Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 czerwca 2014

"Alicja w krainie Zombi" - Gena Showalter

Kroniki Białego Królika #1

Pewnie zastanawiacie się ile wspólnego mają Zombie z historią Alicji w krainie czarów. Mogę wam powiedzieć, że generalnie wyrazistych powiązań jest niewiele. "Alicja w krainie czarów" zawsze mnie w pewien sposób intrygowała ale i przerażała. Pamiętam, że jako dziecko oglądałam film bardzo często, i za każdym razem moje serce dostawało fioła. Byłam zakochana w tej historii, uwielbiałam każdy jej fragment, ale siedziałam wbita w fotel i nienawidziłam siebie, że znów dałam się ponieść wyobraźni. Wszystko było takie tajemnicze i mroczne, akcja posuwała się powolnymi suwami, specjalnie aby mój żołądek fikał koziołki, ale z drugiej strony Alicja wciąż biegła, i biegła, i biegła.. aby spotkać co rusz nowe istoty tego niesamowitego świata.

Nasza Alicja nie biegła za królikiem, nie była ciekawa tego świata, ale siłą została do niego wciągnięta. Miała kochającą się rodzinę, nieco odstającą od innych, jednak byli dla niej wszystkim, a potem w jednej minucie utraciła to. I co dostała w zamian? Dar widzenia potworów, zwanych Zombie. Nie myślcie sobie, że to namacalne, zimne i ohydne, ruszające się mięso (ja tak początkowo myślałam). Zombie w tej odsłonie są złymi duszami (również mało atrakcyjnymi, ale bez przesady), które tylko nieliczni mogą zobaczyć. Na Alicji ciąży odpowiedzialność, którą na szczęście nie musi dźwigać sama.

Sama postać Alicji bardzo mi się podoba, jest jedną z tych bohaterek, które wydają się kruche, ale mają ten wewnętrzny ogień. Nie jestem pewna, czy jest to postać jakich wiele. Ma swoistą naturę. Łatwo mogłam nawiązać z nią emocjonalny kontakt, chociaż czasem jej kreacja wydawała mi się kopią innych postaci. Chociaż, czy na prawdę aż tak się od siebie różnimy? Nasi bohaterowie też mają prawo być do siebie podobni. Ale to temat na inną rozmowę. Co do innych postaci, to też nie mam do czego się przyczepić. Są na prawdę fajni, tacy wyraziści. Serio, nic do zarzucenia nie mam. Najbardziej polubiłam Kat, przyjaciółkę Alicji, mistrzynię ciętej riposty i prawdziwą kompankę życia - sama mogłabym mieć taką przyjaciółkę. No i Cole.. nie można się oprzeć jego fiołkowym oczom. Warte grzechu. Cóż mogę powiedzieć, mam słabość do takich męskich postaci. 

Alicja musi podjąć walkę z Zombie, bo skoro już je widzi, to stanowią dla niej jeszcze większe zagrożenie. Początkowo ukrywa ten fakt, nazwałabym to fazą zaprzeczenia. A kiedy zbliża się do Cola i jego przyjaciół odkrywa, że nie jest to jedynie jej tajemnica. Temu wszystkiego towarzyszy uczucie grozy i napięcie wiszące w powietrzu. Przy samych postaciach Alicji i Cola wyczuwałam zmysłowość oraz jakby wagę ich postaci. Takie lekkie napięcie, że Alicja jest ważna, że nie bez przyczyny jest inna. Choć z drugiej strony sama Alicja bez reszty bohaterów byłaby niczym, chodzi mi o to, że nie przysłaniała innych, tylko z nimi współgrała. Bardzo mi się to podobało. I co więcej, nie uważam tej książki za romans! Fakt, występuje bardzo silny wątek romantyczny, jednak to jest takie naturalne, że aż niewyczuwalne. Przechodziły mnie dreszcze i chciałam więcej scen Alicji i Cola, ale to chyba nie o tym ma być ta lektura. Moim zdaniem nie jest jedną z tych płytkich książek, tylko ma poruszać serce na wielu płaszczyznach.

Muszę powiedzieć, że pióro autorki mnie zaskoczyło. Owszem tak jak przypuszczałam było prosto, z pewnością nie dla wyrafinowanych czytelników, jednak poczułam w tym magię. Tak jakby Gena Showalter w słowa tchnęła swoją duszę i serce. Nie było bezpośredniości tylko delikatność i wyważenie. Przynajmniej takie odczucia mi towarzyszyły. Pochłonęłam ją w jeden dzień, co dziwniejsze, było upalnie i słonecznie a ja leżąc na sofie po prostu wchłaniałam każdą stronę. A od razu po skończeniu byłam szczęśliwa, wzburzona i marzyłam o kolejnej części. 

Bardzo podobały mi się jedynie subtelne powiązania z "Alicją w krainie czarów". Można zauważyć, że była ona jedynie inspiracją. Byłabym zawiedziona gdyby dzieło Geny okazało się kolejną odsłoną tej historii. Dzięki Bogu. Alicja Bell podąża za chmurką, której kontury przypominają królika. Banalne, ale i urocze. Jej młodsza siostra jest takim "dobrym duchem" tej powieści, nie zżyłam się nią zbyt dobrze, a nawet wydała mi się zbyt dojrzała jak na swój wiek. Ale czuję, że ma jakąś "misję", i w przyszłych częściach będzie stanowiła ważny element. 

Liczę na to, że w dalszych częściach zostanie zachowana ta cudowna, wszechogarniająca magia i że stopniowo będziemy odkrywać więcej powiązań do Krainy Czarów. Otwarcie "Alicji w krainie Zombie" jest tak skok do dziury za białym królikiem. Nie wiadomo co nas tam czeka, ale jest to obietnica podróży. A ta tułaczka podrażni wasze zmysły, puści wodze wyobraźni i otworzy wrota ku przygodzie. 

Kroniki Białego Królika #2

Kroniki Białego Królika #3

sobota, 31 maja 2014

"Ciepłe ciała" - Isaac Marion


R jest Zombie. Większość z nich nie ma imienia, wspomnień, niczego co choć w małym stopniu przywracałoby im człowieczeństwo. R jest troszeczkę inny. Owszem, wciąż jest trupem, żywi się ludźmi, chodzi wolniej niż ja bym się czołgała, ale wydaje się, że ma pewne naturalne skłonności do myślenia a nawet mówienia. 

Julia to dziewczyna odważna i pewna siebie. Jest wrażliwa, nie strachliwa. Stara się widzieć świat w jasnych barwach i dba o te okruchy ludzkości, które się ostały. Gdy tak długo ma się do czynienia ze śmiercią, można stać się oschłym i smutnym. Ale Julia wciąż ma nadzieje, że uda się "ekshumować" to co zostało. 


Pewnego razu dochodzi do ich spotkania, a R ratuje życie Julii (tak, własnie, Zombie uratował człowieka). R jest w stanie dowiedzieć się czegoś o niej dzięki Perry'emu. Perry to chłopak Julie, a R zjada jego mózg. Od tamtej chwili tamten podsyła mu wspomnienia a nawet niekiedy radzi i dodaje otuchy. R zabiera Julie na lotnisko i tam się nią opiekuje (i tak, ponownie, Zombie OPIEKUJE SIĘ człowiekiem). Dziewczyna zaczyna dostrzegać odmienność R, a dokładniej mówiąc, sama przyczynia się do zachodzących zmian. Ich relacja zapoczątkowała pewną reakcję łańcuchową, która zaczyna obejmować innych Zombie. Nasi bohaterowie zmagają się z własnymi zachowaniami zachowawczymi kontrastującymi z ciekawością wzajemnego poznania, jak i z brakiem akceptacji. Szczerze mówiąc ich przyjaźń, nie mówiąc o relacji damsko-zombie, jest niedorzeczna. Nigdy nic takiego nie miało miejsca, więc bohaterom trudno jest się odnaleźć w sytuacji. Niemniej jednak, pielęgnują łączące ich uczucie, co wcale nie będzie proste, bo teoretycznie R jest śmiertelnym zagrożeniem dla Julie. Tylko czy społeczeństwo, do którego należy Julie, byłaby w stanie zaakceptować ich znajomość? 


