i co robił, ważne, że nie poddał się śmierci.
Bohaterów występuje mało, ale każdy jest istotny i doprecyzowany. Z paroma wyjątkami. Ale zawsze znajdą się jakieś niuanse. Zwróciłam uwagę na dużą ilość nazw. Nie są przytłaczające, wręcz odwrotnie, urzeczywistniają historię. Gdy przyglądałam się okładce, zawsze osądzałam autorkę za tytuł. Wydawał mi się protekcjonalny i zużyty, ale nie wyobrażam sobie innego. Już nie. Bo wszystko nabrało sensu, i teraz widząc myśląc o nim, zakręca się łza w oku. .
Polecam ją każdemu, który miał trudną sytuację w dzieciństwie, albo ma żale do rodziców. Ja sama takie mam, wobec ojca. Wciąż nie jestem gotowa, nie tak jak Eden, aby się z tym zmierzyć. Ale ta książka otworzyła mi oczy na pewne sprawy i dodała otuchy. Taką książkę chciałabym mieć na ciężkie dni, kiedy przeszłość nie daje wytchnienia.
wtorek, 18 marca 2014
"Sto imion" - Cecelia Ahern
Pewnie większość osób czytających, widząc nazwisko Ahern wyłuszczone na grzbiecie Książki, od razu ma przed oczyma "PSKocham Cie". Przyjęcie takiej latki żart w pewien sposób krzywdzące dla autorki, ponieważ cokolwiek by nie nie napisała i tak bedzie do porównywane z. Ta ksiazka, ktora odniosła światowy sukces. Z drugiej jednak Strony dzieki tak wyrobionej marce mozna byc pewnym, że kupując książkę nie trafimy na coś słabego, wręcz przeciwnie.
Muszę przyznać, że wszystkie książki Ahern, które do tej pory udało mi sie przeczytać, miały w sobie coś niesamowitego. Z tej przyczyny, bez obaw postanowiłam sprawdzić, co tym razem przygotowała dla swoich fanów ...
Jestem wzrokowcem. Przyznaję się bez wahania, dlatego samo spojrzenie na okładkę zachęcało mnie do jak najszybszego rozpoczęcia przygody, jaką stało się dla mnie czytanie tej książki.
Główna bohaterkę-Kitty Logan poznajemy w dość niezręcznych okolicznościach. Usiłuje ona odwiedzić w Szpitalu swoją długoletnią przyjaciółkę-Constance, ktora choruje na raka i stopniowo żegna sie z życiem. Na początku nic nie wiemy o Kitty. Później dowiadujemy się, że jest dziennikarką, która z powodu nikczemnie uknutej intrygi ma sprawę w sądzie i zawieszono ją w wykonywaniu swojej pracy. Przez to zdarzenie wypaliła sie zawodowo i w momencie rozgrywania się akcji jest w złym stanie psychicznym. Dodatkowo sprawę pogarsza poczucie wyrzutów sumienia dziewczyny, która nie nie potrafiąc poradzić sobie ze świadomością złego stanu koleżanki, celowo odkłada na "wieczne nigdy" wizytę w szpitalu.
Kitty Traci przyjaciółkę i jednocześnie szansę na poznanie skutecznie skrywanej tajemnicy jaką kryje magiczna teczka. Po jej otwarciu, dostrzega listę stu nazwisk. Jej misja staje sie spełnieniem woli przyjaciółki poprzez napisanie wymarzonego przez nią artykułu, jej niedokończonej Historii. Pozostaje jednak tylko jedna zasadnicza sprawa. Co tak właściwie łączy te sto Osób? Jaki pierwotnie mial być Temat artykułu?
Bohaterka książki ma bardzo mało czasu na ziszczenie się marzenia zmarłej koleżanki. Redaktor Naczelny dał jej dwa tygodnie na napisanie artykułu ... W tym momencie dziennikarka zaczyna wyścig z czasem, samą sobą, a przede wszystkim z przeciwnościami losu. Daje z siebie wszystko, aby mieć świadomość, że po ukończeniu pracy uda jej się zrehabilitować w środowisku dziennikarskim oraz zadowolić samą siebie. W tym celu wywraca swoje życie do góry nogami. Dzieki temu udaje jej się poznać niesamowitych ludzi.
Údaje jej się spotkać tylko z częścią osób wymienionych na liście. Praca nad artykułem powoduje to, że Kitty diametralnie sie zmienia. Zaczyna patrzeć w inny sposób na otaczający ja świat i modyfikuje swoją definicję szcześcia.
"Sto imion" to bardzo wzruszająca i poruszająca do głębi lektura. Pokazuje kalejdoskop barwnych postaci, które nie dostrzegają swojej wyjątkowości. Wysiłek głównej bohaterki, aby poznać cechy łączące te dziesięć osób jest bardzo imponujący i sprawia, że całość książki jest unikatowa. Do tej pory nigdy nie zdarzyło mi się zauroczyć postacią książkową, ale Kitty od początku zawładnęła moim sercem. Zagłębiając sie stopniowo w fabułę, zorientowałam się, że Ahern tak zróżnicowała wiekowo swoich bohaterów, aby poruszyć i zainteresować szersze grono czytelników.
Każda z postaci ma osobną i bardzo intrygującą historię, którą skrywa przed otaczającym ją światem. Nie chcę w tym momencie napisać za dużo, dlatego nie będę rozwijała szczegółowo tej kwestii. Warto jednak nadmienić, że czytanie poszczególnych zwierzeń osób, którym Kitty poświęciła swój artykuł jest bardzo wzruszające. Sama nie należę do otwartych osób, dlatego doceniam odwagę tych dziesięciu osób. Kto normalny, opowiedziałby o swoim życiu obcej kobiecie, która na dodatek chce z tego zrobić materiał na artykuł? Na szczęście, cisi bohaterowie (tak ich sobie nazwałam) , po jakimś czasie tego dokonali. Aby wlaśnie za ich sprawą Kitty osiągnęła swój cel, a przy okazji zyskując grono oddanych przyjaciół.
Bardzo żałuję, że książka tak szybko sie skończyła. Może do zabrzmieć troche idiotycznie, ale świetnie się czułam jako obserwatorka pokazanych w niej zdarzeń. Z drugiej strony, zakończenie powieści nastąpiło bardzo subtelnie. Wspominam to, ponieważ bardzo często można się spotkać z tym, że jest ono urywane. Dalej nie opuszcza mnie nieprzeparta chęć poznania większej ilości ciekawych życiorysów.Kto wie? Może kiedyś doczekam się kontynuacji ...
W dzisiejszych czasach, ludzie pędzą za karierą. W sumie wszyscy to wiedzą, ale nic z tym nie robią. Takim przypadkiem była Kitty. Dlatego jej historia oraz przemiana, tak bardzo przypadły mi do gustu. Nawiązując do pierwszych zdań mojego tekstu, autorka zasługuje na szacunek, ponieważ "Sto imion" podobnie do "P.S.Kocham Cie" to według mnie książka jak najbardziej godna uwagi. Każda złotówka wydana na jej zakup, w moim mniemaniu jest, tego warta.
poniedziałek, 23 września 2013
"Dziewiętnaście minut" - Jodi Picoult
„W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego. Dziewiętnaście minut wystarczy, żeby zaplombować ząb, upiec ciastka, poskładać pranie pięcioosobowej rodziny.(…) W ciągu dziewiętnastu minut można doczekać się dostawy zamówionej pizzy. Przeczytać dziecku bajkę lub wymienić olej w aucie. Przejść dwa kilometry. Obrębić dół spódnicy.(…) Dziewiętnaście minut – tyle starczy, żeby dopełnić zemsty.”
Pierwszy dzień szkoły jest najważniejszy. Od tego momentu zależy bardzo wiele. To jak się zaprezentujesz rówieśnikom będzie miało wpływ na to jak będą Cię traktowali i postrzegali w przyszłości. Jaki jest najlepszy sposób na to ,by wszystko poszło pomyślnie? Przede wszystkim trzeba być twardym ,wręcz bezwzględnym. Tylko taką drogą można dojść na szczyt piramidy popularności.
Uprzedzam ,że dzisiaj będzie sporo cytatów... Wiem ,zaszalałam ,ale w moich poprzednich recenzjach było ich strasznie mało ,jeżeli pojawiały się w ogóle. Tym razem trafiłam na takie kompendium mądrości ,że nie mogłam się powstrzymać ,żeby pokazać chociaż część tego co sprawiło ,że cofnęłam się do moich wspomnień z dzieciństwa ,a szczególnie z podstawówki...
Czytając pierwszy fragment napotykamy bardzo kontrowersyjne słowo: ZEMSTA. Nie mówię teraz o dziele Fredry ,ale o uczuciu jakie towarzyszy człowiekowi ,który od jakiegoś czasu cierpiał i w pewnym momencie załamał się. W swojej podświadomości zaczyna knuć plan ,który ma finalnie dać mu uczucie wyższości i tego ,że to wreszcie on jest panem sytuacji ,a nie jego oprawcy.
,,Bez względu na to, jakie nadzieje wiążemy z naszymi dziećmi, jakich sukcesów byśmy im życzyli, jak bardzo udawali przed sobą, że są doskonałe, wcześniej czy później staną się dla nas źródłem zawodu. Bo w gruncie rzeczy dzieci są o wiele bardziej do nas podobne, niż nam się wydaje- równie poprzetrącane i zagubione.”
W tym momencie warto powiedzieć kilka słów o fabule powieści. Główny bohater to bardzo wrażliwy nastolatek ,który dzień w dzień zmaga się z prześladowaniami. Mimo tego ,że Peter jest inteligentny ,a nawet przystojny ,to przez swoje łagodne usposobienie łatwo stał się workiem treningowym dla swoich rówieśników. Jedyną osobą ,na którą może liczyć jest jego przyjaciółka - Josie . Dzieciaki wzajemnie się wspierają i dzięki tej więzi udaje im się "przeżyć" czas podstawówki.
Wszystko zmienia się kilka lat później. Peter załamuje się. Nie ma wsparcia w domu ,nie posiada także prawdziwych przyjaciół. Jedyne co mu zostaje to komputer. Grając w gry lub zagłębiając się w kod html czuje ,że jest czegoś wart. Dowodem tego są jego autorskie gry na jednym z kluczowych for internetowych. Chłopak czuje ,że jego geniusz może się na coś przydać...
Wszystko zaplanował.
Każdy krok ,strzał ,wybuch....
„Nie można odczynić dokonanego, cofnąć słów, które raz zostały wypowiedziane.”
Jak to się stało ,że nikt nie zauważył tego co się dzieje z Peterem?
Dlaczego przez tyle lat nikt nie potrafił go obronić przed codziennymi przykrościami?
"Dziewiętnaście minut" to według mnie najlepsza książka tej autorki. Moja opinia może nie jest zbyt obiektywna ,ponieważ umiem doskonale wczuć się w sytuację tego chłopaka. Sama doskonale pamiętam ostatnie trzy lata podstawówki kiedy sama doświadczałam podobnych docinków.Czytanie scen ,w których Peter był dręczony było dla mnie wielką torturą ,przez którą powróciłam do moich wspomnień. Sam pomysł na narrację z kilku płaszczyzn jest moim zdaniem genialny! Tym bardziej bardzo wciągający okazał się wątek procesu chłopaka.
„Tak długo, jak coś żyje w ludzkiej pamięci, nie rozpływa się w niebycie.”
„Miłość ponoć przenosi góry, może poruszyć z posad świat, jest wszystkim, czego nam potrzeba, ale zawodzi w zderzeniu z realiami życia. Miłość nie ocaliła żadnego z dzieci, które Tamtego Dnia zjawiły się w Sterling High, nieświadome, że za chwilę zmieni się ich życie- ani tych zabitych i poranionych, ani Josie Cormier, ani Petera. czy więc miłość wymagała jakiejś domieszki? Szczęścia? Nadziei? Przebaczenia?”
"Dziewiętnaście minut" to przerażająco szczera i pełna emocji powieść idealna dla młodych czytelników. Dzięki jej lekturze można uświadomić sobie wiele niedostrzegalnych spraw. Szczerze mówiąc ,musiałam chwilę ochłonąć ,żeby w miarę obiektywnie ocenić jej wartość. Przeczytałam wiele książek w swoim życiu ,ale ostatnimi czasy najbardziej cenię te napisane przez Jodi Picoult. To właśnie z powodu tej genialnej kobiety założyłam sobie Twittera ,żeby na bieżąco śledzić jej profil.
Moja ocena: 6/6
Źródło: antykwariat
czwartek, 5 września 2013
"Podarunek" - Cecelia Ahern
W czasach kiedy pieniądze przysłoniły największe wartości ,ludzie najzwyczajniej nie wiedzą co powinno się dla nich najbardziej liczyć. Czy warto stawiać karierę ponad szczęście i spełnienie w roli męża lub rodzica? Z takim dylematem zmaga się Lou Suffern - pracoholik ,a wręcz wyznawca pieniądza.
Książka przedstawia historię wspomnianego przeze mnie powyżej pana ,który pewnego dnia spotyka na ulicy intrygującego bezdomnego - Gabe`a. Jeszcze nie wie ,że to spotkanie odmieni jego życie na zawsze. Bowiem dostanie od niego najlepszy prezent jaki można sobie wyobrazić....cud!
Niezwykle wzruszająca i pouczająca opowieść o tym co należy dostrzegać w otaczającej nas rzeczywistości. Mimo pozornej prostoty sprawia ,że czytelnik mentalnie przystaje i zastanawia się nad tym jakie tak na prawdę jest jego życie. Przynajmniej tak było ze mną...
Może czytanie książki o tematyce wigilijnej we wrześniu może wydawać się komuś bardzo dziwne ,ale taka właśnie jestem. Lubię łamać zasady - ot co! Przekonałam się ,że nie trzeba widzieć śniegu za oknem ,żeby oczami wyobraźni przenieść się do wnętrza książki.
Historia opowiedziana jest tak jakby w dwóch rzeczywistościach. Losy głównego bohatera opowiada młodemu chłopakowi emerytowany policjant. Mężczyzna chce w ten sposób przestrzec młodocianego przed ścieżką życiową jaką mógłby podjąć w swoim dalszym życiu.
Nie powiem ,że ten nastrój mnie nie uwiódł ,bo to by było kłamstwo ,ale mam jednak co do tego mieszane uczucia. Wszystko było takie przewidywalne... Sielankowe? Poniekąd. Lekturę tej książki nie wspominam z wielkim entuzjazmem ,jak było z innymi tytułami autorstwa Ahern. Niekwestionowanym zwycięzcą jest "P.S. Kocham Cię". Pierwsze książki są przeważnie tymi ,które cenię najbardziej.
Smutno mi ,że moje odczucia nie są jednoznaczne i w sumie trudno mi je sprecyzować w konkretnych zwrotach ,ale powiem Wam jedno: DALEJ BĘDĘ WYSZUKIWAŁA KOLEJNE KSIĄŻKI TEJ AUTORKI! Po co? Chociażby ,żeby udowodnić ,że nie jest słynna tylko za prawą wspomnianego już wielokrotnie tytułu.
Moja ocena: 3/6
środa, 28 sierpnia 2013
"Świadectwo prawdy" - Jodi Picoult
Sięgając po którąkolwiek z książek Jodi Picoult można być pewnym ,że nie będzie się zawiedzionym (bez względu na wiek ,płeć ,religię czy status społeczny). Zawsze można spodziewać się tego samego: solidnie opowiedzianej historii rozdzierającej serce.
Przenieśmy się do Pensylwanii. To tutaj w oddalonej od cywilizacji wiosce zamieszkanej przez amiszów ,lokalna policja znajduje w stodole zwłoki noworodka. Nie byłoby w tym zdarzeniu nic szczególnego ,jeśli pominąć fakt ,iż dziecko nie zmarło śmiercią naturalną. Automatycznie podejrzaną o ten czyn staje się osiemnastoletnia córka gospodarzy - Katie Fisher. Od tego momentu życie dziewczyny diametralnie się zmienia. Jej sprawą zajmuje się Ellie Hathaway - prawniczka przechodząca kryzys sensu wykonywanej przez lata pracy. Przez niecodzienne wymogi zwolnienia za kaucją musi zamieszkać razem ze swoją klientką na farmie.