Ta książka wygrywa swoją prostotą i delikatnością. Nie ma wielu wątków, jest jeden motyw przewodni, chociaż ja w nim widzę swoistego rodzaju przesłanie - "kochajmy się i dbajmy o to co mamy". Czasem nie potrzeba zrywów akcji, romansów i innych takich. Te najbardziej wartościowe opowiadają historie jednej książki, z akapitami, w których liczy się każdy detal. Najbardziej cenimy te chwile, kiedy musimy odłożyć książkę, by coś przemyśleć, zaśmiać się pod nosem lub wykrzyczeć w eter "coooo?". Jednak najbliżej mojemu sercu są lekko uniesione ku górze kąciki ust - oznaka, że rozumiem i utożsamiam się z założeniami autora. Że każda nawet najmniejsza komórka w moim ciele kocha wszystkie skrawki tej książki. Że moja dusza i dusze bohaterów stanowią jedność. Czego chcieć więcej? A własnie to czuję po tej lekturze, spełnienie i radość. 

Także nieprzypadkowy wydaje mi się wybór imion. Julia i R - Romeo i Julia. Dostałam olśnienia, gdy pewnego razu w szkole streszczałam koleżance o czym jest ta książka (oczywiście opis na okładce i motylkach niczego nie wnosił... ) i nagle bach! niczym obuchem w pierś, przecież to Romeo! Jest to para, która zmienia wszystko. Oni są idealnie do siebie dopasowani. Przeznaczenie to chyba przesadne określenie, aczkolwiek ewidentnie posiadają cechy wspólne z szekspirowskimi Romeo i Julią. 

Podobają mi się również opisy, być może nie są specjalnie wysublimowane, jednak ukazują dokładnie to co dla czytelnika jest najważniejsze. Okej, w mojej głowie krystalizuje się też teza, że "Ciepłe ciała" są prostolinijne. Coś w tym jest, bo rzeczywiście nie dostajemy zbyt wiele odczuć. Nie ma fajerwerków. Jest trochę jak na obiedzie u mamy, nudno ale koi serce. Własnie, chyba ta książka jest specjalnie dla osób, które odczuwają smutek.  Dla tych, którzy potrzebują nowej nadziei i promyczka słońca na twarzy. Polecam. ^^ 



<-- Tu macie film na podstawie książki. Zmyłką jest tytuł, bo choć wiedziałam że taka książka jak "Ciepłe ciała" istnieje, to w pierwszym odruchu ich ze sobą nie powiązałam. Ale pozytywnie mnie to zaskoczyło. Tytuł filmu to "Wiecznie żywy". Miałam okazje najpierw oglądać ekranizację, co raczej mi się nie zdarza (jestem zwolenniczką przekonania ,że lepiej zabierać się za książkę - potem za film),  ale muszę przyznać, że podobają mi się obydwie formy tej historii. 

Ktoś czytał książkę lub oglądał film? :D

piątek, 30 maja 2014

"Gwiazd naszych wina" - John Green


źródło: empik.com

Czy doceniasz to co masz?
Cieszysz się z małych rzeczy?
Czy otwierając oczy, jesteś wdzięczna losowi za samą możliwość życia?
Hazel teraz taka jest,ale wcześniej żyła normalnie, tak jak każda nastolatka. Jej całym światem były ploteczki,szkoła i książki. Wszystko się zmieniło za sprawą małego tworu - raka. Najpierw pojawił się w płucach, aby później rozprzestrzenić się na inne organy... To właśnie w takich okolicznościach poznajemy główną bohaterkę powieści Johna Green`a. Początkowo historia może się wydawać dosyć oklepana, ale drogi czytelniku... apetyt rośnie w miarę jedzenia!

W pewnym momencie konwencja książki sie zmienia. Opowieść przeradza się w dramatyczne love story na miarę nowoczesnego dramatu szekspira. Na horyzoncie pojawia się zjawiskowa postać Augustusa Watersa, przez co dotychczasowa egzystencja (tak, to słowo nie jest przypadkowe) Hazel nieodwracalnie się zmienia. Życie młodej dziewczyny nabiera blasku. Czuje się spełniona. Jednak jak zawsze, piękne chwile szybko przemijają...

,,Gwiazd naszych wina" to istna perełka, w przepełnionym komercją rynku wydawniczym. Można ją porównać z ,,Bez mojej zgody" Jodi Picoult, albo z ,,Nostalgią anioła" Alice Sebold. Mam na myśli pojawiający się w niej, a wręcz dręczący głównych bohaterów, wątek śmierci. Mimo młodego wieku, są oni obciążeni świadomością tego, że prawdopodobnie nie pożyją równie długo jak ich rówieśnicy, czy bliscy. Zastanawiają się nad sensem choroby i tym dlaczego społeczeństwo postrzega ich tylko i wyłącznie przez jej pryzmat. Po prostu pokazuje tragiczną sytuację, w jakiej nieoczekiwanie może znaleźć się każdy z nas.

Po mojej przygodzie z ,,Papierowymi miastami" nie spodziewałam się niczego szczególnego po twórczości wspomnianego wyżej autora. Tym razem, o zgrozo! Udało mu się mnie mile zaskoczyć. Tak szczerze to gdyby było inaczej to zaczęłabym się zastanawiać dlaczego na innych blogach lub na "lubimyczytać" były takie laurki i pieśni pochwalne na jego cześć. Osobiście, bardzo cenię książki dające mi trochę do myślenia ,a ta powieść właśnie taka była.

Główną bohaterką książki jest Hazel Grace. Wrażliwa, mądra i sympatyczna dziewczyna, która zmaga się z nowotworem. Z powodu choroby nie jest w stanie chodzić do szkoły tak jak inni w jej wieku, dlatego uczy się w domu na indywidualnych zajęciach. Jej jedyną rozrywką jest oglądanie telewizji i czytanie książek. O normalnych kontaktach ze swoimi rówieśnikami może zapomnieć. Od czasu do czasu spotyka się z jedną koleżanką, żeby nie stać się dziwolągiem. W sumie robi to bardziej z obowiązku, niż dla siebie. Tak trudną sytuację zauważa jej nadopiekuńcza matka, która robi wszystko, aby jej pomóc. W ten sposób powstaje pomysł uczestnictwa Hazel w spotkaniach grupy wsparcia. Początkowo, dziewczyna nie umie się na nich odnaleźć. Ma dosyć szumu wokół swojej choroby. Chciałaby przez moment o niej zapomnieć i na powrót stać się normalną nastolatką. Mówi się, że tylko krowa albo stary amisz nie zmienia zdania, ale Hazel raczej nie kwalifikuje się do tych kategorii. Dlatego nic dziwnego, że po kolejnym spotkaniu ,na którym poznaje Augustusa Watersa, zaczyna być wdzięczna matce za tak umiejętne zmuszenie jej do aktywnego uczestnictwa w spotkaniach grupy.

Pierwsze zetknięcie się Hazel z chłopakiem jest jak najbardziej przypadkowe. Trudno nawet myśleć o tym ,że jest ono dla dziewczyny impulsem do życiowych zmian. Co może być absurdalne dla normalnej, zdrowej osoby. Za pośrednictwem Gusa, Hazel uczy się jak żyć pełnią życia ,znieść strach przed zapomnieniem, czy podążać za marzeniami. Szara rzeczywistość zaczyna nabierać zdecydowanych barw. Możliwość poznania Augustusa wiele zmieniła w Hazel. Ich związek pokazał innym, że ludzie śmiertelnie chorzy potrafią czerpać z życia całymi garściami i wzajemnie się wspierać w trudnych chwilach.