Co tak na prawdę stało się z noworodkiem?
Jak wygląda życie amiszów "od kuchni"?
Największym atutem książki jest moim zdaniem wątek religijny. Szczerze mówiąc ,nigdy za bardzo nie interesowałam się amiszami. Co prawda wiedziałam , że jest coś takiego , ale to tylko za sprawa filmu "Osada" i serialu na TLC. Pierwsze skojarzenie na ich temat miałam jedno: tchórze. Dlaczego? Zamykają się z dala od cywilizacji z obawy przed tym ,że nie daj Boże staną się pyszni i zacznie im zależeć tylko na pieniądzach. Z biegiem stron przekonałam się ,że to było bardzo krzywdzące twierdzenie. Duże wrażenie zrobiło na mnie poczucie wspólnoty i solidarności w chwilach zwątpienia oraz radości. Wbrew temu co myśli o nich społeczeństwo ,żyją w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Jest takie znane porzekadło: Tylko krowa nie zmienia zdania. Otóż nie! Tylko stary amisz nie zmienia zdania...
Autorka książki doskonale odwzorowała zachowanie i zwyczaje tych prostych ludzi. To wręcz niebywałe ,żeby uczynić to w tak prosty ,przejrzysty i niewymuszony sposób. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie : Jak to osiągnęła? Czy zamieszkała razem z nimi ,żeby obserwować ich na co dzień? W tym aspekcie mogę tylko spekulować...
Każdy młody człowiek myśli ,że wiele jeszcze go czeka w swoim życiu.
Nie zdaje sobie sprawy ,że czasami jeden moment przesądza o jego przyszłości.
Źle podjęte decyzje mogą ranić nie tylko ciebie ,ale tych których kochasz!!
Jodi Picoult w piękny sposób ukazała mało skomplikowane życie amiszów. Wykazała ,że Ci ludzie mimo wielu szerzących się na ich temat stereotypów ,potrafią być rozsądni ,pracowici i uczciwi. Rzadko kto potrafiłby przyznać się do winy ,kiedy tak na prawdę nie ma nic na sumieniu. Z drugiej strony na duże uznanie zasługuje zestawienie tego świata z współczesnością. Przeplatanie wątków prawniczych z rolniczymi to nie lada wyzwanie.
Największym szokiem było dla mnie zakończenie. To niemożliwe ,żebym nie domyśliła się tego co będzie na końcu powieści ,ale tym razem tak się stało.
"Świadectwo prawdy" to bardzo emocjonująca książka ,która na długo pozostanie w moim sercu.
Serdecznie ją polecam wszystkim wrażliwym czytelnikom.
Źródło: antykwariat (16zł)
Strony: 440
Moja ocena: 6/6
sobota, 3 sierpnia 2013
Konkurs +"Wschody do nieba" - Piotr Kołodziejczak
"Byliśmy młodzi i wydawało nam się ,że złapaliśmy Pana Boga za nogi. To właśnie my czuliśmy się tymi wybrańcami ,stąpającymi po schodach do nieba. Każdy poranek witał nas nowym ,niezwykłym ,niepowtarzalnym wschodem słońca. Bo młodość to codzienne rozkwitanie ,w(schody)...do nieba. Gdy okazuje się ,że kolejny dzień jest podobny do poprzedniego ,to znaczy ,iż już jesteśmy dorośli ,spadamy ze schodów ,a słońca wschodzą dla naszych dzieci. Kolej rzeczy."
Przenieśmy się dzisiaj do lat siedemdziesiątych.
Czasów kartek ,peweksów ,wina marki "Wino" oraz płyt winylowych cudownie trzeszczących w uszach. W porównaniu z 2013 rokiem ,kiedy możemy kupić w sklepie produkty z wszystkich kontynentów to epoka gierka wypada dosyć marnie ,prawda?
Otóż nie całkiem...
Czterdzieści lat temu wszystko wyglądało inaczej ,ale niekoniecznie słabiej. Ludzie doceniali bardziej swoje towarzystwo ,a nie rzeczy materialne. Z nutką zazdrości patrzono na rodzinę milicjanta czy marynarza ,ponieważ tylko oni mogli pozwolić sobie na luksusy.
Jak było z młodzieżą?
O dziwo ,tak samo jak teraz. Byli tacy ,którym zależało na nauce ,imprezach czy dziewczynach. Wiadomo ,że natknąć się można było na masę typowych przeciętniaków.
"Wschody do nieba" pokazują ,że bez względu na czasy młodzi ludzie interesują się tym samym co teraz. Może wtedy nie było Vansów ,Conversów czy Iphonów ,ale bez nich też można było być szczęśliwym. Dobrą zabawę zapewniała butelka coli i gitara przy ognisku. Reszta nie miała większego znaczenia.
Najbardziej interesowały mnie fragmenty z życia Majora. Ten wrażliwy chłopak bardzo wyróżniał się z pośród tłumu swoich znajomych. Poeta ,śpiewak ,gentleman... Nic dziwnego ,że zamiast dziewczyn w swoim wieku upodobał sobie starszą i bardziej doświadczoną życiowo Agnieszkę. Hmmm.Tylko muszę jeszcze Wam zdradzić ,że nie byłoby w tym nic dziwnego ,ale wspomniana pani jest jego nauczycielką matematyki.
Jak potoczą się losy tej dwójki?
Czy Major da radę sprostać oczekiwaniom otaczającego go świata?
Książka jest przepełniona epizodami z życia uczniów ,chodzących do jednej szkoły. Razem z nimi przeżywałam pierwsze miłości ,fascynacje ,wyjazdy na wakacje czy nieudolne imprezowanie. Sceny te okalały szeroko pojęte przemyślenia autora na temat otaczających go miejsc czy zdarzeń z codziennego życia. Nie zawsze pokrywały się one z moimi wyobrażeniami ,ale każdy ma prawo do swojego zdania.
"Wschody do nieba" otworzyły mi oczy na zjawiska dotyczące osób w moim wieku. Depresja z powodu nieodwzajemnionej miłości ,nałóg narkotykowy - to może się przytrafić każdemu. Nie jest to może książka wybitna ,ale poruszająca życiowe problemy młodego pokolenia ,które dopiero uczy się żyć w dorosłym świecie.
Strony:157
Moja ocena: 3/6
Teraz przechodzę do drugiej sprawy. Chyba wszyscy lubicie konkursy? Dobra ,po co ja się w ogóle pytam? Przecież i tak wszyscy odpowiedzą na to pytanie twierdząco...
Zasady konkursu:
1. Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Borgis.
2. Do wygrania są dwa egzemplarze książki: "Kobieta niespodzianka"- Piotra Kołodziejczaka.
3. Konkurs przeprowadzają właścicielki bloga: istnieje-by-czytac.blogspot.com
4. Wygrywają dwie osoby ,które odpowiedzą dobrze na pytanie konkursowe.
5. Konkurs trwa od 3 sierpnia do 25 sierpnia.
6.Wyniki zostaną ogłoszone do 3 dni od jego zakończenia.
7. Zwycięzcy zostaną wyłonieni drogą losowania.
8. Mają tydzień na to ,by odpowiedzieć na mojego maila i podać swój adres korespondencyjny.
Aby wygrać musisz:
1.Zamieścić informację o konkursie na swojej stronie.
2. Prowadzić bloga lub mieć konto Google.
3. Odpowiedzieć poprawnie na pytanie w komentarzu.
4.Zostawić swojego maila.
5. Trzymać kciuki za swoją wygraną.
Pytanie konkursowe:
Zdjęcie przedstawia klasę maturalną autora powieści "Kobieta niespodzianka".
Znajdź na nim Autora oraz jego dobrą koleżankę ,która tak jak on jest autorką kilku poczytnych powieści. Podaj jej imię i nazwisko.
Powodzenia!!!
sobota, 20 lipca 2013
"Puść już mnie" - Piotr Kołodziejczak
Główną bohaterkę, Ewelinę, poznajemy kiedy, nie do końca szczęśliwa, jest u szczytu swojej kariery. Ciężko pracowała na to, by teraz prowadzić dobrze prosperującą firmę po swojej mamie. Władza pozwala jej wprowadzić pewien ustrój do firmy. Nie powiem, aby to był reżim, jednak presja pracodawcy jest tak wielka, że mało która z zatrudnionych kobiet ma odwagę się sprzeciwić. Ewelina nienawidzi mężczyzn. Stroni od nich na każdym kroku. Zarówno w życiu prywatnym jak i na tle biznesowym. Nawet agencja taksówek wie, że kierowcą powinna być kobieta - takie polecenie. Mało tego, Ewelina nie toleruje w swojej firmie kobiet myślących inaczej niż ona. Oczywiście większość z nich udaje, że w ich życiu nie ma miejsca na mężczyzn, a tak na prawdę żadna z pracownic nie jest konserwatywna w takim podejściu. Wyjątkiem jest Ewelina - ona wydaje się być twarda jak skała.
W każdym razie, pewnego wieczoru przy szklance mocnego trunku Ewelina opowiada nam historię swego życia. Po ślubie, Ewelinie i Rafałowi układało się dobrze, jednak potem.. a właściwie przekonajcie się sami jak było. Powiem tylko, że młoda żona, naiwna jak mała cukierkowa dziewczynka, zawiodła się bardzo na swoim mężu, który wykorzystywał jej bezgraniczną miłość. Naturalnie było to małżeństwo zduszone monotonią, mimo, że starali to jakoś zmieniać. Ale Rafał był na tyle bezczelny by szukać odskoczni poza domem. Ale cieszę się, jak wyraźnie widać przemianę, która zaszła w Ewelinie. Jest to postać pozornie nijaka, jednak w trakcie czytania widać, że jest to inteligentna przedstawicielka płci pięknej, ucząca się na błędach.
Kiedy poznajemy przeszłość głównej bohaterki wraz z przyczyną jej bardzo dziwnego zachowania, przyszła pora na teraźniejszość. Ewelina pracuje niczym wół, właściwie nie do końca wiadomo dlaczego, jednak nie ma czasu ani ochoty na odbudowywanie życia towarzyskiego. Niespodziewanie poznaje Janka, i nie następuje tutaj drastyczna zmiana zachowania typu "i od tej chwili jej świat zostaje wywrócony do góry nogami", nie, nic w tym stylu. Janek nie jest nachalny, a Ewelina nie jest nawet zainteresowana. Jednak ten mężczyzna ma upór i wiarę w to co robi. Nie poznajemy go dobrze, bo nie ma na to czasu, co jest wielkim mankamentem tej książki. Ale ten człowiek codziennie dzwoni do Eweliny z wiadomością co nowego dzieje się w mieście oraz z pytaniem czy zechciałaby gdzieś się z nim wybrać. Ewelina nie zawraca sobie nim głowy, jednak prosi sekretarkę, aby ta przekazywała jej wiadomości od nieznajomego. Takim sposobem Janek staje się chlebem powszednim dla tej firmy, a gdy pewnego dnia kobiety nie dostają telefonu od niego, odczuwają smutek. Czy to możliwe, aby związać się mentalnie z kimś, z kim się nawet nie rozmawia? To spostrzeżenie daje Ewelinie dużo do myślenia, więc może teraz nasza bohaterka odnajdzie szczęście?
Rozpisałam się strasznie nad fabułą, więc teraz tak podsumowując. Mam lekki żal do Pana Kołodziejczaka, że ponownie za szybko kończy się ta historia. Oraz, że zawiera ona za bardzo niesprecyzowane informacje, i za mało dokładnych opisów. Brakuje mi tutaj wyrazistości. I z przykrością muszę stwierdzić, że okładka nie spełnia moich oczekiwań. Jednakże, mimo tych wad "Puść już mnie" jest dobrą lekturą. Dla kobiet niezdecydowanych na zmiany może to być swoisty przewodnik. Porusza on kwestie trudne acz często spotykane w naszej społeczności. Wiadomo, niekiedy małżeństwa po prostu się nie udają. Jednak często kobiety winę biorą na siebie, co obniża ich samoocenę i mija się z prawdą. Trzeba spojrzeć na sytuację obiektywnie, a nie przez pryzmat trwającej platonicznej miłości. Myślę że gdybym kiedyś niechybnie znalazła się w podobnej sytuacji, to własnie Ewelina byłaby moim wzorem postępowania. Na pewno w trudnych sytuacjach życiowych można odwołać się do tej bohaterki.
Liczba stron: 196

Inne książki tego autora oraz ich recenzje:
RECENZJA RECENZJA RECENZJA
Liczba stron: 196
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu:

Inne książki tego autora oraz ich recenzje:
RECENZJA RECENZJA RECENZJA
wtorek, 9 lipca 2013
[Przedpremierowo] "Moja siostra mieszka na kominku" - Annabel Pitcher
Życie Jamiego zmieniło się bezpowrotnie 9 września ,kiedy jego starsza siostra Rose padła ofiarą ataku terrorystycznego. Od tego chwili minęło już sporo czasu... Jamie ma dziesięć lat i obserwuje zachowanie swoich bliskich. Wszyscy są smutni ,ale chłopiec nie rozumie dlaczego. Zdaje sobie sprawę ,że to przykre ,iż jego siostra odeszła. Nie pamięta Rose i ma dosyć ciągłego opowiadania w kółko historii jaką byłą idealną córką i zachowywania się tak jakby ona w tej chwili żyła. Z jego zdaniem zgadza się jego starsza siostra Jes ,dla której zmarła była bliźniaczką. Ona z kolei ma za złe ,że patrząc na nią wszyscy tak na prawdę widzą tylko Rose zamiast niej.
Dzieci starają się być wyrozumiałe ,ale nie mogą się pogodzić z faktem ,że ich matka porzuca ich dla faceta z grupy wsparcia. Oliwy do ognia dodaje także ojciec ,który nie radząc sobie z domowymi obowiązkami zaczyna zapijać smutki i przesypiać na kanapie całe dnie.
Gdyby jeszcze mieszkali tam gdzie wcześniej ,ale przeprowadzają się kawał drogi od Londynu... Jamie trafia do nowej szkoły ,w której zaprzyjaźnia się z tajemniczą dziewczynką o imieniu Sonya. Ona jest dla niego oparciem w trudnych chwilach ,a zarazem motywuje go do zmiany nastawienia wobec kolegów ze szkoły. Wszystko byłoby piękne gdyby nie fakt ,że ojciec przez pół życia wpaja mu nienawiść do muzułmanów...
Jak poradzą sobie Jamie i Sonia?
Czy dadzą radę zmienić coś w postrzeganiu dorosłych?
Co się stanie z bliskimi Jamiego?
Po lekturze mogę z całą pewnością stwierdzić ,że Annabel Pitcher to dobrze zapowiadająca się pisarka. Swoim talentem i drobiazgowością przewyższa wielu autorów goszczących obecnie na listach bestsellerów. "Moja siostra mieszka na kominku" to jej debiut ,ale w niedalekiej przyszłości doczekamy się Polskich wydań jej dwóch kolejnych książek ("Ketchup Clouds" oraz "The Puppet Masters").
"Moja siostra mieszka na kominku" to jedna z najlepszych książek jakie udało mi się przeczytać. To wprost niewiarygodne ile rzeczy mi uświadomiła! Przez cały dzień nie mogłam jej odłożyć na półkę ,ponieważ byłam tak poruszona jej treścią ,że musiałam się dowiedzieć co będzie dalej. Tematyka książki wymaga skupienia i spokoju. Powieść wywierała na mnie bardzo skrajne uczucia i emocje. Były momenty kiedy płakałam oraz takie kiedy nie mogłam opanować śmiechu.
Świat oczami małego dziecka przeważnie często jest wesoły ,beztroski ,a wręcz bajkowy. Niestety tym razem Jamie przedstawi nam gorzką prawdę na temat tego jak wygląda jego sytuacja rodzinna. Miałam łzy w oczach czytając fragmenty książki ,w których ten mały ,bezbronny chłopiec musiał ukrywać to ,że jego najlepszym wakacyjnym wspomnieniem jest oglądanie bajki z siostrą. Zamiast tego snuł wymyślone historie wycieczek z rodzicami i bliźniaczkami.