Bohaterowie powieści zostali skomponowani na zasadzie kontrastów i przeciwieństw. Wśród nich można doszukać się osób empatycznych i otwartych (jak na przykład Gus) oraz tych bardziej zdemoralizowanych ,gburowatych i szczerych do bólu (jak ulubiony pisarz Hazel). Obrazuje to imponujące umiejętności Johna Greena, który nie spoczął na laurach i rozwinął główny wątek powieści ,dodając do niego kontrowersyjne postaci, które wiele dają tej historii.

Sam pomysł na książkę zyskał moją aprobatę. Na rynku wydawniczym pojawiały się jakiś czas temu powieści o ciężko chorych dzieciach tudzież osobach dorosłych. Młodzież, do tej pory była zapomniana. Wyglądało to tak jakby, ta grupa wiekowa miała nad sobą taki parasol ochronny, a przecież tak nie jest. Często także autorzy nie chcą poruszać kłopotliwych tematów, które są czasami postrzegane jako tabu. Wszyscy, i przyznaję się bez bicia, że ja też, dali się początkowo nabrać na to o czym będzie ta książka. Tak na prawdę każdy czytelnik może odbierać ją inaczej i właśnie to jest w niej najpiękniejsze. To nie sztuka napisać książkę. Sztuką jest napisać coś, co daje inspirację i mentalnego kopa wszystkim lub większości odbiorców.

,,Gwiazd naszych wina" mimo swoich zalet, ma też coś co mnie do niej nie przekonało. Trochę raziło mnie w oczy to, że Hazel i Augustus tak szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. Miałam wrażenie, że to działo się ,,na wariackich papierach". No, ale cóż. Może gdyby było inaczej to książka miałaby finalnie zbyt dużo stron. Nvm.

Ostatnią rzeczą, która sprawiła ,że coś mi nie grało w powieści był fakt, że Augustus mimo młodego wieku znał tyle cytatów i wierszy. No po prostu myślę, że to trochę naciągane. Sami przyznajcie. Który normalny szesnasto- lub siedemnastolatek czyta poezję lub analizuje dla przyjemności wiersze? Rozumiem, gry komputerowe, komiksy, książki, ale żeby aż tak!? Może wynika to tylko z moich osobistych doświadczeń ,ale w takie bajki to ja nie wierzę.

Mimo tego co mi się nie podobało, było też wiele rzeczy, które wydawały mi się wyjątkowe. Wątek powieści w powieści. Czytając książkę widzimy to jak Hazel jest zauroczona swoją ulubioną książką, a przede wszystkim jej zakończeniem. Dzięki temu i burzliwej znajomości z Gusem, ma szansę odwiedzić swojego ulubionego autora. Z perspektywy czytelnika jest to na pewno obiecujące!

Sam fakt więzi łączących bohaterów i natłoku emocji był tak wzruszający, że nie mogłam powstrzymać łez.
Dlatego więc, jeżeli będziecie chcieli zapoznać się z powieścią Johna Greena, to pamiętajcie, bez chusteczek ani rusz!!!

Przygoda Gusa i Hazel skończyła się nietypowo, ale moja na razie trwa dalej. Za niedługo na pewno napiszę Wam jak mi się podobała ekranizacja tej książki, bo film wchodzi do kin już 6 czerwca. Natomiast w okolicach 4 czerwca będzie miała premierę kolejna książka Greena, więc będzie czym się ekscytować w ciągu następnych tygodni! 

piątek, 14 marca 2014

[Przedpremierowo] "Chwila szczęścia" - Federico Moccia

Ah, Moccia, Moccia, co ci chodzi po głowie.. Płomienny romans w Rzymie, wyśmienite jedzenie i dwie turystki z Polski. Tak się zastanawiam, jest to promocja Włoch czy poradnik jak ułożyć sobie życie z obcokrajowcem? Whatever, ważne, że jest dobre jedzenie.

Wakacje. Upalne lato. Włochy. Rzym. Szorty i spódniczki. Okulary przeciwsłoneczne. Trampki i sandały. Wino.. duuużo wina. Sery, makarony, tarty. Czyż to nie cudowne? Czekam na to od poprzednich wakacji. Aż tu nagle los daje mi tę książkę i czuję się jakbym wsiadła w busa i znalazła się na chodniku w centrum Rzymu. Grazie, Panie Moccia

Ania i Paulina przybyły do Włoch z Warszawy, i w zasadzie niewiele o nich wiemy, bo narracja jest pierwszoosobowa z perspektywy Nicco. Wygląda na to, że przyjechały na wakacje i są raczej nastawione na maksymalne szaleństwo. W restauracji wpadają na Nicco i Grubego, którzy zapewniają im moc wrażeń na następne dni. Nicco ma złamane serce, a Gruby dwie dziewczyny, które niewiedzą o sobie nawzajem. We czworo spędzają niezapomniane, szalone chwile. Można było zapomnieć o wszystkim co złe, gwarantuję.


Co ciekawe, ani Nicco ani Gruby nie są mistrzami w posługiwaniu się językiem angielskim, sytuację ratują dziewczyny (typowe), znając podstawy włoskiego, także komunikacja między nimi jest dosłownie wielojęzykowa. Fajne, lub nie, jest to, że nie wszystko zostało przetłumaczone. Nie jestem pewna jak to wygląda w tłumaczeniu przez inne kraje, ale u nas możecie znaleźć pojedyncze włoskie i angielskie wyrażenia. Lubię takie połączenia, ale niekiedy nie wiedziałam co jest mówione dziewczynom, a co Nicco wyszeptał w myślach. W dwóch słowach - pogubiłam się.

Na początku styl pisania autora, zdawał mi się, wymuszony, jednak potem czytałam z przyjemnością i lekkością. Przykro mi to mówić, ale według mnie znalazło się w książce zbyt dużo mówienia o niczym. Rozumiem, że w jakiś sposób należało przedstawić czytelnikowi opisy uczuć Nicco, bo własnie ten temat jest najbardziej poruszany, jednak było to nudne i monotonne. Nicco własnie został porzucony przez dziewczynę, na której bardzo mu zależało, jednak nigdy nie usłyszała od niego "kocham cię", a Ania koi smutek i jest przygodą. W pewnym sensie, nie zostałam przekonana co do ich rozkwitającego uczucia.  Do tego, że to spotkanie znaczyło coś istotnego, również nie. Ani dla Nicco, a tym bardziej dla Grubego. Nie zauważyłam żadnej przemiany.

Poza tym, główny bohater (Nicco) zbyt często wracał myślami do byłej dziewczyny. Takie sytuacje mają miejsce w życiu każdego czytelnika, dlatego fabuła jest bardzo realistyczna. Jednak jak dla mnie, wykonanie nie było najlepsze, wyszło sztucznie i niechlujnie. Będziemy mieli okazje śledzić dalsze perypetie naszych bohaterów w drugiej części, której akcja ma się toczyć w Polsce. Uważam, że to dla nas wyróżnienie, fajnie jest czytać, teoretycznie, o sobie z perspektywy włocha. Mam sprzeczne odczucia wobec polek z książki, z jednej strony były bardzo do nas podobne a z drugiej.. trudno jest wykreować postać obcokrajowca, nie będąc nim. Także szacunek dla Mocci za odwagę.

Tym o czym warto wspomnieć jest atmosfera gorących nocy, wakacyjnego szaleństwa i przepysznego jedzenia. Co jak co, ale pisanie o Włochach Moccie wychodzi perfekcyjnie. Takie jedzenie jakie nam opisywał jadłabym dniami i nocami, popijając do tego różnymi odmianami wina, niebo na ziemi. Widać, że autor lubi wszystko co włoskie i mi to nie przeszkadza, wręcz jest niezwykłe i pięknie niedzisiejsze. Porusza głównie tematy miłosne, w różnym wydaniu. Ale ja skupiłam się na romansie naszych par, bo jako jedyny był jako tako dopracowany. Reszta to tylko wzmianki.



Także, jeśli chcecie przeczytać coś lekkiego, niewygórowanego, o wakacyjnym klimacie, z Polkami w roli głównej to sięgajcie po "Chwilę szczęścia"!