Lubię czytać coś co wyzwala we mnie lawinę niekontrolowanych myśli. Tym razem zadawałam sobie pytania:
Sytuacja ,sytuacją ,ale gdzie w tym momencie była ich dalsza rodzina ,znajomi i sąsiedzi?
Dlaczego w domach dotkniętych tragedią taką jak śmierć lub choroba bliskiej osoby ,nagle wszyscy znikają?
Przecież takie osoby z pewnością potrzebują dodatkowego wsparcia ,rozmowy albo po prostu obecności kogoś bliskiego. Nikt niczym się od nich nie zarazi ,ani tym bardziej nie zostanie przez tych ludzi skrzywdzony. Wręcz przeciwnie ,zyska ich ogromny szacunek i wdzięczność. Kiedy ktoś ma jakiś problem ,jego odruchem jest szukanie pomocy ,ale komu ma się wygadać? Obcym ludziom ,którzy go nie znają i nie rozumieją?
Żałoba nie oznacza nieustannego smutku. Nie jest to także obowiązek nieustannego żalu i rozpamiętywania dawnych czasów ,jak to jest interpretowane przez inne osoby niezmagające się z takimi problemami.
"Moja siostra mieszka na kominku" to piękna ,życiowa i wzruszająca książka. Jest diamentem pośród kiczu i tandety dostępnej ostatnimi czasy na rynku wydawniczym. Jest szczera i sprawia ,że czytelnik zapamięta ją na długi czas. Każdy bez względu na wiek znajdzie w niej coś co go zainteresuje. Są w niej obecne wątki: rasizmu ,bólu ,cierpienia ,przyjaźni oraz dojrzewania.
Polecam tę książkę każdemu kto uważa się za osobę pełną wrażliwości i empatii lub ceni książkę Alice Sebold - "Nostalgia Anioła".
Zagraniczne okładki:

Moja ocena: 6+/6
Źródło: egzemplarz recenzencki
Za egzemplarz recenzencki uśmiecham się do wydawnictwa:
czwartek, 20 czerwca 2013
"Wróżby z koronek" - Brunonia Barry
Hm, bardzo ciężko jest mi się wypowiedzieć na temat tej książki, ponieważ mam co do niej sprzeczne odczucia, oraz nie jestem przekonana czy dobrze wyłapałam sens całej tej historii. Jednakże lubię wyzwania i spróbuję. :D
liczba stron: 432
liczba stron: 432
Główną bohaterką jest dziewczyna o silnym usposobieniu, bardzo zdystansowana do życia, jednak niezwykle dojrzała. Towner jest osobą po przejściach, z początku nie wiemy dokładnie o co się rozchodzi, jednak odkrywamy istotny punkt zaczepienia, czyli zmarłą siostrę bliźniaczkę. Więzi między bliźniakami są niezbadane dla ludzkości jednak mówi się, że egzystują oni jak jeden organizm, dlatego nie trudno się domyślić jak śmierć swojej siostry przeżyła Towner. To było dawno temu, jednak piętno szpitala psychiatrycznego wciąż ją prześladuje. Obie dziewczyny miały bardzo zwariowane życie. Bo wywodzenie się z rodu wiedźm nie jest czymś powszechnie znanym.. chociaż, gdy mieszka się w Salem wszystko jest możliwe. Nie mniej jednak, kobiety z tego rodu mają niebywałą intuicję oraz mnóstwo tajemnic. Nie jest ukazana tutaj magia od strony praktycznej, ponieważ oprócz wróżenia z koronek (osobiście nie do końca wiem jak to się odbywa, mimo że było o tym sporo w książce) kobiety te są bardziej wrażliwe i otwarte duchowo. Towner też taka jest, niezależnie od tego jak usilnie próbuje temu zaprzeczać.
Towner najchętniej nie wracała by do Salem, jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji - zaginęła jej ciotka, Eva. Kiedy matka głównej bohaterki nie była w stanie zająć się swoją córką to Eva ją przygarnęła, była dla niej jak opiekunka i przyjaciółka. Dlatego powrót do Salem by odnaleźć Eve jest dla niej taki istotny, a przez zawiłą historię rodzinną także bardzo trudny. Kiedy odnaleziono ciało Evy rozpoczął się korowód zdarzeń, w końcowym rozliczeniu sprowadzających się do Towner. Bo to zawsze o nią chodzi.
Okazuje się, że zaginęła również dziewczyna, której Eva udzieliła pomocy. Towner wraz z zaprzyjaźnionym policjantem próbują rozwikłać te dwie zagadki, jednak nie jest to proste kiedy ma się na karku fanatycznych wyznawców innego odłamu katolicyzmu. Właściwie obraz podziałów religijnych jest tak dalece umiejscowiony od moich własnych wyrażeń, że nawet nie staram się tego sensownie poukładać. Ale takowy podział wzbudza w miasteczku nie lada emocje, co jest również przyczyną wielu zbrodni popełnianych na domniemanych ofiarach.
Podsumowując, mamy zbrodnię a być może nawet kilka oraz motyw religijny. Istotną rolę gra tutaj historia rodziny Whitneyów, czyli rodu czarownic oraz same rozterki psychologiczne głównej bohaterki. Z początku wszystko idzie bardzo gładko, naprawdę wciągnęła mnie ta fabuła, jednak później.. miałam wrażenie, jakby autorka sama nie była w stanie odnaleźć się w toku wydarzeń, a raczej w przeszłych okolicznościach. Ponieważ wydarzenia obecne są ścisłe powiązane z losem bliźniaczki Towner. Autorka wprowadziła pewien zabieg, otóż w trakcie wydarzeń napisała rozdział poświęcony życiu głównej bohaterki, o tym co doprowadziło do śmierci jej bliźniaczki, ogólnie uważam, że jest to bardzo dobry rozdział. Tak wiele emocji i uczuć jest w nim przekazanych, że spokojnie mogłam utożsamić się z tą rodziną. Jednakże gdy zdało mi się, że wszystko już wiem.. okej, taką miała przeszłość, już rozumiem dlaczego jest taka.. wtedy autorka odebrała mi grunt pod nogami i wsadziła mnie do sokowirówki. Mówię prawdę, tak bardzo zmieszana jeszcze nigdy nie byłam. Przeklinałam sama siebie, że przez całą lekturę dałam się poddać manipulacji i nie przewidziałam takiej ewentualności jaką zaserwowała nam pod koniec. Oczywiście nie powiem o co chodzi, bo nie lubię spoilerów. Ale zastanawia mnie to, czy był to świadomy zabieg, aby utrudnić życie czytelnikowi czy jednak autorka ma talent i doskonale, DOSKONALE wykreowała postać. Ponieważ jest to narracja pierwszoosobowa, to pod koniec jesteśmy jakby scaleni z Towner. I to jest piękne, kiedy po Wielkim Odkryciu zdałam sobie sprawę, że nie wiem już co jest tylko iluzją a co rzeczywistością. I pisząc tę recenzję, wciąż się zastanawiam nad tą kwestią.
Już wiecie dlaczego tak trudno było mi napisać tę recenzję, z jednej strony "Wróżby z koronek" obiektywnie rzecz ujmując, jest przeciętną lekturą, jednak uważam się za osobę niebanalnie wrażliwą i podatną na urok takich książek, więc w mojej subiektywnej ocenie jest to niezwykle czarująca opowieść z prawdziwą magią. Polecam przede wszystkim kobietom, i to raczej bardziej dojrzałym, które zrozumieją przesłanie tej książki. Aczkolwiek zachęcam każdego do przeczytania. :)
Już wiecie dlaczego tak trudno było mi napisać tę recenzję, z jednej strony "Wróżby z koronek" obiektywnie rzecz ujmując, jest przeciętną lekturą, jednak uważam się za osobę niebanalnie wrażliwą i podatną na urok takich książek, więc w mojej subiektywnej ocenie jest to niezwykle czarująca opowieść z prawdziwą magią. Polecam przede wszystkim kobietom, i to raczej bardziej dojrzałym, które zrozumieją przesłanie tej książki. Aczkolwiek zachęcam każdego do przeczytania. :)
Ocena: 5/6
niedziela, 16 czerwca 2013
"Kobieta niespodzianka" - Piotr Kołodziejczak
Kiedy osiągamy wiek dojrzały, zaczynamy żyć w przeświadczeniu, iż największe emocje mamy już poza sobą. Przeważnie liczy się tylko rodzina i praca. Kolejne dni, tygodnie, miesiące oraz lata zaczynają być do siebie podobne.Z tej książki dowiadujemy się, że nigdy nie można wykluczyć, iż nasze monotonne życie pewnego dnia zostanie przewrócone do góry nogami. A kiedy takie rzeczy się dzieją, to musi w tym maczać palce kobieta.
Ostatnio pan Piotr Kołodziejczak bardzo często gości na naszym blogu. Na pewno zauważyliście recenzje "Nie rób mi tego..." oraz " W kajdankach namiętności". Tym razem temat jego powieści jest zupełnie inny.
"Kobieta niespodzianka" to książka o zwykłej ,Polskiej rodzinie. Typowy model 2+2 .Andrzej i Magda są szczęśliwym małżeństwem z długim stażem. Mają już dorosłą córkę Barbarę oraz nastoletniego syna Romka. Może się zdawać ,że to typowa sielanka ,ale nic mylnego! Wiadomo ,że z biegiem lat następuje chwila kiedy człowiek ma wątpliwości czy jego życie go satysfakcjonuje. Wiele wspomnień ,przyzwyczajeń sprawia ,że chce się coś wreszcie zmienić. Często popełnia się wtedy błędy ,których się później bardzo żałuje...
Basia boryka się z trudnościami dotyczącymi znalezienia pracy. Tak to już jest ,że młodzi ,ambitni ludzie nierozumiejący jeszcze reguł funkcjonowania świata ,nagle przekonują się ,że nie jest tak łatwo i pięknie jak myśleli. W tych trudnych chwilach dziewczyna może liczyć na swoją matkę. To właśnie dzięki jej wsparciu i radom ,wreszcie udaje jej się osiągnąć obrany cel. Nowa posada ,koleżanki i styl życia sprawiają ,że dziewczyna odżywa i nie zauważa tego co się dzieje między jej rodzicami.
Jeden dzień zmienia wszystko w dotychczasowo ustatkowanym życiu bohaterów. W pracy Andrzeja pojawia się pewna tajemnicza kobieta. Kim jest? Czego oczekuje? Dlaczego Andrzej zaczyna się dziwnie zachowywać? Na te i o wiele więcej pytań znajdziecie odpowiedź czytając "Kobietę niespodziankę".
Ostatnimi czasy trudno mi było wygospodarować chociaż małą chwilę na odpoczynek ,a na czytanie byłam po prostu zbyt zmęczona. Jednak kiedy wśród wielu książek goszczących na mojej półce zobaczyłam tę chudą i intrygującą okładkę ,to nie mogłam się nie skusić;). Treść książki jest na tyle prosta i przejrzysta ,że zagłębiłam się w nią z łatwością.
Język książki był chwilami dla mnie trochę zbyt sztuczny. Chodzi mi przede wszystkim o dialogi pomiędzy rodzeństwem. Jakoś trudno mi uwierzyć ,że w normalnym domu mówi się do siebie w taki sposób. Ogólnie rzecz biorąc nie polecam nikomu próbować zapisać tekstu w slangu młodzieżowym. To wbrew pozorom bardzo trudne zadanie ,bo zawsze znajdą się ludzie niedoceniający tego wysiłku.
Pan Kołodziejczak to moim zdaniem mistrz wszelakich opisów ,w szczególności krajobrazów. Taka plastyczność ,skrupulatność to rzecz rzadko spotykana. Sięgając po książki tego autora jestem zawsze pewna ,że w trakcie ich czytania będę zrelaksowana. Co prawda tematyka tej książki nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia jak "W kajdankach namiętności" ,ale jestem pewna ,że było to spowodowane moim wiekiem. "Kobieta niespodzianka" to moim zdaniem książka doskonała na prezent dla mamy ,cioci lub wyjątkowo oczytanej i wyluzowanej babci. Osoby doświadczone życiowo docenią tę książkę o wiele bardziej. Na pewno utożsamią się z bohaterami i znajdą w niej analogie do swojego życia.
Moja ocena: 3+/6
Źródło: egzemplarz recenzencki
Źródło: egzemplarz recenzencki
Inne książki tego autora:
Za egzemplarz recenzencki dziękuję bardzo Wydawnictwu Borgis!
niedziela, 9 czerwca 2013
" Biała Masajka" - Corinne Hofmann
" Biała Masajka" - Corinne Hofmann
Książka osobiście mi się podobała. Opowiada ona o dość innym życiu niż my znamy - miasto, sklepy wszędzie, harmider... Afryka - Kenia i miejsce gdzie mieszka Lketinga to coś niezwykłego. Każda z nas pomyśli " Jak tam można mieszkać?"
A można, i to udowadnia poniekąd autorka - Corinne Hofmann.
Szwajcarka, która przyjechała do Mombasy ze swoim narzeczonym, zakochała się i rzuciła swoje dotychczasowe życie dla ubogiego Masaja. Na miłość nikt nic nie może poradzić...Historia ich poznania nie jest nam obca : Spotkanie w "klubie" w Momsabie, gdzie przez przypadek spoglądają na siebie. Ona zakochana od pierwszego wejrzenia.
Kiedy "przeprowadza" się do Lketingi do Kenii. Jest innego koloru skóry niż reszta "mieszkańców" dlatego wywołuje to wiele wątpliwości. Czy ona tu wytrzyma? Czy ona faktycznie go kocha?
Kobieta zmaga się z chorobliwie zazdrosnym Masajem, z chorobami typowo afrykańskimi, które non stop prawie ją prześladują.
Napotyka wiele przeszkód, jednak i trafia na życzliwe i pomocne osoby. Chcąc być przy ukochanym i nie wydawać wszystkich swoich pieniędzy ze szwajcarskiego konta, postanawia otworzyć swój własny biznes. Rodzi im się córeczka...
Kobieta opisuje wszystko ze szczegółami. Książka jest jej wspomnieniami.
Osobiście nie mogłabym żyć tak jak ona. Nie potrafiłabym. Jednak podziwiam ją za wytrwałość.
Na podstawie jej historii powstał też film.
Strony: 304
Oprawa :
miękka
Rok wydania:
2012
Planowała wprawdzie tylko dwutygodniowy urlop, ale po przybyciu do
Mombasy, Szwajcarka, Corinne Hofmann, poznała mężczyznę swojego życia -
wojownika masajskiego. Została na Czarnym Lądzie ponad cztery lata,
decydując się zamieszkać wraz z jego szczepem w kenijskim buszu. Musiała
pokonać wiele biurokratycznych barier, zanim zdecydowała się go
poślubić."Jest to relacja z czterech lat, które spędziłam w buszu.
Kierowana wielką miłością, wyszłam za mąż za Lketingę, Masaja z Kenii.
Tam doświadczyłam nieba i piekła..." - pisze autorka.
Książka osobiście mi się podobała. Opowiada ona o dość innym życiu niż my znamy - miasto, sklepy wszędzie, harmider... Afryka - Kenia i miejsce gdzie mieszka Lketinga to coś niezwykłego. Każda z nas pomyśli " Jak tam można mieszkać?"
A można, i to udowadnia poniekąd autorka - Corinne Hofmann.
Szwajcarka, która przyjechała do Mombasy ze swoim narzeczonym, zakochała się i rzuciła swoje dotychczasowe życie dla ubogiego Masaja. Na miłość nikt nic nie może poradzić...Historia ich poznania nie jest nam obca : Spotkanie w "klubie" w Momsabie, gdzie przez przypadek spoglądają na siebie. Ona zakochana od pierwszego wejrzenia.
Kiedy "przeprowadza" się do Lketingi do Kenii. Jest innego koloru skóry niż reszta "mieszkańców" dlatego wywołuje to wiele wątpliwości. Czy ona tu wytrzyma? Czy ona faktycznie go kocha?
Kobieta zmaga się z chorobliwie zazdrosnym Masajem, z chorobami typowo afrykańskimi, które non stop prawie ją prześladują.