Ps. Moccia chce przyjechać do Polski by rozeznać się w panujących tu zwyczajach i zyskać informacje potrzebne do napisania drugiej części tego projektu. Czyż nie jest to ekscytujące? Dla mnie tak. :D


sobota, 8 lutego 2014

"Wróżbiarze" - Libba Bray

Wróżbiarze #1

Szczerze? Myślałam, że to będzie jedna wielka porażka. Czytałam Mroczny sekret Libby Bray i wcale mi się nie spodobał. Znaczy książka okej, ale jakoś mnie nie wciągnęła. Za to Wróżbiarze pochłonęli  mnie w całości. Muszę dodać, że nienawidzę historii i niewiele wiem o latach dwudziestych, ale teraz gdybym mogła przenieść się do przeszłości to własnie te lata, jako pierwsze bym odwiedziła. Są po prostu cudowne. Przynajmniej Bray tak je opisała, że się w nich zakochałam.

Evie O'Neill jest stworzona do życia w wielkim mieście. Jazz, Dżin i imprezy to wszystko o czym marzy. To synonimy wolności. Ona dusi się w swoim miasteczku. Gdy po raz kolejny wywołuje skandal, rodzice postanawiają wysłać ją do Nowego Yorku. Rzekomo ma to być kara, ale dla Evie to dar od losu. To okazja by udowodnić, że jest nowoczesna, samodzielna i niezwykle odważna.

Opiekę nad Evie sprawować ma jej wuj, na oko trochę dziwny i samotny. Prowadzenie muzeum Niesamowitości i czytanie książek to całe jego życie. Zajmuje się także niewiele starszym od Evie chłopakiem, Jericho, za którego jest odpowiedzialny. Mogłoby się zdawać, że młodzi razem podbiją Nowy York, niestety Jericho jest bardziej podobny do wuja Evie niż do niej samej. Aczkolwiek ich znajomość ciekawie się rozwija.

O prawdziwym charakterze dużego miasta Evie dowiaduje się tuż po opuszczeniu pociągu, kiedy to młody, przystojny chłopak imieniem Sam namiętnie całuje ją po przypadkowym spotkaniu. Evie uwielbia Nowy York. Zmienia zdanie, kiedy okazuje się, że nowo poznany chłopak pozbawił jej dwudziestu dolarów. Na szczęście ma okazje odwdzięczyć się za to, gdyż ich losy zostają złączone już na długi czas.

Nasza główna bohaterka bardzo szybko zyskuje nowych, wyjątkowych przyjaciół. Razem chodzą na imprezy i się świetnie bawią, mimo, że wujaszek specjalnie tego nie popiera. Plany dziewczyny nieco się zmieniają kiedy w mieście dochodzi do brutalnych, nawet jak na obecne czasy, morderstw. O pomoc w rozwiązaniu sprawy poproszony zostaje wuj Evie. Nie jest to jednak typowy przeciwnik z jakim zmaga się policja.

Evie od dawna skrywa tajemnicę. No dobra, jej charakter nie pozwala jej na całkowite utrzymywanie swojej mocy w sekrecie, ale teraz nareszcie czuje, że może się do czegoś przydać. Evie czyta przedmioty. Nie jest jednak świadoma, że jest więcej ludzi takich jak ona. Tacy ludzie nazywani są wróżbiarzami.

Co ja mogę powiedzieć? Może tak szybciutko. Bardzo polubiłam tę książkę. Nie do końca wiem za co ją cenię ale jest po prostu świetna. Przede wszystkim Bray wyśmienicie przeniosła nas w lata dwudzieste Nowego Yorku. Rok 1926, świeże wspomnienie Wielkiej Wojny, konflikty na tle rasowym i postrzeganie przez pryzmat pochodzenia. Są to niespokojne, ciemne czasy ale ten klimat jest nieziemski. Przez odniesienie do historycznych motywów, lektura jest jeszcze bogatsza, cenniejsza, porusza ciężkie tematy, ale nie przytłaczają one głównych wątków. Można się na chwilę zatrzymać, wchłonąć klimat tych czasów, wzruszyć się i zapłakać nad ówczesnymi realiami. Opisy są cudowne, bo pokazują wszystko co trzeba wiedzieć, nie wciskają na siłę niepotrzebnych wyobrażeń tylko, dosłownie, nas tam przenoszą. Nie są monotonne i idealnie wpasowują się w naturalny "rytm" książki. Samo patrzenie na okładkę (która moim zdaniem jest cudowna) przyprawia mnie o dreszcz, taki pozytywny. Jeśli miałabym do czegoś porównać atmosferę panującą w książce, to chyba do tej otaczającej Sherlock'a Holmes'a. Przede wszystkim mamy mądrych bohaterów rozwiązujących wspólnie zagadki. Szukają, pytają, dedukują tak długo aż w końcu dojdą do jakiś wniosków. A to jeszcze mało. Oni to robią z Pasją. Taką prawdziwą, kiedy to człowiek nie odczuwa głodu, a na samą myśl o tym czymś czuje "motylki" w brzuchu.

Bohaterowie są wyraziści, nawet ci poboczni. Tak na prawdę to dla każdej występującej tu postaci jest przeznaczona jakaś historia. Można zauważyć, że autorka nie skupia się strikte na jednym wątku, ale już w zalążku przygotowana szersza perspektywa postrzegania tej sagi. Fabuła jest na tyle dziwna, że występuje w niej bardzo dużo motywów paranormalnych. W pewnym sensie jest to jeszcze ciekawsze, ponieważ postrzeganie nadnaturalnych elementów w tamtych czasach różni się od naszego. Wtedy wszystko było owiane jeszcze szczelniejszym nakryciem niewiedzy. Oczywiście starają się myśleć racjonalnie, są religie i różne opinie na ten temat, jednak jest to takie słodko naiwne. W każdym razie, ogromne brawa za atmosferę, bo jestem dosłownie pod wrażeniem. Skuście się lub nie, ale ja polecam. :D

wtorek, 3 września 2013

"Wybrani" - C.J. Daugherty

Akademia Cimmeria/ Night School #1

Elitarna szkoła. Dla wyjątkowych dzieciaków.

Wybrani - dlaczego są tacy unikalni? 

Co można powiedzieć o uczniach Akademii Cimmeria?   Wybrani? To za mało. Właściwie to do tej szkoły zostaje się przyjętym przez tradycję rodzinną. Twoi rodzice mają ważne stanowiska w rządzie? - jesteś w dobrym miejscu. Na pewno kiedyś też uczęszczali do tej placówki. 
Tutaj nikt nie trafia bez przyczyny

To co robi tam dziewczyna taka jak Allie? 

Nasza główna bohaterka ma zwyczajny dom, jest typową nastolatką i nigdy w życiu nie słyszała o tej szkole. Od kiedy zaginął jej brat, z rodzicami nie dogaduje się zbyt dobrze, a i ma też problemy z prawem. Jej image można określić jako buntowniczy. Okej, może to dobry materiał na poprawczak, ale Akademia z pewnością nim nie jest. Dlatego Allie nie rozumie dlaczego się tam znalazła. 

Szkoła robi na niej ogromne wrażenie, znajduje nawet nowych przyjaciół i wokół niej zaczęli kręcić się dwaj faceci, cóż, obaj przystojni. Jeden z początku jest tajemniczy, wręcz negatywnie do niej nastawiony, przez co ciągle przyciąga jej uwagę. A drugi jest zahipnotyzowany jej osobą, mówią, że jest pierwszą, która obdarowana została takim zainteresowaniem. Z początku wszystko wygląda niewinnie a szkoła jest cudowna, ale z czasem zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Po śmierci jednej z uczennic nic nie jest takie samo.. na wierzch wychodzą mroczne tajemnice kryjące się w murach tej szkoły

Allie jest taką bohaterką, którą z głębi serca lubię, mogłabym się w nią wcielić, jednak momentami mam wrażenie, że jej osobowość została źle wykreowana. Nie mam tutaj na myśli  że jest "pusta" czy coś w tym stylu, ale ma bardzo niestabilną osobowość. Rozumiem, że się zmienia, bo tak zazwyczaj jest, że postacie ewoluują. Jednakże Allie była rozciągana niczym plastelina, przystosowując się do sytuacji, a potem na powrót formowana w rulonik. Zbytnio mi się to nie podobało.