Napotyka wiele przeszkód, jednak i trafia na życzliwe i pomocne osoby. Chcąc być przy ukochanym i nie wydawać wszystkich swoich pieniędzy ze szwajcarskiego konta, postanawia otworzyć swój własny biznes. Rodzi im się córeczka...
Kobieta opisuje wszystko ze szczegółami. Książka jest jej wspomnieniami.
Osobiście nie mogłabym żyć tak jak ona. Nie potrafiłabym. Jednak podziwiam ją za wytrwałość.
Na podstawie jej historii powstał też film.
A oto zwiastun filmu.
Polecam tą książkę.
Ocena : 5/6
sobota, 18 maja 2013
"Nie rób mi tego" - Piotr Kołodziejczak
Strony: 160
Źródło: egzemplarz recenzencki
Czy zadawaliście sobie kiedyś pytanie, kiedy następuje odpowiedni moment na zmiany? Czy jest taka pora, kiedy zrobienie czegoś nowego, zmienienie biegu wydarzeń jest rzeczą naturalną? Wiele czynników sprawia, że mamy ochotę zrobić coś, co wprowadzi w nasze życie nowy nurt, nowe przeżycia. Ja np kilka razy w ciągu roku, spontanicznie, idę do salonu fryzjerskiego ściąć włosy, oczywiście na bardzo krótko. :) Ponieważ czuję, że tego na daną chwilę potrzebuję, aby wyzbyć się monotonii i znudzenia. Główna bohaterka książki "Nie rób mi tego" czuje, że musi podjąć jakieś poważne decyzje. A więc zrywa ze swoim chłopakiem i chce kupić bilet by wyrwać się z tego miasteczka.. ale nie, nie. To nie takie proste.
Od pierwszych stron panuje w książce atmosfera pewnego napięcia i już wdrożonych w życie zmian, co jest intrygujące. Jednakże napisana została z niezwykłą delikatnością, można by powiedzieć ostrożnością. Jeśli miałabym użyć tutaj porównania, to kojarzy mi się z symfonią graną na pianinie - spokojnie i stonowanie - z dystansem a jednak zaangażowaniem, wolno tak aby każdy zrozumiał jego przesłanie. Taki zabieg był potrzebny, bo nie jest to książka o dziewczynie jakich wiele, o zwykłej egzystencji gdzieś na ziemi czy o przygodach grupki nastolatków. To smutna historia, o odwadze jaką trzeba mieć, aby odmienić swój los.
Aneta, dziewczyna o wielkiej sile determinacji i wrażliwości, wiedzie spokojne życie z babcią. Mieszkają razem, mimo, że jeszcze kilka lat temu nie były w dobrych stosunkach. Aneta ma chłopaka, którego kocha. Nieodgadnioną i zwariowaną przyjaciółkę. Mieszka w lekko wyidealizowanym mieście. Już z początku czułam, że żyje im się tam za dobrze. Do każdej sprawy podchodzili z jakąś dziwną rezerwą, ze stoickim spokojem, czego, jak dobrze wiemy, w normalnym świecie nie stosujemy zbyt często. W każdym razie, Aneta chce wyjechać z miasteczka, aby dokończyć studia. Przerwała je, ze względu na wypadek. No własnie, to był ten punkt zwrotny w jej życiu. Tak jak to pamięta, po rehabilitacji przyjechała tutaj, do babci. A teraz czuje się gotowa, by wrócić do normalnego trybu życia. Już podjęła decyzję. Musi wyjechać. Tylko przed podróżą, powinna się o czymś dowiedzieć, a to może zaważyć na jej decyzji. Każda z bliskich jej osób ma jej teraz coś do przekazania. Jest to swoistego rodzaju misja dla każdego z nich. Sądzę, że to pewna symbolika, każda z tych postaci przekazuje Anecie różne wartości. Tak aby nasza bohaterka, była w pełni ukształtowaną osobą, która jest w stanie decydować o swoim dalszym bycie. That's not easy. Zdaje się, iż wszystko jest dopasowane do naszej Anetki, choć ona najwyraźniej nie zdaje sobie z tego sprawy. Do czasu.
Jest w tej książce wiele elementów, które mi się podobają. Między innymi prostota i delikatność jaką służy się autor, Piotr Kołodziejczak. Oraz niewątpliwe przesłanie jakie niesie ta książka. Aby wczuć się w klimat tej historii należy mieć wrażliwość i empatię. Wiele osób ma zwyczaj krytykowania książek 'ot tak'. Ja uważam, że to, iż jej twórcą jest Polak a nie Brytyjczyk czy Amerykanin oraz ma tylko 160 stron jest jej atutem. Przyznam, że okładka wyjątkowo nie trafia w me gusta, może nawet wygląda odrobinę tandetnie. Jednak pod tą zniechęcającą skorupą kryje się nienagannie napisana, poruszająca opowieść.
Moja opinia jest obiektywna, tak uważam. Ponieważ nie mam w zwyczaju słodzić byle mieć z tego korzyści. Tak wiec, to co teraz napiszę jest odpowiednim dobraniem słów w rzetelnej oprawie: Nie poczułam zbyt wielkich emocji czytając "Nie rób mi tego", jednak niezauważalnie poruszyła ona moje serce. Dodała mi ona nadziei i sił, a zarazem jest dowodem, że nie trzeba rozwiniętych opisów miejsc czy porywającej akcji, aby czytelnik był w pełni zadowolony.
Od pierwszych stron panuje w książce atmosfera pewnego napięcia i już wdrożonych w życie zmian, co jest intrygujące. Jednakże napisana została z niezwykłą delikatnością, można by powiedzieć ostrożnością. Jeśli miałabym użyć tutaj porównania, to kojarzy mi się z symfonią graną na pianinie - spokojnie i stonowanie - z dystansem a jednak zaangażowaniem, wolno tak aby każdy zrozumiał jego przesłanie. Taki zabieg był potrzebny, bo nie jest to książka o dziewczynie jakich wiele, o zwykłej egzystencji gdzieś na ziemi czy o przygodach grupki nastolatków. To smutna historia, o odwadze jaką trzeba mieć, aby odmienić swój los.
Jest w tej książce wiele elementów, które mi się podobają. Między innymi prostota i delikatność jaką służy się autor, Piotr Kołodziejczak. Oraz niewątpliwe przesłanie jakie niesie ta książka. Aby wczuć się w klimat tej historii należy mieć wrażliwość i empatię. Wiele osób ma zwyczaj krytykowania książek 'ot tak'. Ja uważam, że to, iż jej twórcą jest Polak a nie Brytyjczyk czy Amerykanin oraz ma tylko 160 stron jest jej atutem. Przyznam, że okładka wyjątkowo nie trafia w me gusta, może nawet wygląda odrobinę tandetnie. Jednak pod tą zniechęcającą skorupą kryje się nienagannie napisana, poruszająca opowieść.
Moja opinia jest obiektywna, tak uważam. Ponieważ nie mam w zwyczaju słodzić byle mieć z tego korzyści. Tak wiec, to co teraz napiszę jest odpowiednim dobraniem słów w rzetelnej oprawie: Nie poczułam zbyt wielkich emocji czytając "Nie rób mi tego", jednak niezauważalnie poruszyła ona moje serce. Dodała mi ona nadziei i sił, a zarazem jest dowodem, że nie trzeba rozwiniętych opisów miejsc czy porywającej akcji, aby czytelnik był w pełni zadowolony.
Moja ocena: 4+/6
Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu:
wtorek, 14 maja 2013
"Głos serca" - Jodi Picoult
"Głos serca" - Jodi Picoult
Źródło: allegro (15zł)
Strony: 556
"Jane zawsze żyła w cudzym cieniu. Od nieszczęśliwego dzieciństwa ucieka w małżeństwo z biologiem ,Olivierem Jonesem. Szybko okazuje się ,że ważniejsza od niej jest dla męża kariera ,lecz Jane i to potrafi znieść. Dopiero gdy uświadamia sobie ,że również ich córka ,Rebeka ,jest dla Oliviera mało istotna ,rodzi się w niej bunt. Pewnego dnia zostawia męża i razem z córką wyrusza z San Diego do Massachusetts. Oliver ,który z pasją tropi humbaki w głębinach oceanów ,chce odszukać żonę i córkę. Jeśli ma tego dokonać ,będzie musiał nauczyć się patrzeć na świat ,a także na siebie ,innymi oczami."
Jak to się mówi: "pierwsze koty za płoty!". Kiedy dowiedziałam się ,że "Głos serca" jest debiutancką powieścią Jodi Picoult - przeraziłam się!!! Czy ta przejmująca książka mogła powstać jako pierwsza? Dla mnie to niemożliwe. ;)
„Nie mogę mieć tego,czego ty nie możesz mieć. Powstałaś za sprawą mojego życia i właśnie dlatego moje losy zależą od ciebie.”
Większość znajomości nawiązujemy przez przypadek. Decyduje miejsce w jakie się udamy ,niekiedy nawet spojrzenie jakim obdarzymy nieznajomych. Przenieśmy się do czasów ,kiedy nie było jeszcze Spotted...
Jak zwrócić uwagę chłopaka ,który się nam spodobał?
Na to pytanie musiała sobie odpowiedzieć Jane ,która w pewien słoneczny dzień ujrzała przystojnego Olivera.
Po prostu "przez przypadek' upuściła swój portfel do wody. Oliver oczywiście jak przystało na szarmanckiego faceta ,rzucił się jej na ratunek. Na pewno większości z Was to spotkanie może wydawać się bardzo romantyczne ,ale nie zdajecie sobie jeszcze sprawy z tego co się między nimi wydarzy...
Na początku jak zawsze. Typowa sielanka. Spotykają się nieustannie ,są w siebie wpatrzeni. Mijają miesiące ,a Jane robi się coraz bardziej szczęśliwa. Po pewnym czasie Oliver jej się oświadcza. Ślub. Narodziny dziecka. Na tym kończy się już ich wielkie szczęście.
Kobieta zaczyna sobie uświadamiać ,że coś z ich związkiem jest nie tak. Jej mąż całym sobą poświęca się pracy. Nie ma go wtedy kiedy jest to niezbędne. Jane może liczyć tylko na siebie.

Jednego dnia następuje przełom. Zaczynają się kłócić. On ją obraża ,podnosi na nią rękę ,chociaż wie o jej traumatycznym dzieciństwie. Jane pod wpływem impulsu zabiera córkę i wraca w rodzinne strony. Nie spodziewa się ,że jej mąż zagrozi jej sprawą w sądzie za uprowadzenie jego córki. Kobieta wsadza Rebekę w najbliższy samolot i....jej córka cudem przeżywa jego rozbicie się. Historia lubi się powtarzać. Kilkanaście lat później dzieje się coś podobnego z tym ,że dziewczyny wyjeżdżają na dobre. Przynajmniej tak twierdzą... Mają plan ,aby udać się do brata Jane -Joley`a ,który pracuje w sadzie w Massachusetts. Droga innym wydaje się prosta ,ale jest jedno "ale" !! Muszą przemieszczać się w taki sposób ,aby Oliver ich nie odszukał i nie zmusił do powrotu do domu. Podążają chaotycznie według instrukcji zawartych w listach jakie przygotował dla nich Joley...
Co przyniesie im podróż?
Czy usłyszą wreszcie głos serca?
Kobieta zaczyna sobie uświadamiać ,że coś z ich związkiem jest nie tak. Jej mąż całym sobą poświęca się pracy. Nie ma go wtedy kiedy jest to niezbędne. Jane może liczyć tylko na siebie.
Jednego dnia następuje przełom. Zaczynają się kłócić. On ją obraża ,podnosi na nią rękę ,chociaż wie o jej traumatycznym dzieciństwie. Jane pod wpływem impulsu zabiera córkę i wraca w rodzinne strony. Nie spodziewa się ,że jej mąż zagrozi jej sprawą w sądzie za uprowadzenie jego córki. Kobieta wsadza Rebekę w najbliższy samolot i....jej córka cudem przeżywa jego rozbicie się. Historia lubi się powtarzać. Kilkanaście lat później dzieje się coś podobnego z tym ,że dziewczyny wyjeżdżają na dobre. Przynajmniej tak twierdzą... Mają plan ,aby udać się do brata Jane -Joley`a ,który pracuje w sadzie w Massachusetts. Droga innym wydaje się prosta ,ale jest jedno "ale" !! Muszą przemieszczać się w taki sposób ,aby Oliver ich nie odszukał i nie zmusił do powrotu do domu. Podążają chaotycznie według instrukcji zawartych w listach jakie przygotował dla nich Joley...
Co przyniesie im podróż?
Czy usłyszą wreszcie głos serca?
Po przyjeździe do brata Jane odetchnęła pełną piersią. Razem z córką zatrzymały się u szefa Joleya -Sama. Ich znajomość przebiegała dosyć burzliwie ,ale każda ze stron dzięki niej coś zyskała. Jane nauczyła się wiele o naturze ,spontaniczności ,a Sam stał się bardziej ludzki i nie skrywał się już za fasadą milczenia. Oboje odkryli ,że nie warto kierować się uprzedzeniami co do pochodzenia czy zatrudnienia. O mały włos by się przez to bliżej nie poznali. Jak zwykle jednak Oliver pojawia się w nieodpowiednim momencie. Niszczy w ten sposób miłość Jane do Sama oraz fascynację Rebeki i Hadleya.
Jak to się zakończy?
Gdzie zamieszka Jane i Rebeka?
Co kierowało przez tyle lat Joleyem?
Początkowo nie widziałam w tym większego sensu ,ale z biegiem stron wszystko stawało się dla mnie coraz bardziej jasne. Opisane przez Picoult przygody były chwilami niesamowicie zabawne ,a za razem wzruszające. Dzięki nim zbliżałam się do głównych bohaterek. W czasach kiedy większość nastolatek drze koty ze swoimi rodzicami ,to była dla mnie miła odmiana. Opisy mijanych przez nie krajobrazów zasługują na wielkie wyróżnienie. Za ich sprawą mogłam nie ruszając się z mojego łóżka zwiedzić wiele ciekawych i pięknych miejsc. Chwilami przerywałam czytanie ,aby zamknąć oczy i pomyśleć o tym czy w moim przypadku ta podróż zdałaby egzamin. Czy ja i moja mama dałybyśmy radę przebrnąć przez to co Jane i Rebeka? Czytając książki tej autorki zawsze wyobrażam sobie jak ja bym się w danej sytuacji zachowała lub jakie konsekwencje niosą za sobą takie lub inne zachowania.
"Głos serca" skłania do zastanowienia się nad sobą. Jest to doskonała lektura dla wszystkich grup wiekowych ,ponieważ zawiera tak wiele wątków i metafor ,że na pewno każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Czytelnik oczekujący :dużej dozy dramatyzmu ,miłości (zarówno tej dojrzałej jak i młodzieńczej),trudnych decyzji oraz przede wszystkim walki o samego siebie -na pewno nie będzie zawiedziony.
Osoby ,które czytały wcześniejsze notki o książkach Picoult nie będą zdziwione kiedy przypomnę co najbardziej cenię w jej twórczości. Uwielbiam to ,że wszystko jest pokazane z wielu punktów widzenia i nie jest to zagmatwane ,a wręcz przeciwnie. Podpisy nad każdym rozdziałem REBEKA ,OLIVER lub JANE bardzo ułatwiły mi czytanie tej książki.
Zawsze staram się być obiektywna wobec postaci książkowych. Tym razem mi się to nie do końca udało. Od początku wiedziałam ,że jest coś nie tak z Oliverem. Ten facet jest dla mnie kompletnym zerem ,które nie zasługuje na tak wspaniałe kobiety jakimi są Jane i Rebeka. Wszytko co robił było samolubne ,chamskie oraz poniżające dla innych. Wyjątkowo paskudny mężczyzna-nie ma co się oszukiwać.
„Można przywrócić do życia martwe drzewo. Zaszczepić na nim dwa różne gatunki. Przeszczepienie to sztuka łączenia przeciwieństw, przywracania nadziei.”

A tutaj taki bonus ode mnie------>
Byłam ciekawa jak realnie wyglądała trasa podróży Jane i Rebeki ;)
Moja ocena: 5/6
P.S. Książka zawiera tyle osobliwych miejsc ,że nie sposób oddać ich za pomocą jakichkolwiek zdjęć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