Myślałam, że będzie wplątany w całą akcję wątek paranormalny, ale jednak nie. Zabierając się za jej czytanie nie byłam świadoma o czym będzie, przynajmniej nie dokładnie, a jednak pozytywnie mnie zaskoczyła. O dziwo, tak jak zawsze najgorętsze odczucia wzbudzały we mnie wampiry i te inne, to na tę jedną noc zatraciłam się w Wybranych

Kwestia opisów jest sporna. Z jednej strony nie mam do czego się przyczepić, a z drugiej mam pewien niedosyt. Ale ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Przeczytałam ją w jeden wieczór, kilka godzin, a czułam przy tym całą gamę przeróżnych emocji, i na prawdę świetnie mi się ją czytało. Z niecierpliwością czekam na drugą część! 

Liczba stron: 440



Akademia Cimmeria #2 - Dziedzictwo


Night School #3 - Fracture
niepolska okładka

sobota, 3 sierpnia 2013

"52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" - Jesssica Brody


Znacie bajkę o Kopciuszku? 

To teraz przygotujcie się ,aby usłyszeć tą historię od tyłu...

Lexington Larrabee to dziewczyna ,której niczego nigdy nie brakuje. Rzucanie komórkami oraz wjeżdżanie autem w sklep to jej ulubione dyscypliny. Nastolatka jest znana z tego ,że jest znana. Gdyby nie fakt ,że jej ojciec jest miliarderem ,szum wokół jej osoby byłby nieuzasadniony.Dzień jej 18-tych urodzin jest dla niej wyjątkowy. Chyba nie każdy może dostać w prezencie od taty czek na 25 milionów dolarów. Lex jeszcze nie zdaje sobie sprawy ,że nie będzie żadnego ALE...

 Tata przygotował dla niej cudowną niespodziankę. Aby uzyskać dostęp do pieniędzy będzie musiała wykonać przez rok pięćdziesiąt dwie  nisko opłacane prace.  Jako bonus dostaje także nadzór wyjątkowo upierdliwego pracownika - Luke`a. Szok ,niedowierzanie - te reakcje utwierdziły osoby z jej otoczenia ,że mają do czynienia z rozpieszczonym dzieciakiem.

Jak poradzi sobie z wyznaczonymi zadaniami?
Czy czegoś się nauczy?

Zawsze ciekawiło mnie , jak czują się celebryci? Czy popularność sprawia im tyle przyjemności ,co mi chwila spokoju z książką w ręku? Lektura "52 powodów dla których nienawidzę mojego ojca" rozwiała moje wątpliwości. 

Człowiek jest istotą dualną ,ponieważ jego osobowość kształtuje wiele czynników. Wspomnienia z dzieciństwa ,relacje z rodziną i możliwość wzorowania się na kimś bardziej doświadczonym sprawiają ,że stajemy się wartościowymi ludźmi. Co się dzieje kiedy zabraknie jednego z tych czynników? Stajemy się zagubieni ,a wręcz bezsilni. Tak samo jak opisana wyżej bohaterka książki. 

Co z tego ,że mamy pieniądze ,skoro nie umiemy rozmawiać ze swoimi bliskimi albo po prostu nie mamy ku temu okazji? Interesy ,podróże ,pośpiech - tym oto sposobem znajdziemy się w śmiercionośnej pętli. Dlatego w pewnym sensie potrafię zrozumieć Lexington. Pamiętam ,że wielokrotnie podkreślała ,że najbardziej w jej życiu przeszkadzało jej to ,że nikt nie chciał poświęcić jej dobrowolnie swojego czasu. Wszyscy byli opłacani przez jej ojca. Obracała się w towarzystwie niań ,kamerdynerów ,szoferów ,rzeczników prasowych ,ale gdzie w tym wszystkim była rodzina? Nic dziwnego ,że w chwili kiedy ojciec nagle zaczyna czegoś od niej wymagać ,ona czuje się rozgoryczona i zdruzgotana. 25 milionów było w jej umyśle rekompensatą za wieloletnią samotność w rezydencji pozornie zamieszkanej przez klan Larrabee.

Opisy pracy Lex były najzabawniejszą częścią książki ,która przysporzyła mi dużo okazji do śmiechu. Konfrontacja z odkurzaczem jest dla mnie prawdziwą bombą! Trudno uwierzyć ,że dorosła dziewczyna nie umiała włączyć ,a co dopiero odkurzać! Przy niej to nawet ja okazałam się perfekcyjną panią domu ;)

"Aby książka miała smaczek musi się w niej znaleźć przystojny chłopaczek..." W tym aspekcie chyba nikt nie będzie zawiedziony. Chociaż początkowo Luke-stażysta przypomina nieśmiałego nerda ,który fanatycznie wielki ojca Lex ,ale w gruncie rzeczy jest bardzo przydatny. Dlaczego to piszę? Ponieważ to właśnie dzięki niemu (i jego motywujących gadkach) zaczyna myśleć ,że praca zlecona jej przez ojca ma wyższy cel.

"52 powody dla których nienawidzę mojego ojca" to książka ,którą pochłania się w jeden dzień.  Nie spodziewałam się ,że Jessica Brody okaże się tak zdolną debiutantką. To właśnie jej lekkość pisania sprawia ,że oczy biegną po kolejnych zdania ,żeby dowiedzieć się tego co będzie dalej.

Bohaterowie książki są tak skrajni i ludzcy ,że można się z nimi utożsamiać.Psychika postaci jej bardzo złożona. Chwilami zachowuje się nieodpowiedzialnie ,by za moment popisać się wielką dojrzałością i zaskoczyć czytelnika. Historia posiada niesamowity morał co ostatnimi czasy trzeba podkreślać! Dodatkowym atutem jest dla mnie piękna szata graficzna. Co kilka rozdziałów zamieszczone są screeny sprawozdań z pracy Lex ,które są jak wisienka na torcie w porównaniu do całości tekstu. 


Moja ocena: 5/6

niedziela, 28 lipca 2013

"Kiedy byłeś mój" - Rebecca Serle


Nowoczesność kontra Szekspir. Czy ten pojedynek ma rację bytu?

Bardzo lubię przekonywać się na własnej skórze o takich rzeczach ,więc nic dziwnego ,że kiedy miałam okazję zapoznać się z tą książką , nie wahałam się ani chwili. "Romeo i Julia" była moją lekturą w gimnazjum ,ale odkąd pamiętam zawsze była wysoko na mojej liście "przeczytane". Z kolei incydent z "Kiedy byłeś mój"postaram się zapomnieć jak najszybciej lub zatrzeć 3/4 moich wrażeń ,żeby pozostały same pozytywy. Niestety nie mam takich nadprzyrodzonych mocy ,więc przechodzę do konkretów....

Książka opowiada o paczce przyjaciół ,która jest w ostatniej klasie liceum. Trzy przyjaciółki przeżywają pierwsze miłości ,organizują szalone imprezy i cieszą się z uczniowskiego życia elity. Umawiają się z równie popularnymi chłopakami ,którzy są najlepszymi kumplami. Ich sielankowe życie przerywa nieoczekiwany powrót do ich miasteczka kuzynki Rosie - Juliet. Dziewczyna znacznie różni się od swoich rówieśników. Jej markowe ubrania ,oślepiający bielą uśmiech i droga bryka sprawiają ,że większość ludzi daje się jej omotać. Zachowują się jak marionetki sterowane przez tę pozornie nieszkodliwą dziewczynę. Nagle Rob doznaje olśnienia! Po co starać się o względy Rosie ,skoro bez problemu dogaduje się z jej piękną kuzynką? I takim oto sposobem główna bohaterka opowieści zostaje całkiem sama.

Całość prezentuje się razem dość banalnie. No dobra ,masakrycznie banalnie. Początkowo wciągnęłam się w treść. Gdzieś tak po 80 stronach stwierdziłam ,że oprócz roztrząsania głównej bohaterki "co by było gdyby..." to tak właściwie nic się nie działo. Większość wypowiedzi dziewczyn była tak infantylna ,że momentami nie wiedziałam czy być zażenowana ,czy myśleć ,że jestem od nich dojrzalsza. Dziwi mnie fakt ,że mimo tego ,iż były w moim wieku to głównym tematem ich rozmów były tylko i wyłącznie ich podboje miłosne. Dziwiła mnie także ilość zapamiętanych przez nie mało istotnych epizodów z ich dzieciństwa. W pewnym sensie były one lepiej zredagowane i przytoczone niż aktualnie przebiegające wydarzenia.

Cały tragizm książki spowodowany jest tym ,że Rosie nigdy nie umiała być asertywna. Sprzeciwienie się chociaż w małej sprawie było dla niej krokiem milowym ,a co dopiero sytuacja kiedy to była poniekąd przyparta do muru. Zmiana jednego zdania zapisanego w tej książce z całą pewnością spowodowałaby ,że rozwinięcie i zakończenie tej opowieści zmieniłoby się.  Chociaż w sumie to sama mam wątpliwości czy takie rozwiązanie miałoby sens. Przynajmniej w tym momencie mogę stwierdzić ,że ta książka jest inna. Chyba to określenie jest wobec niej najbardziej adekwatne.

"Kiedy byłeś mój" to pozycja przeznaczona zdecydowanie dla młodszego grona czytelników. Opowieść jest zbyt banalna i przewidywalna ,żeby zadowolić osobę ,która przeczytała tyle książek co ja. Pochwalę się Wam ,że już w połowie książki wiedziałam jak wszystko się skończy... Nie wiem czy warto kusić się na ten typ literatury. Ta przygoda zalicza się raczej do tych nieudanych.

Moja ocena: 2/6

Strony: 319

czwartek, 25 lipca 2013

"Ostatnia spowiedź" - Nina Reichter



„To trochę tak, jakbyś zakręcił pozytywką. Nie możesz jej zatrzymać, bo zgrzytnie i wyda nieprzyjemny dźwięk. Moje życie to jeden długi nieprzyjemny dźwięk. Jednak pierwszy raz myślę, że to, co teraz mam, zagra płynnie do końca. Więc chyba muszę doczekać do melodii.”

Nie wiem skąd się bierze w ludziach ciekawość ,co się dzieje w życiu gwiazd? Jakim cudem pisma pokroju "Party" lub "Show" stają się najbardziej poczytnymi magazynami na rynku? Domyślam się ,że ludziom nudzi ich poczciwe i monotonne życie i chcą je sobie urozmaicić...Jednak czy chwila z takim szmatławcem coś zmieni? Jedni twierdzą ,że tak ,ponieważ czują się jakby byli częścią życia swoich ulubieńców. Możliwość poobserwowania ich przy robieniu zakupów ,bieganiu w parku lub przebywaniu na salonach to coś co sprawia ,że stają się dla swoich fanów bardziej ludzcy. Fani tych pism i portali z całą pewnością nie zastanawiali się jak te sprawy wyglądają "od środka". 

Wyobraź sobie ,że jesteś kimś znanym. Nie mówię tu o sławie ogólnopolskiej ,ale przynajmniej europejskiej. Gdziekolwiek pójdziesz wszyscy cię rozpoznają. Każdy twój krok jest monitorowany przez paparazzi ,piszczące dziewczyny lub psycho fanów. Musisz być na prawdę skołowany kiedy orientujesz się ,że dziewczyna ,którą zagadujesz w nocy na lotnisku nie rozpoznaje w tobie nikogo znajomego. Korzystasz z sytuacji ,bo to ty w tym momencie jesteś kilka kroków do przodu. Masz sekret ,ale czy uda ci się go długo zachować? 

W podobnej sytuacji znalazł się Bradin Rothfeld ,bohater książki "Ostatnia spowiedź". Chłopak dotychczas przyzwyczajony ,że żeby zrobić na kimś wrażenie musi do niego podejść i się uśmiechnąć. Ta sztuczka nie działa na dziewczynę w typie Ally Hanningan...

I w tym momencie wszystko się zaczyna. Kilka godzin spędzonych na lotnisku przy żartach ,śmiechach i piciu kawy z automatu przeradza się w telefoniczną znajomość ,a potem przyjaźń. Tylko dlaczego Ally ma wrażenie ,że Bradin wie o jej prywatnym życiu wszystko ,a ona o jego nic? Dziewczyna szuka oparcia oraz osoby ,która sprawi ,że przykra relacja z jej chłopakiem stanie się dla niej mniej uciążliwa. Nie zdaje sobie sprawy ,że Bradin zaczyna się w niej zakochiwać  ,a tym bardziej ,że i ona myśli o nim cieplej niż tylko o przyjacielu. Sprawa komplikuje się w momencie kiedy chłopak wyznaje jej o sobie całą prawdę...

Czy Ally wybaczy Bradinowi to ,że ją okłamywał?

 Jak dalej potoczą się ich losy?


„Jak się czujesz, kiedy wiesz, że coś tracisz? Uciekasz od tego biegiem czy stąpasz powoli?”


"Ostatnia spowiedź" bardzo różni się od dotychczasowo przeze mnie przeczytanych książek z wątkiem romantycznym na czele. Nie spodziewałam się ,że książka z tego gatunku może przypaść mi do gustu. (Niemożliwe właśnie stało się możliwe!) Książka nakreślona piórem Niny Reichter wręcz unosi się w moich dłoniach od masy pozytywnych emocji. Miałam wrażenie ,że każde słowo pieczołowicie odzwierciedla wrażliwość autorki ,która poprzez swoją magiczną opowieść sprawiła ,że postrzeganie sfery show biznesu drastycznie się zmieni. Dzięki niej czytelnicy zastanowią się dwa razy zanim ocenią zachowanie swojego idola lub zdecydują czy nowa wybranka jednego z gwiazdorów naprawdę go kocha czy jest z nim tylko dla pieniędzy.

Ogromnym szokiem była dla mnie informacja ,że ta opowieść miała swój początek na blogu autorki. Było to fan fiction. Z reguły nie czytuję tego typu blogów ,więc jestem tym bardziej wdzięczna wydawnictwu ,że zajęło się tym ,aby ta historia dotarła do szerszego grona odbiorców.

Historia miłości  Bradina i Ally nie jest banalna ,tylko prawdziwa i okrutna czyli taka jakie jest życie. Bohaterowie zachowują się jakby siedzieli na huśtawce. Przybliżają się do siebie ,by za moment udawać ,że są tylko przyjaciółmi. Ani razu mnie to nie zirytowało ,mimo tego ,że z reguły w takich momentach puszczają mi nerwy i nie mam ochoty czytać takich "podchodów".

"Ostatnia spowiedź" jest dla mnie portalem przenoszącym mnie do barwniejszego świata ,który niekoniecznie jest lepszy ,ale otwiera więcej możliwości. Rzeczywistość w nim ukazana jest bardzo atrakcyjna ,chociaż cena jaką trzeba zapłacić za spełnienie swoich marzeń i pragnień może być  przerażająca.

Tym razem nie wzruszyłam się ani razu ,ale czytanie niektórych fragmentów przyprawiało mnie o niekontrolowane wybuchy śmiechu i motylki w brzuchu.

Czytanie szło mi tak szybko ,że ani się obejrzałam ,a byłam już na ostatniej stronie. Wielka szkoda ,że na kolejną część poczekam do 20 sierpnia. Do tego czasu część z moich koleżanek zdąży przeczytać "Ostatnią spowiedź" i wtedy razem będziemy przeżywać dzień premiery.


„Pytasz, dlaczego płaczę? Nie pytaj. Popatrz w moje oczy. A jeśli zobaczysz tam siebie, po prostu odejdź.”


Strony: 375
Źródło: konkurs z fb
Moja ocena: 5+/6

sobota, 11 maja 2013

"Candy" - Kevin Brooks



"Candy" - Kevin Brooks



Strony: 352
Oprawa: miękka
Źródło: antykwariat
Moja ocena: 6/6



"Trudno mi sobie uzmysłowić, jak żyłem, zanim poznałem Candy. Czasem siadam i godzinami myślę o przeszłości, usiłując wydobyć tamten czas z pamięci, nigdy mi się nie udaje. Tak, jakbym bez niej w ogóle nie istniał. Udaje mi się cofnąć zaledwie pół godziny przed naszym pierwszym spotkaniem; ostatnie chwile mojej egzystencji sprzed Candy, kiedy jeszcze byłem po prostu chłopcem... chłopakiem w pociągu, chłopakiem z chorą ręką, chłopakiem w dziwnej czarnej czapce.
Wtedy byłem niewinny.
Byłem po prostu chłopcem.
W pociągu.
Z chorą ręką.
W czapce.
To był cały świat, który znałem."



Takie są pierwsze słowa  Joego, wrażliwego i nieśmiałego chłopca, który jest narratorem i uczestnikiem wydarzeń w książce. Joe opowiada niesamowitą historię, która bardzo wpłynęła na jego postrzeganie świata i zmieniła go wewnętrznie. 



Przypadkowo poznaje dziewczynę, Candy, która wzbudza w nim zachwyt. Jej pewność siebie, włosy, uśmiech, sposób poruszania się...Joe sam nie wie dlaczego ale nie może przestać o niej myśleć. Atmosfera tajemniczości i napięcia przewija się przez całą powieść. Nie sądziłam, że czytanie książki z punktu widzenia chłopaka może być tak fascynujące. Candy, tajemnicza dziewczyna, która pojawiając się przysłania mu świat - po chwili znika. Joe pragnie ją odnaleźć i znajduje. Przy okazji dowiadując się o tej dziwniej dziewczynie coraz więcej...




Autor znakomicie przedstawił kontrastowość świata narkotyków, przemocy, rozpaczy z światem normalnym, ślepym na ów poprzedni. Pióro pisarza jest jednocześnie proste i pełne emocji. Czyta się bardzo szybko a z każdą stroną rośnie ciekawość. Mogłabym porównać tą książkę do huśtawki - raz czytelnik jest w górze, napięcie jest niesamowicie wysokie, spowodowane nagłymi wydarzeniami, a zaraz potem wydaje się, że wszystko już się ułożyło, i czytelnik opada z ulgą w dół. 

Pod koniec książki byłam cały czas w górze, miałam ściśnięte gardło nawet po skończeniu książki, której koniec nie był do końca wyjaśniony. Przez to cały czas mam wrażenie, że nadal jestem w tej książce, razem z bohaterami, z Candy i Joe czekam co przyniesie kolejny dzień.




Wszystko w tej książce jest takie rzeczywiste a jednocześnie aż nierealne, niesamowicie opowiedziane. Powieść ukazuje okrutną prawdę świata, w której próbują się odnaleźć młodzi ludzie i pomagać sobie nawzajem. Joe wiedział o istnieniu tego drugiego świata, ale nie sądził, że może być tak okropny. Chłopak przeżywa skrajne emocje, od niepewności, strachu, przerażenia do niesamowitego szczęścia i zachwycenia dziewczyną. Chce zrozumieć, jak Candy znalazła się w tym świecie i spróbować ją z niego wyciągnąć.



Czy miłość i nadzieja warte są walki ? 

Jak uciec przed niebezpieczeństwem, które czai się za każdym rogiem ?

Czy Joe poświęci wszystko by ratować Candy ?



Polecam, polecam i jeszcze raz polecam! Dawno nie czytałam książki o tak prostej historii, opowiedzianej w tak niezwykły sposób :))




Inne książki tego wspaniałego autora :























sobota, 16 marca 2013

"Kroniki Ellie" - John Marsden

"Kroniki Ellie"  - John Marsden

Strony: 304
Źródło: zakup własny w Empiku
Oprawa: miękka

Wojna się skończyła ,ale walka trwa nadal.
Liczyliśmy na spokój. Ale kiedy opadł bitewny kurz okazało się ,że teraz o wiele trudniej rozpoznać ,kto jest przyjacielem ,a kto wrogiem. Przekonałam się też na własnej skórze ,że nasze czyny przynoszą czasem konsekwencje ,których nie da się przewidzieć - i którym nie jesteśmy w stanie zapobiec.
Acha. Jest jeszcze Lee. Coś się między nami wydarzyło. 
Coś ,co zmieniło mnie na zawsze...


Ostatnio czas mi się bardzo dłuży. Żyję ,a w zasadzie egzystuję od premiery do premiery. Muszę już coraz dalej jeździć do Empików i Matrasów ,bo w tych bliskich mojemu miejscu zamieszkania pracownicy mnie poznają i tak jakoś mi głupio... Wiem ,to zakrawa na obsesję ,ale co na to poradzę ,że po prostu tak mam? Możecie powiedzieć ,że można przecież kupować książki przez internet ,ale po pierwsze: nie lubię prosić nikogo ,by przelał pieniądze ze swojego konta ,bo ja swojego własnego na razie nie posiadam ,a po drugie: wolę zobaczyć ,dotknąć i chwilę trzymać książkę w rękach zanim ją kupię.
Na "Kroniki Ellie" czekałam bardzo wytrwale ,ale udało mi się je kupić dopiero 3 dni po premierze. Czy to możliwe ,że nigdzie wcześniej w Gdańsku ich nie było? No ,ale to już inna bajka...

Z twórczością John`a Marsden`a znam się bardzo dobrze. Przeczytałam wszystkie części cyklu "Jutro" ,w którym zakochałam się bez pamięci. Może nie czytałam go w chwili wielkiego boomu jaki nastąpił po wydaniu drugiej części ,ale  przynajmniej nie musiałam długo czekać na kolejne tomy. Myślę ,że to była dobra decyzja ,bo z reguły nie lubię czekać ,by dowiedzieć się co się będzie działo dalej z moimi ukochanymi bohaterami.


Przechodząc do meritum czyli do mojej opinii o tej książce ,to muszę stwierdzić ,żesądziłam ,iż będzie w niej więcej akcji. Jak dla mnie była za bardzo statyczna ,zbyt wolna i toporna. Nie zmienia to faktu ,że miło spędziłam czas ;D

Książka przedstawia Wirrawee po zakończeniu wojny z tajemniczym napastnikiem. Wielu czytelników twierdzi ,że chcieliby poznać konkretnie nazwę kraju ,który zaatakował Australię ,ale moim zdaniem jest to jak najbardziej zbędne. Rozumiem ,że niektórzy odczuwają dyskomfort przez opisy dziwnego języka zaborców i omijanie cech charakterystycznych ludzi stamtąd pochodzących ,ale o to w tym chodzi!! Autor celowo nie zdradza nawet słówka o tożsamości zaborców ,by nie rozpętać konfliktów. Jak wiadomo są ludzie ,którzy czują się urażeni kiedy ich kraj zostaje przedstawiony w złym świetle. W pewnym stopniu się nie dziwię...

Głównym wątkiem książki jest walka Ellie o zachowanie rodzinnej farmy. Niestety jej rodzice odeszli i dziewczyna musi przejąć wszystkie ich obowiązki oraz  zająć się Gavin`em. Ta kwestia jest dla mnie najbardziej poruszająca ,bo czy zwykła nastolatka dałaby radę? Zamiast chodzić na imprezy ,musi dbać o cały inwentarz ,ogromny dom ,zagrody ,pastwiska ,być matką dla małego Gavin`a i jeszcze na dodatek chodzić do szkoły. Jak to wszystko pogodzić kiedy grozi jej bankructwo??

Dziewczyna nie jest osamotniona. Z pomocą przychodzi jej Fi z mamą oraz Homer ze swoją rodziną. Państwo Yannos zdecydowali się zostać jej prawnymi opiekunami. Są tak zdeterminowani ,że razem z Ellie walczą o to sprzeciwiając się namowom sędziny i adwokata...

Kto chce przejąć prawa do zarządzania majątkiem Ellie?
Dlaczego to robi?

Tymczasem wychodzą na jaw sekrety ,o których nikt wcześniej nie miał pojęcia...
W mieście powstaje tajna organizacja wyzwoleńcza ,do której należą osoby niezrzeszone z wojskiem.

O co walczą?
Czy odniosą sukces?
Kto nimi kieruje? 

Mimo początkowego rozczarowania i tak polecam Wam zapoznanie się z tą kontynuacją. "Kroniki Ellie" to doskonała książka pokazująca prawdziwe problemy charyzmatycznej i młodej dziewczyny. Obecnie w większości książek zawarte są motywu Happy Endu lub innych amerykańskich domysłów. Zaprezentowana przeze mnie książka znacznie się od nich różni i to moim zdaniem jest w niej najpiękniejsze. Pewnie myślicie ,że Marsden "ciągnie" tę serię na siłę ,ale nawet nie zdajecie sobie sprawy co chce nam przez to pokazać. Na pewno z wielkim zapałem zabiorę się za kolejne części tego cyklu!!!


Moja ocena: 4+/6

P.S. Jeżeli oczekujecie tego ,że sytuacja z Lee się rozwiąże to niestety się zawiedziecie ;(

niedziela, 27 stycznia 2013

Federcio Moccia - " Trzy metry nad niebem"

Federcio Moccia - " Trzy metry nad niebem"


Tytuł: Trzy metry nad niebem
Autor:  Federico Moccia
Liczba stron: 334

" Babi, dziewczyna z dobrego domu, świetna uczennica i przykładna córka, poznaje Stepa, agresywnego chuligana,którego życie składa się z ćwiczeń na siłowni, wyścigów na motorze i bezsensownych bijatyk. Mimo krańcowo różnych charakterów,  a także sprzeciwy apodyktycznej matki Babi, zakochują się w sobie bez pamięci. Pod wpływem tej miłości zmieniają się oboje. Babi otwiera się na świat, dojrzewa, a Step łagodnieje. Babi jest jedyną osobą, której powierza swój mroczny sekret... "

Zacznę od tego, że przeczytałam wiele recenzji na temat tej książki, zanim ją kupiłam. Wszystkie mnie w mniejszym bądź większym stopniu do niej przekonały. I jestem bardzo zadowolona!
Historia dość znana nam wszystkim. Dziewczyna z dobrego domu zakochująca się w agresywnym, wiecznie się bijacym chuliganie. Trzeba dodać, że dość przystojnym! :)
 Step był dość pewnym siebie, kiedy spotykał przypadkowo Babi. Ja odniosłam przynajmniej takie wrażenie, chociaż w gruncie rzeczy wcale mi to nie przeszkadzało :) Lubie takie przekomarzanie się. 
Opisy ich spotkań, jak już powiedzmy byli parą, są po prostu cudowne. Widać jak bardzo Step się zmienił. Widać, było jak zależy mu na Babi. Reakcje matki dziewczyny, jak najbardziej były słuszne, chociaż...później mogłaby im wreszcie jakoś odpuścić! 
Rozbawiła mnie sytuacja, jak ojciec Babi przyjechał do Stepa by z nim porozmawiać właśnie o zachowaniu i zmianie Babi. Dodam, że oboje poszli na bilarda i jej ojciec się schlał :)
Końcówka zrobiła się trochę smutna, a potem się strasznie rozczarowałam, czytając, że Babi i Step nie są razem. Przeżyli tyle pięknych chwil... Myślę, że najbarwniejszą postacią w tej książce jej przyjaciółka Babi - Pallina. To tak naprawdę dzieki niej i jej związkowi z przyjacielem Stepa, główni bohaterzy natykają się na siebie a potem są razem. 
Dzięki Babi, Step bardzo się zmienił - rzecz jasna na lepsze. Chociaż Step-chuligan też mi się podobał, lecz nie bardziej niż Step-prawie-romantyk :)
Na końcu prawię się popłakałam, ale o tym dowiedzą się ci, którzy przeczytali, bądź przeczytają, po tej recenzji :)

Książkę oceniam na wielką 5+. Polecam ją ,a najbardziej tym co chcą zapomnieć o szarej, nie do końca udanej rzeczywistości i które chcą żyć miłością bohaterów :)
Gorąco ja polecam wszystkim!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

,,Pamiętnik Cathy" - Stewart/Neisman/Brigg

Strony: 144

,,Powiedz im wszystko-odparła.-Wydrukuj swój pamiętnik ,daj im listy ,każ im zadzwonić pod wszystkie numery i pokaż im rysunki. A wiesz dlaczego? - zapytała ze swoim specjalnym ,maciupkim uśmieszkiem na ustach. -Bo nie uwierzą w ani jedno twoje słowo...."


Cathy - niespełna 18-letnia dziewczyna spotyka na swojej drodze Victora. Jest inteligentny ,miły ,przystojny i o kilka lat starszy. Czego chcieć więcej? Zaczynają się spotykać,ale w pewnym momencie wszystko zaczyna się psuć. Książę z bajki zrywa kontakt i znika. Dzień po rozstaniu Cathy odnajduje na swojej ręce ślad po ukłuci igłą.

  Czy to możliwe ,że Victor podał jej jakiś narkotyk?

Ciągłe wątpliwości skłaniają ją do rozpoczęcia dochodzenia w tej sprawie. Jej najlepsza przyjaciółka Emma służy jej pomocą i radą ,mimo tego ,że jest zajęta walką o oceny.
Na początku dziewczyny sądzą ,że Victor jest dilerem narkotykowym. Później okazuje się ,że wszystkie ślady prowadzą do Interepid Biotech i tajnych badań.

Czego dotyczą?
Dlaczego Victor musiał zniknąć?

,,Zapomnij imiona ,bo imiona kłamią ,ale pamiętaj o nas ,bo kiedy patrzysz na mnie ,przypominam sobie siebie samego..."


Cathy nie zdaje sobie sprawy w co jest zamieszany jej były chłopak i jakie to niesie ze sobą konsekwencje...


,,Pamiętnik Cathy" to prosta ,łatwa i niewiarygodna historia. Pozwala przenieść się  czytelnikowi do Chinatown ,poznać zachowania mieszkańców tej dzielnicy i tajemnice znane tylko nielicznym ludziom na świecie. Cathy i Emma są przedstawione jako energiczne ,temperamentne dziewczyny. Czasami zachowują się zbyt infantylnie co mnie strasznie irytowało. Roztrząsały wszystkie najdrobniejsze sytuacje ,podejmowały decyzje pod wpływem impulsu nie myśląc o wynikających z tego konsekwencjach. Niektóre ,,teksty" się powtarzały sprawiając ,że cała historia była zbyt przewidywalna. Miałam wrażenie ,że autorzy książki do końca nie wiedzieli jaką historię chcą pokazać ,czułam ich nieporadność i zapętlenie wątków.

Jedyną dobrą stroną tej książki jest dbałość o szczegóły w jej wydaniu. Solidna ,wytrzymała okładka oraz dobrze dobrana ,czytelna czcionka sprawiły ,że dobrnęłam do końca tej książki. Dodatkiem do książki jest masa replik dokumentów i zdjęć co wzbogaca całą historię oraz próbuje jej nadać wiarygodności. Każda stronica książki jest ozdobiona malutkimi rysunkowymi bazgrołkami. Na początku bolały mnie od nich oczy przez co nie mogłam się skupić ,ale potem się do nich przyzwyczaiłam i było OK.

Teraz powinien nadejść moment ,w którym powinnam Wam doradzić czy warto przeczytać ,,Pamiętnik Cathy". Sama mam wątpliwości.
Ze względu na historię: NIE!
Patrząc tylko na walory estetyczne książki: TAK!


Moja ocena: -3/6